Gdy Jakub Z. wszedł do szkoły, jego obecność nie wzbudziła podejrzeń. Był jej uczniem, kształcił się na handlowca. Na korytarzu wyciągnął nóż i zaczął atakować. Dzień później w Ostrołęce rozmawiam z ludźmi, którzy znali Jakuba Z. od dziecka. I z rodzicami, którzy boją się posłać dzieci na lekcje.