To miał być kolejny spokojny wieczór w Tarnowskich Górach, jednak 31 stycznia br. wydarzyło się coś, co wstrząsnęło fundamentami śląskiego garnizonu. Grupa zamaskowanych mężczyzn, działając w stylu znany z filmów o porachunkach gangsterskich, zaatakowała mieszkańca na jego klatce schodowej. Szok przyszedł jednak później: ofiara rozpoznała w napastnikach tych, którzy powinni go chronić. Dziś wiemy już, iż skandal zatacza coraz szersze kręgi, obejmując funkcjonariuszy z dwóch miast.
Napad pod osłoną kominiarki
Wszystko zaczęło się od zgłoszenia na numer alarmowy. Mieszkaniec Tarnowskich Gór, postać znana lokalnym służbom, poinformował, iż został wyciągnięty z mieszkania przez czterech zamaskowanych sprawców. Atak był brutalny i szybki – ciosy padały jeden po drugim na klatce schodowej.
Kluczowy moment nastąpił, gdy jeden z napastników się odezwał. Poszkodowany nie miał wątpliwości: „Jestem pewny, iż to policjant”. To zdanie uruchomiło machinę Biura Spraw Wewnętrznych Policji (BSW), która natychmiast rozpoczęła polowanie na „czarne owce” we własnych szeregach.
Piekary Śląskie i Tarnowskie Góry – wspólny front bezprawia
Początkowo podejrzenia padły na Komendę Powiatową w Tarnowskich Górach. gwałtownie jednak okazało się, iż „ekipa” była mieszana. W miniony piątek i sobotę Komendanci z dwóch jednostek wydali niemal identyczne, surowe komunikaty:
- W Tarnowskich Górach: Komendant Powiatowy zawiesił dwóch funkcjonariuszy i wdrożył czynności zmierzające do wydalenia ich ze służby.
- W Piekarach Śląskich: Komendant Miejski również odsunął od obowiązków dwóch mundurowych, wszczynając postępowania dyscyplinarne.
Wszyscy zatrzymani mieli działać po służbie, próbując ukryć swoją tożsamość pod maskami. Jeden z nich, pod presją dowodów zebranych przez BSW, przyznał się do udziału w pobiciu.
Powiązany artykuł: Pobicie w Tarnowskich Górach. Policjanci zawieszeni
Śledztwo przejęte przez Gliwice
Ze względu na powagę sytuacji i konieczność zachowania pełnego obiektywizmu, sprawę przejęła Prokuratura Rejonowa Gliwice-Wschód. Śledczy sprawdzają obecnie, czy pobicie było elementem osobistych porachunków, próbą wymuszenia zeznań, czy może formą samosądu. Każdy z tych scenariuszy jest równie kompromitujący dla formacji.
„W naszych szeregach nie ma miejsca dla osób, które łamią przepisy. W każdej takiej sytuacji podejmowane są natychmiastowe kroki” – grzmią w oficjalnych oświadczeniach przedstawiciele śląskiej Policji.
Cena zdrady munduru: koniec z przywilejami
Dla podejrzanych funkcjonariuszy to nie tylko koniec kariery, ale życiowa katastrofa. jeżeli prokuratura udowodni im winę, czeka ich:
- Utrata emerytury mundurowej: skazanie za przestępstwo umyślne oznacza przejście do systemu ZUS i pracę do 65. roku życia.
- Brak odpraw: tracą prawo do wysokich świadczeń finansowych wypłacanych przy odejściu ze służby.
- Odpowiedzialność karna: za pobicie grozi im kilka lat pozbawienia wolności, a status funkcjonariusza (nawet po służbie) będzie dla sądu okolicznością obciążającą.
Co dalej?
Wydarzenia z przełomu stycznia i lutego to czarna karta w historii śląskiego garnizonu. Szybka i bezwzględna reakcja komendantów w Tarnowskich Górach i Piekarach Śląskich pokazuje jednak, iż mechanizmy kontrolne działają, a „solidarność zawodowa” kończy się tam, gdzie zaczyna się przestępstwo.

1 godzina temu












English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·