* Kliknij TUTAJ i przeczytaj pierwszy fragment książki *
Dochodziło południe, gdy zadzwonił do mnie „Docent” z informacją, iż zarówno Robert, jak i Anna zginęli od strzałów z broni palnej.
Przyznam, iż zaskoczenie było na tyle widoczne, iż stojący obok „Dziadek” natychmiast podszedł bliżej i bezceremonialnie przyłożył ucho do słuchawki.
– Nie masz żadnych wątpliwości?
To pewne? – zapytałem, bo w pierwszej chwili trudno było mi w to uwierzyć.
– Pewne. Na sto procent. Broń krótka, moim zdaniem dziewiątka. Chłopak dostał dwa razy w głowę, dziewczyna raz, prawie centralnie. W czoło.
– Musicie zacząć szukać pocisków i łusek, bo gdzieś tam na pewno są – odpowiedział bez wachania.
– „Docent”, nie ucz ojca dzieci robić – przerwałem mu odruchowo i w tej samej chwili dotarło do mnie, iż wykrywacza metalu z komendy jednak nie zabraliśmy.
– Powiedz mu, żeby po sekcji od razu do nas przyjechał. Musimy znać szczegóły – wtrącił półgłosem „Dziadek”.
– Masz telefon, pogadaj z nim sam – odparłem i podałem mu słuchawkę, którą przejął z zaskakującą energią.
Kierunek działań
Zrobiłem to celowo. „Dziadek” był dociekliwy do granic uciążliwości i wolałem, żeby sam przepytał „Docenta”, niż później miałby mnie zamęczać pytaniami.
Ja sam, choć oczywiście interesujący ustaleń z sekcji, wolałem opierać się na tym, co „Babcia Ania” zapisze w protokole. Informacje przekazywane przez „Docenta” miały jednak tę niezaprzeczalną wartość, iż pozwalały natychmiast przyjąć konkretny kierunek działań.
Informacja o użyciu broni palnej mocno nami wstrząsnęła. Takiego obrotu sprawy po prostu nie braliśmy pod uwagę.
Wyniki sekcji zwłok
W przypadku Roberta dr Szczęsna ujawniła ranę postrzałową głowy, której kanał przebiegał od sklepienia oczodołu lewego do lewej strony podstawy czaszki.
Ponadto stwierdzono liczne złamania sklepienia oczodołu prawego, będące skutkiem drugiego postrzału. Kanał tej rany przebiegał od sklepienia oczodołu prawego, nad żuchwą, a następnie po tkankach miękkich pod kośćmi podstawy czaszki, bez uszkodzenia kręgów szyjnych.
„Docent” wyraźnie zaznaczył, iż wraz z „Babcią” nie są w stanie jednoznacznie określić kolejności strzałów i iż konieczna będzie analiza balistyczna. Dodał również, iż w koszulce Roberta, na plecach, ujawniono kilka rozdarć tkaniny. Z uwagi jednak na brak uszkodzeń żeber w tych miejscach, mało prawdopodobne było, by powstały w wyniku zadania ciosów narzędziem powodującym rany kłute.
W przypadku Anny charakter uszkodzeń w obrębie wlotu i wylotu postrzału pozwalał przyjąć, iż wlot znajdował się w obrębie lewego oczodołu, a wylot w kości potylicznej, po tej samej stronie. Jednoznacznie wskazywało to, iż strzał został oddany do dziewczyny leżącej na plecach.
Analiza balistyczna
Opis kanałów postrzałowych u Roberta faktycznie nie pozwalał jednoznacznie określić ani kolejności strzałów, ani pozycji, z jakiej zostały oddane. Nie ulegało jednak wątpliwości, iż gdyby oba strzały padły do osoby leżącej na plecach – a w takiej pozycji zwłoki zostały znalezione – pociski powinny znajdować się bezpośrednio pod głową ofiary.
Znacznie gorzej przedstawiała się sytuacja w przypadku, gdyby oba strzały oddano w momencie, gdy Robert stał. Biorąc jednak pod uwagę skąpe informacje przekazane przez „Docenta”, uznaliśmy, iż najbardziej prawdopodobny jest wariant, w którym drugi strzał padł w chwili, gdy ciało chłopaka osuwało się już na ziemię. Co do tego obaj byliśmy zgodni.
W przypadku dziewczyny nie mieliśmy żadnych wątpliwości – strzał oddano, gdy leżała na plecach.
– No to mamy co najmniej dwa pociski. I to raczej na bank – stwierdził „Dziadek”.
Strzały na szlaku
Mnie natomiast ponownie uderzyła myśl, iż nie mamy wykrywacza metali.
– Cholera jasna! Musimy zorganizować ten pieprzony wykrywacz i to natychmiast – wyrwało mi się.
Wkurzyło mnie, iż pamiętałem o SWD, a o tym nie. Ale kto, do jasnej cholery, mógł przypuszczać, iż komuś strzeli do głowy pakować kule w turystów? Byłem autentycznie wściekły.
– Spokojnie. Nikt o tym nie pomyślał. Zresztą dobrze wiesz, iż tym, co mamy, to choćby czołgu pół metra pod ziemią byśmy nie znaleźli – próbował mnie uspokoić „Dziadek”.
– No właśnie... Ale i tak, do studentów na szlaku nikt nie strzela. W ogóle do turystów się nie strzela. Po co? – dodałem bardziej do siebie niż do niego.
– Dobra, koniec żałoby. Ściągaj któregoś z chłopaków, niech jedzie do Piechoty Górskiej. Oni mają wykrywacze dużo lepsze niż nasze.
– Ty ich wywołuj, a ja zadzwonię do Heńka – odparłem, uświadamiając sobie, iż o tak istotnej informacji nie poinformowałem jeszcze nikogo w komendzie.
Zrobiło się nerwowo
Nie zdążyłem jednak wybrać numeru. Telefon zaterkotał pierwszy. Dzwonił Tusiński – wyraźnie poirytowany. Miał pretensje, iż dowiedział się o użyciu broni palnej później niż komendant Mucha, a powinno być odwrotnie.
Szybko ustaliliśmy, iż winę ponosi „Docent”, który zanim zadzwonił do nas, zameldował wyniki sekcji komendantowi. Nie miałem na to żadnego wpływu. „Docent” już taki był i żadne uwagi nie były w stanie zmienić jego zwyczajów.










English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·