Mój mąż chce, aby jego mama zamieszkała z nami ze względu na jej stan zdrowia, ale ja nie potrafię tego znieść. Co powinnam zrobić?

3 godzin temu

Myślę, iż ta sytuacja może wywołać sporo kontrowersji wśród moich znajomych i rodziny. Wstyd mi przyznać się do własnych myśli, choć nie potrafię ich od siebie odgonić. Gdy tylko wyobrażam sobie, co nas czeka w niedalekiej przyszłości, zaczynam mieć łzy w oczach. Od dłuższego czasu mam wrażenie, iż popadam w depresję. Jesteśmy z mężem małżeństwem od ponad dwunastu lat, oboje pracujemy, mamy dwójkę dzieci.

Moja teściowa choruje od dawna. Cierpi na reumatoidalne zapalenie stawów i cukrzycę. Jest również otyła, przez co ma trudności z poruszaniem się po swoim mieszkaniu. Mieszka sama, więc codzienne życie to dla niej wyzwanie. Ma problem, by zadbać o siebie, ugotować posiłki czy posprzątać. Co tydzień z mężem robimy jej zakupy, ja sprzątam w jej mieszkaniu, gotuję jej obiady na cały tydzień i pomagam przy kąpieli. Przyzwyczailiśmy się już do tych cotygodniowych wizyt. Owszem, czasami przez pracę nie udaje nam się pojechać, ale to zdarza się rzadko.

Tak naprawdę bardzo szanuję i lubię moją teściową. Sama wychowała mojego męża, włożyła w to mnóstwo trudu, poświęciła swoje szczęście mając 45 lat, została wdową i nie wyszła drugi raz za mąż. W dodatku finansowo nam pomagała; to dzięki niej udało nam się spłacić kredyt hipoteczny. Nigdy nie odmówiłabym jej troski i pomocy, niezależnie od sytuacji. Jednak niedawno mąż oznajmił, iż po Nowym Roku jego mama się do nas wprowadzi. Uznał, iż nie będziemy musieli już do niej dojeżdżać, a opieka nad nią będzie łatwiejsza i dla niego mniej stresująca.

Rozumiem jego postępowanie, ale równocześnie widzę, jak bardzo zmieni się nasza codzienność. Mamy trzy pokoje w mieszkaniu w Warszawie. My z mężem zajmujemy jeden, dzieci Zuzia i Jagoda dwa kolejne. jeżeli przyjmę teściową, dostanie jeden z tych pokoi. Dziewczynki zaczną się kłócić o przestrzeń, każda z nich potrzebuje swojego miejsca. Wstydzę się to powiedzieć, ale zaczynam traktować teściową jak ciężar. Co wy byście zrobili w podobnej sytuacji? Dajcie znać, jak wy to widzicieNa początku nowego roku ostatecznie postanowiłam porozmawiać z mężem szczerze i otwarcie, nie udając już, iż niczego się nie boję. Słuchał mnie uważnie, ściskając mocno moją dłoń. Okazało się, iż on także się martwi o mamę, o nas, o dzieci. Był zaskoczony, iż aż tak mocno noszę to w sobie. Wspólnie zadzwoniliśmy do jego siostry, z którą kontakt osłabł przez lata. Ku naszemu zdziwieniu okazało się, iż ona również chciałaby pomóc i po rozmowie przyjechała do Warszawy. Powiedziała, iż czas podzielić się opieką nad ich mamą. Zaproponowała, żeby jej mieszkanie poddać remontowi i dostosować do potrzeb osoby niesamodzielnej, a przez czas trwania remontu seniorka mogła u nas zamieszkać nie na stałe, a najwyżej przez kilka tygodni.

To rozwiązanie przyniosło nam ulgę, choć bałam się początkowo tej wspólnej egzystencji pod jednym dachem. Ostatecznie te tygodnie minęły jednak inaczej, niż się spodziewałam. Popołudniami, pomagając jej myć ręce, zauważyłam, jak bardzo zależy jej na drobiazgach ciepłej herbacie, krótkiej rozmowie z dziewczynkami, wieczornych wiadomościach w radiu. Małymi gestami pokazała mi, ile dla niej znaczymy. Zuzia namalowała dla niej laurkę, a Jagoda codziennie zachodziła do pokoju, by zapytać o bajki z dzieciństwa swojego taty.

Gdy w końcu wróciła do siebie, do mieszkania przystosowanego i lepiej przygotowanego do jej potrzeb, poczułam ulgę, ale także coś więcej wdzięczność. Zrozumiałam, iż nasza rodzina, mimo napięć i obaw, potrafi się zjednoczyć, rozmawiać i wspólnie działać. Nie jestem sama, choćby ze swoimi słabościami.

Czasem boję się przyszłości, ale już nie wstydzę się własnych myśli. Teraz wiem, iż rozmowa naprawdę potrafi zmienić wszystko. Dziś, patrząc na zdjęcie, na którym stoję z mężem, dziećmi i teściową przy świątecznym stole, wiem, ilu rzeczy bym nie przeżyła, gdybym nie pozwoliła sobie ich z kimś dzielić.

Idź do oryginalnego materiału