Świat nie chce, żebyś wiedziała, nie ma w interesie, żebyś znała prawdę. Dlatego karmi Cię tanimi romansami, mydli oczy wielkimi produkcjami, które dobrze wchodzą. Jest tam wieczna niepewność, są nagłe zwroty akcji. Chodzi o to, żebyś czytała, patrzyła i chłonęła jak gąbka. Nie, żebyś tym się stawała. To dzieje się obok, bez świadomości. Z tego powodu mało kto mówi o konsekwencjach, którymi jest między innymi wdrukowane przekonanie, iż namiętność to ciągła zmiana. Staranie się bycia oryginalną, zaskakiwanie ciągle czymś nowym. Tylko jak to robić w długoletnim związku? No właśnie, na dłuższą, naprawdę długą metę, nie da się. Skoro wszystko było, wszystko razem przeżyliście….to jak? Problem w tym, iż namiętność po 40 to uczucie bez klapek na oczach. Zrozumienie sensu, tej ukrywanej prawdy, która kryje się pod zakochaniem. Gdy wybierasz nie związek na kilka lat, ale…na dłużej. To rozumienie, iż prawdziwy żar rodzi się w spokoju i bezpieczeństwie, a nie w dreszczu czegoś zakazanego czy niestosownego.
To jest ta ukrywana prawda, której nikt Ci nie powiedział, bo nie sprzedaje się tak dobrze jak dramat: namiętność po 40 rośnie tam, gdzie nie musisz udawać.
To jak znalezienie igły w stogu siana. Najpierw szukasz jej po omacku, czasem zbyt długo. Potem się ranisz — bo tak to działa, kiedy dotykasz czegoś ostrego, co miało być delikatne. A dopiero później, kiedy w końcu trzymasz ją w palcach i oglądasz pod światło, widzisz, iż to nie igła Cię bolała. Bolało to, iż szukałaś jej w złym miejscu.

Namiętność po 40 – mit miłości romantycznej
Coraz głośniej mówi się, iż miłość romantyczna nie istnieje. Przez lata karmiono nas przekonaniem odmienianym przez wszystkie przypadki, iż istnieje „ta jedna osoba na świecie”, iż wszystko samo się ułoży, iż wystarczy iskra, chemia, dreszcz, gdy ją spotkamy. A tymczasem to, co bierzemy za romantyczność, to najczęściej pożądanie. Wyobrażenie. Koktajl emocjonalny, który działa jak narkotyk: szybki, mocny, ale krótkotrwały. I choć wiele kobiet lubi ten stan, to on nam nie służy.
Miesza w głowie. Odbiera rozsądek. Robi z nas bohaterki cudzych historii, zamiast autorek własnych.
Psychologowie i socjologowie mówią coraz głośniej, iż miłość romantyczną wymyśliła kultura. Bo dobrze się sprzedaje. Łatwiej jest pokazać wielkie gesty niż codzienną obecność. Łatwiej jest nakręcić dramat niż stabilność.
A my… my mamy wybierać partnera nie jak w filmie, tylko jak w życiu. Nie za „iskrę”, która mija, tylko za to, co zostaje, kiedy emocje opadną. Bo prawdziwa relacja nie przychodzi w pakiecie ze strzałą Amora. Ona się buduje powoli i świadomie, jako decyzja. Z dwóch osób, które wiedzą, czego chcą i mają świadomość, iż zakochanie to dopiero początek, nie nagroda. To jest znacznie bardziej skomplikowane, niż nam się wydawało. Ale też znacznie bardziej prawdziwe.
Prawdziwa namiętność na lata zaczyna się od spokoju
Namiętność po 40 tak naprawdę rośnie tam, gdzie możesz oddychać. Gdzie ciało nie jest w trybie alarmowym. Nie musisz udawać, iż jesteś kimś innym, żeby utrzymać czyjąś uwagę.
Spokój nie zabija namiętności. Spokój ją dopiero umożliwia.
Namiętność na długo jest wtedy, gdy możesz być sobą
Namiętność jest wtedy, kiedy możesz się rozluźnić. Możesz być całkiem sobą, upaść, otworzyć się, przestać kontrolować. Namiętność nie znosi bowiem spięcia, adrenaliny, wahań, niepewności, ona karmi się miękkością i przynależnością. Poczuciem, iż jesteś u siebie, choćby w czyichś ramionach.
W takim wypadku dotyk nie jest guzikiem uruchamiającym seks. Nie jest sygnałem „teraz zaczynamy”. To gest, który pojawia się, by powiedzieć jestem tutaj, jesteś dla mnie ważny. To sekundy lub minuty, które mówią więcej niż skomplikowana rozmowa. Z boku wygląda to jak magia, ale to biologia, wzrost oksytocyny, usunięcie oporów, przypływ czułości i być może naturalne wejście w największą z możliwych cielesnych bliskości. Nie jako zadanie do wykonania, tylko konsekwencja bycia razem.
To nie jest aranżowane, dzieje się samo, jak dobrze zagrany koncert, melodia, w której żadna nuta nie jest przypadkowa, a wszystko współgra, żeby dać uniesienie na poziomie wirtuoza, a nie niskich tonów i ruchów przód i w tył. Ta różnica jest widoczna w tym, jak czujesz się po, czy jest pustka, a może poczucie, iż przez cały czas się jest w niebie, mimo iż napięcie opadło, ciało się wyładowało, a umysł dostał zastrzyk endorfin. Odpowiedź przychodzi te pół godziny później, w następny dzień…i po latach bycia razem. Na ile jesteśmy prawdziwi i na ile czujemy się ze sobą bezpieczni.

1 godzina temu










English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·