- Popełniłam błąd - mówi Katarzyna K., bohaterka mojego tekstu sprzed tygodnia pt. "Napad w Spalonej koło Legnicy. Na ławie oskarżonych była kandydatka na wójta i były antyterrorysta" - Opowieść Jarosława K., jakobym go rzekomo napadła, była tak absurdalna, iż nie sądziłam, by ktokolwiek w nią uwierzył. Adwokat przekonywał, iż sprawa zostanie
umorzona, więc nie angażowałam się w dostarczanie dowodów na swą niewinność. Ale prokuratura uwierzyła memu prześladowcy i napisała akt oskarżenia. Chce pan posłuchać, jak było naprawdę? Mój tekst bazował na akcie oskarżenia przygotowanym przez prokuratora Pawła Mazura z Prokuratury Rejonowej w Legnicy. Według prokuratury, 5 czerwca 2025 roku w Spalonej Katarzyna K. wespół z byłym anyterrorystą Oskarem Cz. na krótko pozbawili wolności polsko-niemieckiego przedsiębiorcę Jarosława R. a następnie groźbami pozbawienia życia lub zdrowia wymusili na nim podpisanie dokumentów, w których zrzekł się dwóch luksusowych aut oraz ponad miliona złotych.
Historia, którą opowiedziała mi Katarzyna K., pozostało bardziej niesamowita niż wszystko, co do tej pory czytaliście o tej sprawie. Słuchałem jej przeglądając jednocześnie ogrom zdjęć, nagrań, skanów dokumentów i screenów z komunikatorów internetowych z ponad pięcioletniej znajomości kobiety z Jarosławem R. Katarzyna K. pokazała mi je na potwierdzenie, iż to, co za chwilę Wam powtórzę, wydarzyło się naprawdę.
Podręcznikowe oszustwo matrymonialne
Los zetknął Kat