Dziś zapłonęły znicze na cmentarza, ale również w miejscach pamięci takich jak Wieluńska Golgota. Tam już wczoraj można było spotkać mieszkańców Wielunia, którzy pamiętali o swoich przodkach, którzy zginęli w czasie drugiej wojny światowej.
Ja ich nie znałam, zginęli w pierwszych dniach wojny. Jan Rozmarynowski, był studentem, brat mojego tatulka, poległ 5 września, był w Batalionie Obrony Narodowej wieluńskiej i tam mam jeszcze dwóch braci mamusi – Zygmunt i Kazimierz Piechocińscy. Zygmunt zginął w Ochędzynie, choćby miał być z zeszłym roku pochówek uroczysty, ale nie doszło do tego. On jest pochowany z kimś w jednym grobie, z panem Dudaczykiem. Kazimierz zginał 2 września koło Łowicza i tam też jest pochowany. Dyrektor muzeum wyszukuje i co roku dochodzi więcej tych tabliczek. 1 września mamy uroczystą mszę, na którą przyjeżdża biskup. Muzeum tak symbolicznie zapala znicz na każdej tabliczce. Ja palę jeszcze u państwa Pacynów, prosił mnie pan, który jest rodziną, ale mieszka na Śląsku, co roku zapalam te znicze.– mówi nam Stefania Mamys, wielunianka, którą wczoraj spotkaliśmy na Wieluńskiej Golgocie. Dla naszej rozmówczyni, jak i dla wielu z nas, 1 listopada to czas refleksji i wspomnień, które będą towarzyszyć podczas wizyt na cmentarzach. – Rodziców tam mam, męża, dwóch braci. To nie jest trudny dzień, wspomnieniowy, ale czasami troszkę popłaczę. Zawsze wspominam to, co dobre, ale mimo wszystko brakuje mi ich, bo strasznie się kochaliśmy. Byliśmy bardzo dobrym rodzeństwem. Została mi tylko siostra we Wrocławiu. Mieliśmy bardzo dobrą rodzinę, tatuś wcześnie zmarł, mama była dzielna, wychowała nas czwórkę. Dała radę i jest dla mnie najukochańszą mamusią.
Wieluńska Golgota to miejsce pamięci, które powstało w 2009 roku przy ruinach zbombardowanej fary. Co roku pojawiają się tam nowe tabliczki upamiętniające tych, którzy zginęli w czasie drugiej wojny światowej, w tym podczas bombardowania Wielunia 1 września 1939 roku.