Dyżurny Komisariatu Rzecznego Policji przyjął zgłoszenie od osoby, która twierdziła, iż z Narwi wyłowiono ludzkie wnętrzności. Miejsce wskazano precyzyjnie: rejon spichlerza przy ujściu Narwi do Wisły, na granicy Nowego Dworu Mazowieckiego.
Fot. Warszawa w Pigułce.Ujście Narwi do Wisły to jeden z najtrudniejszych do przeszukania odcinków na Mazowszu
Rejon, o którym mowa, leży kilkadziesiąt kilometrów na północny zachód od centrum stolicy i jest dobrze znany warszawiakom z weekendowych wypadów. Ceglana ruina dawnego spichlerza stoi dokładnie tam, gdzie Narew wpada do Wisły, i od lat przyciąga fotografów, wędkarzy oraz spacerowiczów. To także miejsce, w którym nurty dwóch rzek się mieszają, a układ mielizn i łach zmienia się po każdym większym wezbraniu. Cokolwiek trafi tam do wody, w ciągu kilkudziesięciu minut może zostać przemieszczone o setki metrów albo przykryte osadem.
Tegoroczne lato dodatkowo zmieniło obraz tego odcinka. 7 sierpnia wodowskaz na posterunku pomiarowym w Modlinie wskazał 189 cm, czyli najniższy stan w historii prowadzonych tam pomiarów. Przy takich poziomach odsłaniają się fragmenty dna, kamieniska i przedmioty, które przez lata leżały pod wodą. W praktyce oznacza to więcej znalezisk zgłaszanych przez przypadkowych świadków, a jednocześnie trudniejszą nawigację dla łodzi ratowniczych, które muszą omijać wypłycenia.
Na miejsce popłynęła policyjna łódź, potem dołączyli strażacy z dwóch jednostek
O sprawie poinformował jako pierwszy portal Wirtualne Mazowsze 24. Do wskazanego punktu skierowano patrol na łodzi, a funkcjonariusze najpierw ustalili dokładną lokalizację, w której miało dojść do znalezienia. Dopiero potem poprosili o wsparcie straż pożarną, bo przeszukanie akwenu w miejscu, gdzie dwie duże rzeki się łączą, wymaga więcej niż jednej jednostki pływającej. Na wodę weszli ratownicy z OSP Ratownictwo Wodne, na brzegu pojawił się zastęp z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Nowym Dworze Mazowieckim.
Wspólne działania objęły cały wskazany rejon. Służby sprawdziły go i nie odnalazły niczego, co odpowiadałoby opisowi ze zgłoszenia. Poszukiwania zakończono, a czynności zamknięto na miejscu. Nie ogłoszono kolejnego etapu ani nie skierowano do rzeki nurków, co w praktyce oznacza, iż zgłoszenia nie potwierdzono.
Zgłoszenie nie wystarczy
Przy zgłoszeniu liczy się jedno: precyzja opisu miejsca. Sam kierunek i nazwa rzeki nie wystarczą, bo brzeg wygląda podobnie przez kilometry. Warto podać punkt orientacyjny widoczny z wody, na przykład budynek, most lub charakterystyczne drzewo, i sprawdzić w telefonie współrzędne, bo każdy telefon podaje je w aplikacji mapowej po przytrzymaniu palca na punkcie. To właśnie ustalenie dokładnej lokalizacji zajęło w tej sprawie policjantom pierwszą część interwencji.
Znaleziska nie należy wyjmować z wody, przenosić ani obmywać, choćby jeżeli intencje są dobre. o ile okaże się materiałem dowodowym, jego przemieszczenie utrudnia albo uniemożliwia ustalenie, skąd trafiło do rzeki. o ile okaże się czymś zupełnie innym, a taki finał zdarza się nad Wisłą i Narwią regularnie, nikt nie poniesie z tego powodu żadnych konsekwencji. Fałszywy alarm zgłoszony w dobrej wierze nie jest przestępstwem, natomiast świadome wprowadzenie służb w błąd już tak.

1 godzina temu












English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·