Milionowy spór o zatrute stawy. Właściciel gospodarstwa rybnego domaga się ponad 1,1 mln zł od NTBS

1 godzina temu

Początek wieloletniego sporu

Historia sporu sięga - według Grzegorza Kołacza - co najmniej końca pierwszej dekady XXI wieku. Właściciel gospodarstwa rybnego utrzymuje, iż od około 2007–2010 roku do cieku wodnego zasilającego jego stawy regularnie przedostawały się nieczystości z nieszczelnej instalacji sanitarnej znajdującej się przy budynku wielorodzinnym zarządzanym przez Noworudzkie Towarzystwo Budownictwa Społecznego. Jak podkreśla, wielokrotnie zgłaszał problem administratorowi.

Interweniowałem wielokrotnie w NTBS. Przyjeżdżał beczkowóz i zabierał ścieki, ale były to działania wyłącznie doraźne. Problem nie został rozwiązany, a zanieczyszczenia przez cały czas trafiały do cieku wodnego - mówi Grzegorz Kołacz.

Według właściciela stawów wieloletnie zanieczyszczanie dopływu do stawów doprowadziło do stopniowej degradacji środowiska wodnego.

Czerwiec 2020. Masowe śnięcie ryb

Do najpoważniejszego zdarzenia doszło w czerwcu 2020 roku. Podczas rutynowego spuszczania wody przed planowanym odłowem ryb właściciel zauważył niepokojące objawy.

Następnego dnia wszystkie ryby pływały przy powierzchni. To był widok, którego nie da się zapomnieć - wspomina.

Na miejsce wezwano policję, która zabezpieczyła materiał dowodowy oraz próbki wody. Sprawą zajęły się również odpowiednie służby, a dokumentacja trafiła do ubezpieczyciela. Według właściciela wykonane badania wykazały gwałtowny spadek zawartości tlenu w wodzie oraz znaczące przekroczenia wskaźników charakterystycznych dla zanieczyszczenia ściekami bytowymi, w tym ChZT, BZT₅, jonów amonowych i fosforanów. Zdaniem Grzegorza Kołacza wyniki ekspertyz wskazują, iż przyczyną katastrofy był dopływ nieoczyszczonych ścieków do potoku zasilającego stawy.

Odszkodowanie pokryło tylko część strat

Postępowanie prowadzone przez ubezpieczyciela zakończyło się wypłatą około 240 tys. zł odszkodowania. Kwota odpowiadała jednak limitowi odpowiedzialności wynikającemu z polisy. Jak twierdzi właściciel gospodarstwa, rzeczywiste straty były znacznie wyższe.

To była jedynie część realnych strat. Pozostałe koszty musiałem ponieść sam - podkreśla. Według sporządzonych ekspertyz szkody związane z utratą rybostanu i zniszczeniem gospodarstwa miały sięgać około 1,1 mln zł.

Rekultywacja za ponad milion złotych

Największą pozycję w pozwie stanowi koszt przywrócenia zbiornika do adekwatnego stanu ekologicznego. Specjalistyczna ekspertyza wykonana na zlecenie właściciela wskazuje na konieczność przeprowadzenia kompleksowej rekultywacji stawu. Szacowany koszt takich prac przekracza milion złotych.

To nie są kwoty wzięte z sufitu. Odtworzenie ekosystemu wodnego wymagało specjalistycznych prac i ogromnych nakładów finansowych - mówi Kołacz.

Łączna wartość roszczenia wobec NTBS wynosi ponad 1,1 mln zł i obejmuje zarówno straty, jak i koszty rekultywacji.

Nie udało się osiągnąć porozumienia

Przed skierowaniem sprawy do sądu właściciel stawów podjął próbę polubownego rozwiązania konfliktu.

Nie chciałem od razu kierować sprawy do sądu. Żyjemy przecież w jednej społeczności. Liczyłem, iż uda się dojść do porozumienia. Usłyszałem jednak: "to proszę iść do sądu" - relacjonuje właściciel stawów.

Po nieudanych rozmowach zdecydował się na wniesienie pozwu.

Sprawę rozstrzygnie sąd

Obecnie sprawa toczy się przed Sądem Okręgowym w Legnicy. Właściciel stawów utrzymuje, iż wieloletnie zaniedbania związane z infrastrukturą sanitarną doprowadziły do skażenia środowiska i ogromnych strat finansowych. NTBS w toku procesu utrzymuje, iż nie miały miejsca wycieki nieczystości z nieszczelnego zbiornika bezodpływowego.

Od chwili wszczęcia postępowania spółka niezmiennie kwestionuje zasadność dochodzonego roszczenia i wnosi o oddalenie powództwa w całości - mówi prezes NTBS, Grzegorz Niedziela.

Marcin Rosiński

Idź do oryginalnego materiału