Najpierw pojedyncze huki, które brzmiały jak petardy. Potem panika, płacz i ludzie chowający się pod stolikami. Świadkowie sobotniej strzelaniny w centrum Krakowa opowiadają Wirtualnej Polsce, co działo się na Rynku Głównym i w okolicznych uliczkach. Wieczorem wszystkie lokale na Rynku zostały zamknięte.