Michalinka: Kwadratura koła po Wielkanocy

goniec.net 7 godzin temu

Czy też tak macie? Wir wielkanocnych spraw powoduje, iż choćby się nie obejrzę, a tu już po świętach. Na całe szczęście w tym roku udało mi się przekonać część rodziny, iż poniedziałek to nie tylko dzień wolny od pracy, ale przede wszystkim święto religijne i trzeba iść do kościoła. O dziwo! choćby ci zwykle ociągający się posłuchali i poszli. Może to już ten trend, iż coraz więcej osób powraca do kościoła, jest coraz więcej powołań kapłańskich? To może i w mojej rodzinie nastąpi poprawa.

A jakaż była niespodzianka, gdy po powrocie, niedomagająca kuzynka zaskoczyła nas zza węgła śmigusem dyngusem. Musiałam wszystkich uspokajać, żeby niedomagającej kuzynki nie wsadzili do beczki na deszczówkę. To by dopiero było! Jak nic zachorowałaby potężnie, nie tylko niedomagająco. No ale śmiechu było co niemiara., szczególnie przy powtórzonym wielkanocnym śniadaniu. Ponieważ adekwatnie to był już lunch, zezwoliłam więc na lampkę wina i likier dla pań. Tak, prowadzę dom dla niepijących. I tak długo jak jest to mój dom, to ja ustalam reguły. Część ochlaptusów przestała do mnie z tego powodu przychodzić. Trudno. Niech się zapijają w Wielkanoc u podobnych do siebie.
Do sprzątania zostałam sama, bo niedomagająca kuzynka zasnęła na sofie, a wszystkim innym się spieszyło. Jak już wszystko tak z grubsza ogarnęłam, zostawiając ciężkie sprzątanie na po świętach, zaparzyłam dobrej herbaty liściastej madras i usiadłyśmy z kuzynką na pogaduszki. A ta znowu o tym samym. Jak to jej były wiele lat temu w Wielkanoc zostawił ją z dziećmi przy śniadaniu wielkanocnym i wybył. Zabrał butelkę taniego wina pod pachę i poszedł. niedługo dowiedziała się, iż poszedł świętować Wielkanoc do podobnych do siebie pijaków. I do dzisiaj jej nie przeprosił.

– I nie przeprosi – powiedziałam – W środowisku, z którego wyszedł to było normalne, więc nic w tym złego nie widział. Poszedł po prostu do wodopoju tak jak jego brat, a przedtem ojciec. Nie przeprosi, bo uważa, iż nie ma za co.

A ta dalej, z tą wizją Szawła spadającego z konia i oślepionego niezwykłym blaskiem, po którym to wydarzeniu zmienił się i został świętym Pawłem. W życiu rzadko zdarzają się takie nawrócenia. Więc lepiej zamknąć ten rozdział życia i zacząć od nowa, próbując nie popełniać poprzednich błędów. Ale prawda kuzynki, to prawda pokrzywdzonej ofiary. Pokrzywdzoną ofiarą jest też prawdopodobnie jej były mąż, który musiał szukać szczęścia wielkanocnego z butelką pod pachą u innych opijusów. Jeszcze raz próbowałam ją przekonać, iż takie użalanie się nad sobą jest niepotrzebnym przeciąganiem sprawy beznadziejnej. Powinna mu wybaczyć, żeby nie żyć z niezawinionym i nie swoim garbem przeszłości. To ona musi zdecydować, czy godzi się na rolę poniżanej (nie tylko przez byłego już męża ale i przez całą jego rodzinę i jego kolesiów) i nieważnej, ale zawsze wybaczającej służącej, czy woli się z tych niewolniczych oczekiwań wyzwolić? Czekanie na to, iż były małżonek się ocknie i przejrzy jest fatamorganą. Przecież on poszedł na tę wielkanocną biesiadę z pełną premedytacją, żeby ją ukarać, upokorzyć i pokazać, iż ma nad nią kontrolę. A ona co? Jej wybór. A ten gagatek zawsze taki był, tylko ona tego nie chciała widzieć. Szkoda, iż dalej nie widzi. I to jest ta kwadratura koła.

Michalinka, 13 kwietnia, 2026

Idź do oryginalnego materiału