Przez 35 lat François Verove był duchem. Zjawą z paryskich koszmarów, która uderzała w środku dnia, bezlitośnie wykorzystując atrybut bezpieczeństwa – policyjną odznakę. Dlaczego seryjny morderca znany jako "Dziobaty" był zawsze o krok przed śledczymi? Jak to możliwe, iż przez dekady nikt nie wytropił potwora w mundurze, którego odciski palców widniały w aktach personalnych francuskiej żandarmerii i policji?