Młodzież sieje postrach w Chicago

59 minut temu

Chicago po raz kolejny stało się zakładnikiem tzw. „teen takeover” — nielegalnych zgromadzeń młodzieży organizowanych przez media społecznościowe, które coraz częściej kończą się przemocą, bronią i kompletnym chaosem.

W miniony weekend doszło do dwóch ogromnych zgromadzeń. Najbardziej dramatyczna sytuacja rozegrała się na Near West Side, gdzie 18-letni kierowca wjechał samochodem w grupę policjantów próbujących rozproszyć tłum. Pięciu funkcjonariuszy trafiło do szpitala, a sprawca usłyszał zarzuty usiłowania zabójstwa.

Kolejne setki nastolatków zebrały się później na plaży 57th Street Beach. Efekt? Dziesiątki radiowozów, bójki, broń i następne zatrzymania. Łącznie policja aresztowała 53 osoby i zabezpieczyła 9 sztuk broni. Wśród zatrzymanych znalazło się wielu nieletnich.

I właśnie tutaj zaczyna się największy problem Chicago: miasto od lat dyskutuje, analizuje i organizuje konferencje prasowe, podczas gdy ulice coraz bardziej wymykają się spod kontroli. Burmistrz Brandon Johnson jeszcze niedawno zawetował pomysł tzw. „SNAP curfew”, czyli szybkiej godziny policyjnej dla młodzieży podczas niebezpiecznych zgromadzeń. Część radnych twierdziła, iż byłoby to zbyt surowe i mogłoby naruszać prawa obywatelskie. Dziś ci sami politycy zaczynają mówić o „konieczności podjęcia zdecydowanych działań”.

Bo prawda jest brutalna: Chicago coraz bardziej przypomina miasto, w którym grupy nastolatków potrafią sparaliżować całe dzielnice, atakować policję i urządzać uliczne widowiska transmitowane później na TikToku i Instagramie. Najbardziej przerażające jest jednak to, iż dla części młodych ludzi to już nie jest spontaniczna zabawa. To forma ulicznego show, gdzie adrenalina, chaos i viralowe nagrania stały się ważniejsze niż bezpieczeństwo kogokolwiek.

Idź do oryginalnego materiału