Oficjalne dokumenty, do których dotarła redakcja, pokazują przerażającą skalę bezwładu. Instytucje odpowiedzialne za nadzór farmaceutyczny i dyscyplinowanie lekarzy toną w procedurach, nie prowadzą statystyk i przerzucają się odpowiedzialnością. W tej pustce jedyną realną barierą stawiającą opór faki, jaką są e-recepty na opioidy, pozostaje moralny opór bezradnego aptekarza.
E‑recepty na opioidy poza kontrolą
Do opolskich aptek wchodzą nastolatkowie i młodzi dorośli, podając kody e‑recept na silne leki opioidowe. Na monitorach farmaceuci widzą nazwiska lekarzy z Warszawy, Poznania czy Gdańska. Podejrzenie handlu receptami jest oczywiste.
Mimo to farmaceuci mają związane ręce — jeżeli system uzna dokument za poprawny, lek musi zostać wydany.
Po wcześniejszych ustaleniach „O!polskiej”, dotyczących narkotyków dostępnych w sieci „jak pizza”, redakcja sprawdziła, co robią instytucje odpowiedzialne za nadzór farmaceutyczny i dyscyplinę zawodową lekarzy.
System kontroli tylko na papierze
Odpowiedzi, które w maju 2026 roku nadesłały Główny Inspektorat Farmaceutyczny (GIF), Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej (NROZ) oraz ich opolskie odpowiedniki, ujawniają ponurą prawdę: nadzór nad masowym wyłudzaniem e‑recept na opioidy w województwie opolskim praktycznie nie działa. Instytucje nie prowadzą wspólnych statystyk, a odpowiedzialność przerzucają na inne organy.
Opolski Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny (OWIF) w piśmie z 5 maja 2026 roku wskazuje na prawny i technologiczny pat. jeżeli e‑recepta na środki odurzające została wystawiona prawidłowo i pozytywnie zweryfikowana przez centralny system, inspekcja nie ma podstaw, by kwestionować jej autentyczność. Kontrola preskrypcji i uwierzytelniania lekarzy leży poza jej kompetencjami.
OWIF przyznaje wprost: „Nie ma oficjalnych zgłoszeń”. W latach 2025–2026 inspektorat nie otrzymał ani jednego zawiadomienia od aptekarzy dotyczącego podejrzanych recept. W ciągu kilkunastu miesięcy jedynie trzy przypadki trafiły do odpowiednich służb, a żadna kontrola doraźna nie została przeprowadzona.
Jedno województwo, jedna sprawa
Skoro nadzór farmaceutyczny nie ma narzędzi ani wiedzy o skali procederu, kluczowa powinna być rola samorządu lekarskiego. To rzecznicy odpowiedzialności zawodowej mają eliminować z zawodu medyków, którzy wystawiają e-recepty na opioidy w ramach „receptomatów” lub którzy współpracują z grupami przestępczymi.
Tymczasem w całej Opolszczyźnie w latach 2025–2026 powstało tylko jedno zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Przed Okręgowym Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej toczy się jedno postępowanie, obejmujące zaledwie sześciu lekarzy.
E-recepty na opioidy – nikt nie zbiera danych
Urzędnicy nie wiedzą, z jak dużym rynkiem mają do czynienia, bo nikt nie zbiera danych. OWIF nie prowadzi rejestrów zakwestionowanych recept. GIF również nie gromadzi statystyk i przerzuca odpowiedzialność na policję oraz prokuraturę. Do dziś nikomu nie postawiono zarzutów.
Co najważniejsze – OROZ w Opolu nie przekazał organom ścigania żadnych materiałów dotyczących lekarzy, choć ich działania mogły wyczerpywać znamiona przestępstw z Prawa farmaceutycznego lub ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.
NROZ w Warszawie przyznaje, iż nie posiada danych o skali procederu, bo sprawy prowadzą autonomicznie okręgowi rzecznicy. W latach 2025–2026 Naczelna Izba Lekarska nie przekazała prokuraturze żadnych materiałów dotyczących lekarzy podejrzanych o masowe wystawianie e‑recept.
W środowisku lekarskim często pojawia się argument, iż masowe wystawianie recept to efekt cyberataków i kradzieży cyfrowych podpisów. Oficjalne dane całkowicie obalają tę narrację.
Do NROZ ani NIL nie wpłynęło ani jedno zgłoszenie o przejęciu tożsamości cyfrowej lekarza w celu wystawiania recept. OROZ w Opolu potwierdza to samo – lokalni lekarze nie zgłosili żadnego przypadku kradzieży certyfikatów czy kont. Proceder nie wynika z hakerskich ataków, ale z działalności osób posiadających prawo wykonywania zawodu.
Wolny rynek dla przestępców
Policja i CBZC prowadzą spektakularne akcje, jak zatrzymanie 27 osób za handel narkotykami przez szyfrowane komunikatory wiosną 2026 roku. Tymczasem legalne źródło zaopatrzenia w opioidy, czyli e‑recepty, pozostaje nienaruszone. Dilerzy żądają 220 zł za opioid, który w aptece kosztuje 5 zł, bo popyt napędzany uzależnieniem młodych ludzi jest ogromny.
Nowelizacja z listopada 2024 roku, ograniczająca teleporady i nakazująca osobiste wizyty przy opioidach, zmieniła niewiele. Uzależnieni przenieśli się do lekarzy współpracujących z nimi bezpośrednio – jak w głośnej sprawie lekarki z Poznania, która wystawiła prawie 800 recept na Fentanyl i Oxycontin, także na nieżyjących pacjentów, generując straty dla NFZ na 450 tys. zł.
Wojewódzki Inspektorat Farmaceutyczny nie prowadzi kontroli doraźnych, bo system weryfikowany jest centralnie. Okręgowa Izba Lekarska prowadzi jedno postępowanie wobec sześciu lekarzy, nie informując prokuratury. GIF nie gromadzi danych, NIL nie wie, co dzieje się w regionach.
W tej sytuacji jedyną realną barierą chroniącą młodych ludzi przed toksycznym nałogiem pozostaje intuicja aptekarza.
Czytaj też: Ponad 50 kg narkotyków za ponad 2 mln zł równa się 10 lat?
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydanie

2 godzin temu













English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·