Napad jak z filmu. Gangsterzy chcieli obrabować poznańską pocztę, ale wszystko poszło nie tak

1 godzina temu

W rozmowie z Piotrem Szulcem historyk opowiedział o przestępstwie, którego scenariusz mógłby wydawać się filmowy nie bez powodu. Wszystko zaczęło się właśnie w kinie.

W 1964 roku na ekranach poznańskich kin wyświetlano brytyjską „Ligę Dżentelmenów”. Film opowiadał o byłym wojskowym, który wraz z grupą innych mężczyzn przygotowuje napad na bank. Produkcję obejrzeli Kwiatkowski i Raczkowski – mężczyźni w wieku 27 i 25 lat, którzy mieli już za sobą kryminalną przeszłość.

– Wszystko zaczęło się od filmu – podkreślał Zbigniew Kopeć.

Obaj pracowali w zakładach Cegielskiego i, jak na ówczesne realia, zarabiali stosunkowo dobrze – około 2 tys. zł. Chcieli jednak poprawić swoje warunki mieszkaniowe i zdecydowali się zdobyć pieniądze w zupełnie inny sposób.

Mężczyźni zdobyli trzy pistolety i znaleźli trzeciego wspólnika – 19-letniego Erlicha, który wcześniej nie był karany. Jako cel wybrali urząd pocztowy znajdujący się na narożniku ulic Wybickiego i 28 Czerwca na Wildzie. Jak zaznaczył historyk, poczta funkcjonuje w tym miejscu do dziś.

Lokalizacja wydawała się napastnikom dogodna. Konwojenci odbierający gotówkę wjeżdżali od strony ul. Wybickiego na podwórko, a kamienica miała więcej niż jedno wyjście, co potencjalnie ułatwiało ucieczkę.

Pierwsza próba została podjęta 10 listopada 1964 roku. Plan pokrzyżowało jednak pojawienie się umundurowanego milicjanta. Napastnicy wycofali się i postanowili wrócić następnego dnia.

11 listopada przystąpili do działania. Najmłodszy z grupy miał zapewnić transport. Na Rynku Wildeckim wziął taksówkę, którą dojechał w okolice poczty. Kierowcy zapłacił 50 zł i polecił czekać.

W tym czasie na podwórko przyjechał pocztowy ambulans. Znajdował się w nim już worek zawierający około 500 tys. zł, odebranych wcześniej z innych urzędów. Jeden z konwojentów udał się po kolejne pieniądze. Kiedy wracał z workiem, w którym – według relacji historyka – znajdowało się około 700 tys. zł, napastnicy ruszyli.

Doszło do szamotaniny i padły strzały. Jeden ze strażników został ranny. Napastnikom udało się wyrwać worek z pieniędzmi, który przejął 19-letni wspólnik.

Od tego momentu plan zaczął się jednak rozpadać.

Podczas ucieczki najmłodszy z napastników mijał grupę młodych ludzi stojących w pobliżu świetlicy. Gdy usłyszeli krzyki nawołujące do zatrzymania uciekających, jeden z nich podstawił mu nogę. Mężczyzna przewrócił się i wypuścił worek. Doszło do kolejnej szamotaniny, podczas której jeden z młodych ludzi został postrzelony. Mimo to napastnik został obezwładniony i później przekazany milicji.

Pozostali dwaj uciekli bez pieniędzy. Ich jedynym łupem pozostał pistolet odebrany jednemu ze strażników.

Czekająca taksówka również nie uratowała sytuacji.

Napastnicy kazali kierowcy jechać do Lasku Dębińskiego. Skoro nie udało się zdobyć pieniędzy, postanowili ukraść samochód. Zabrali taksówkarzowi kluczyki i odeszli, aby ukryć broń w krzakach. Nie przewidzieli jednego – kierowca miał w samochodzie drugi komplet kluczyków. Uruchomił auto, odjechał i zgłosił sprawę milicji.

Zatrzymany 19-latek podczas przesłuchania opowiedział śledczym o całym planie i wskazał swoich wspólników. Pozostałych dwóch mężczyzn zatrzymano już następnego dnia – jednego w mieszkaniu, a drugiego w znanej milicji melinie.

– To była kompletna porażka – podsumował Zbigniew Kopeć.

Śledztwo przebiegło bardzo szybko. Były zeznania uczestników napadu i licznych świadków. Proces rozpoczął się już 5 stycznia. Sprawę rozpatrywano w trybie doraźnym, a po kilku dniach zapadły surowe wyroki.

Dwaj starsi napastnicy, którzy byli recydywistami, zostali skazani na dożywotnie pozbawienie wolności oraz utratę praw publicznych i obywatelskich. Najmłodszy, wcześniej niekarany uczestnik napadu, otrzymał karę 12 lat więzienia.

Opowieść o nieudanym napadzie na wildecką pocztę ma znaleźć się w drugiej części „Sekretów Poznania”, której autorem jest Zbigniew Kopeć.

Historyk pracuje także nad albumem poświęconym „Poznaniowi, którego nie ma”. Publikacja ma przedstawiać budynki i miejsca, które zniknęły lub na przestrzeni lat całkowicie zmieniły swój wygląd. Archiwalne fotografie mają być zestawione ze współczesnym obrazem miasta i uzupełnione szerszymi opisami.

Według zapowiedzi gościa programu, album może ukazać się pod koniec roku, choć ostateczny termin będzie zależał od wydawnictwa. Druga część „Sekretów Poznania”, w której znajdzie się historia napadu rodem z filmu gangsterskiego, planowana jest na przyszły rok.

Idź do oryginalnego materiału