Miały być paczki na święta dla dzieci. Fundacja pod lupą prokuratury

5 godzin temu

Setki darczyńców z całej Polski wysłały pod choinkę paczki i kosztowny sprzęt dla potrzebujących rodzin i dzieci. Wzięli udział w akcji charytatywnej Fundacji Sercem Przyprawionej. Problem w tym, iż święta dawno minęły, a prezenty przez cały czas nie dotarły pod adekwatny adres. Materiał "Interwencji".

Interwencja
Co z darami na święta dla dzieci? Prokuratura wszczęła śledztwo

Setki osób z całej Polski odpowiedziały na listy opublikowane na stronie Fundacji Sercem Przyprawionej, chcąc wspomóc potrzebujących w czasie Świąt Bożego Narodzenia.

- To nie było tak, iż ja rzuciłam się od razu do pomocy nie weryfikując wiarygodności tej fundacji. Sprawdziłam w krajowym rejestrze zadłużonych, fundacja tam nie figuruje. Myślałam, iż wszystko jest ok – opowiada Monika Strus-Wołos, która wzięła udział w akcji charytatywnej.

- Jeden z listów we mnie bardzo mocno uderzył. Był to list samotnego taty z synem. Pan napisał, iż zepsuła się 20-letnia lodówka. Skontaktowałam się z fundacją, napisałam, iż ja bym chciała być ofiarodawcą. Jeszcze podpytałam panią Martę, czy o czymś marzy syn tego pana, nastolatek. Odpisała, iż ma roztrzaskany telefon. Łączny koszt lodówki plus telefonu to prawie 10 tys. zł – wskazuje kobieta z województwa śląskiego.

Setki osób odpowiedziały na listy. Prezenty nigdy nie dotarły do dzieci

Po drugiej stronie na prezenty czekali między innymi podopieczni rodzinnego domu dziecka ze Śląska. W placówce jest dwanaścioro dzieci w wieku od 7 miesięcy do 14 lat.

Dziennikarz: Czy wszystkie pani dzieci dostały prezenty?

Dyrektor placówki: Kompletnych prezentów, tego co dzieci prosiły, są trzy.

- A może po prostu na tamte listy nikt nie odpowiedział, może nie były te paczki przygotowane?

- Skontaktowałam się z kilkoma osobami, które wysyłały paczki i faktycznie zostały nadane. Jedna z pań napisała pod postem, iż przecież paczkę wysłała, to jest paczka w postaci mebla, chodziło o toaletkę do makijażu, więc to jest kawał gabarytu. Ta pani wysłała mi list przewozowy, screeny trasy, paczka została nadana na adres fundacji. Dotarła bodajże jakoś w połowie listopada.

- A wy nie macie do dziś tej toaletki?

- Nie, nie mamy.

ZOBACZ: Wyszła po bułki i zaginęła. Podczas poszukiwań wypompowali wodę ze stawu

- Każda z moich paczek miała wartość około 1500 zł łącznie, więc wychodzi 3000 zł. Chciałabym wiedzieć, czy dotarły, wielokrotnie zadawałam te pytania – mówi Monika Strus-Wołos.

Co stało się z wysłanymi prezentami?

Część paczek została rozdana na miejscu w Koninie podczas finału akcji. Co stało się z pozostałymi?

Kobieta z województwa śląskiego sądziła, iż telefon i lodówka dotarły do wskazanych osób.

- 26 listopada kontaktowałam się z fundacją, dostałam informację, iż lodówka już jest u nich, czyli u tej rodziny, którą postanowiłam obdarować.

- Proszę spojrzeć, 7 stycznia byliśmy tam, gdzie są magazyny fundacyjne i udało nam się zarejestrować, iż ta lodówka jest fabrycznie nierozpakowana. Stoi w magazynie, ma choćby zabezpieczenia fabryczne – opowiada Tristan Tomczak z portalu LM.pl.

Prezes Fundacji Sercem Przyprawiona: Ja już nie chcę być prezesem

Na nagraniu widać, iż magazyn fundacji jest pełen niedostarczonych świątecznych paczek. Dziennikarze serwisu docierają też do prezes Fundacji Sercem Przyprawiona:

Prezes Marta G.: Wie pani co… Ja już nie chcę być tym prezesem.

Dziennikarka: Ale to po co pani w ogóle tę fundację zakładała?

Prezes Marta G.: Bo mnie zmusił prezydent Lorek kiedyś, żebym otworzyła fundację, żeby karmić

ludzi, żeby dostać jadłodzielnię. Tylko dlatego mam fundację. Bo nie umiem jej tak naprawdę prowadzić, tyle pani powiem, naprawdę.

Marta G. założyła fundację w Koninie w 2018 roku. Zaczynała od rozdawania potrzebującym zupy, potem prowadziła sklepy charytatywne. Organizowała zbiórki na różne cele.

- Udało nam się ustalić, iż fundacja zbierała pieniądze do puszek nielegalnie, nie zostało to zgłoszone do MSWiA– mówi Tristan Tomczak, dziennikarz portalu LM.pl.

A to niejedyny problem.

Fundacja Sercem Przyprawiona. Trwa postępowanie w sprawie eksmisji

- Fundacja dostała w użyczenie lokal. W użyczenie, czyli nie płaciła czynszu, tylko musiała płacić opłaty bieżące, na przykład za wodę. Narosły tam zaległości, które teraz wynoszą około 11 tysięcy złotych. Teraz jesteśmy w trakcie postępowania o eksmisję – tłumaczy Aneta Wanjas z Urzędu Miejskiego w Koninie.

- A przecież na to zbierała, bo były robione zbiórki na utrzymanie tej fundacji, to co z tymi pieniędzmi? – pyta Iwona Krzyżak, redaktor naczelna portalu LM.pl i dodaje: - Widzieliśmy panią podjeżdżającą superfurą, ze zrobionymi włosami, zębami. Wiemy dokładnie, ile takie rzeczy kosztują. Było widać, jak nagle status tej pani bardzo się poprawił.

ZOBACZ: Twierdzi, iż partnerka go truła. "W każdej kapsułce była połówka jakiejś tabletki"

Wróćmy do nierozdanych paczek. Darczyńcy i opiekunowie podopiecznych sami zaczęli kontaktować się ze sobą na grupie facebookowej.

- Skala tych nieprawidłowości jest taka, iż włos się jeży na głowie. Mamy bardzo poważne podejrzenia, czy część z tych osób, które miał być potrzebujące, rzeczywiście istnieje – podkreśla Monika Strus-Wołos.

- W tym tygodniu rozmawiałam z panią Martą przez telefon. Powiedziała: ta pani, która miała otrzymać lodówkę... Więc już złapałam panią Martę za słówko, powiedziałam, iż to miał być tata z synem. Na sto procent złożę zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, bo czuję się po prostu oszukana – zapowiada kobieta ze Śląska.

Jedno śledztwo już toczy się w tej sprawie.

- Prokuratura Rejonowa w Koninie nadzoruje dochodzenie dotyczące oszustwa. Koncentrujemy się tutaj na tym, w jaki sposób zostały rozdysponowane dary, czy nie sprzeniewierzono tego i czy adresaci konkretnych podarunków rzeczywiście je otrzymali – informuje Sylwia Lewandowska z Prokuratury Okręgowej w Koninie.

Śledztwo w sprawie Fundacji Sercem Przyprawiona

Prezes fundacji była już w przeszłości skazana za oszustwa.

- W maju 2021 roku sąd rejonowy w Koninie skazał Martę U. za popełnienie ośmiu oszustw polegających na tym, iż Marta G. nakłoniła osobę ubezwłasnowolnioną częściowo do zaciągnięcia zobowiązań finansowych na łączną kwotę ponad 48 tys. złotych – mówi Sylwia Lewandowska.

Dziennikarzom "Interwencji" udało się porozmawiać z Martą G.:

- Co z paczkami, które zalegają w pani magazynie, czy będzie je pani rozsyłać i kiedy?

- Kochana, dzisiaj szykujemy paletę na dom dziecka, codziennie pracujemy i odsyłamy.

- Pojawiły się takie zarzuty, iż część tych osób, dla których miały być przygotowane prezenty, nie istniała. Co pani na to?

- Kochana istnieją, wszyscy istnieją.

- Ta lodówka jest cały czas tam w pani magazynie?

- Dzisiaj wyjeżdża do tego pana. My nic złego nie zrobiliśmy i nikogo nie okradliśmy, bo ta lodówka, choćby o ile byśmy ją przywłaszczyli, to czy ona stałaby na magazynie?

- Dzieci wypytywały bardzo długo, kiedy przyjdą te wymarzone prezenty. Jest im przykro, mi też, ponieważ ktoś zawiódł, kolejna osoba w życiu te dzieci zawiodła – komentuje dyrektor rodzinnego domu dziecka.

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

WIDEO: "Czego się wstydzi?". Marcin Przydacz o przeszłości marszałka Sejmu
Idź do oryginalnego materiału