„Krótka noc, długi krzyk” Roberta Małeckiego – mroczna podróż do mafijnego Torunia lat 90.

2 godzin temu

Są takie kryminały, w których zagadka jest tylko początkiem znacznie bardziej niepokojącej historii. W Krótkiej nocy, długim krzyku Robert Małecki zabiera czytelników do Torunia z początku lat 90.

Lata 90. w Polsce to czas gwałtownych przemian, rodzących się gangsterskich układów i policji, która nie zawsze mogła ufać własnym ludziom. W Krótkiej nocy, długim krzyku Roberta Małeckiego to jednak nie sama kryminalna intryga okazała się dla mnie najważniejsza. Autor opowiada przede wszystkim o konsekwencjach decyzji, które podjęte przed laty potrafią powracać wtedy, gdy człowiek najmniej się tego spodziewa.

Toruń, którego już nie ma

Jednym z największych atutów powieści jest jej osadzenie w ciekawym czasie i miejscu. Rok 1993 nie został potraktowany wyłącznie jako data, którą można wpisać na początku rozdziału. Małecki bardzo starannie odtwarza rzeczywistość tamtych lat i sprawia, iż czytelnik niemal się przenosi do ówczesnego Torunia. To świat nieoznakowanych samochodów, papierosów palonych na każdym kroku, kaset wideo, podupadłych miejsc i ulic, na których coraz wyraźniej czuć obecność przestępczego półświatka. Transformacja ustrojowa nie jest tutaj odległym historycznym tłem. Wpływa na zachowanie bohaterów, sposób działania instytucji i atmosferę panującą w mieście. Mam wrażenie, iż autor bardzo dobrze uchwycił charakter epoki, w której stare zasady przestały obowiązywać, a nowe dopiero się kształtowały.

Policja i mafia, czyli dwie siły po… tej samej stronie granicy

W centrum wydarzeń Krótkiej nocy, długim krzyku znajdują się Wiesław Świrski i Mirosław Cichoń, doświadczeni policjanci toruńskiego Wydziału Kryminalnego. W 1993 roku zajmują się zaginięciem Mateusza, syna wicewojewody toruńskiego. Śledztwo gwałtownie prowadzi ich w miejsca, w których prawo i przemoc zaczynają się niebezpiecznie przenikać.

Początek lat 90. w Polsce to czas, kiedy przestępcy mieli coraz większe wpływy. Policja powstała na fundamentach dawnej milicji dopiero układa się na nowych stołkach. Nie wszyscy funkcjonariusze pozostają wierni swoim obowiązkom, a granica między skutecznym działaniem a przekroczeniem prawa okazuje się wyjątkowo cienka. Przesłuchanie Anny Wiśniewskiej, dziewczyny zaginionego, pokazuje zresztą bardzo szybko, iż brutalność nie musi pochodzić wyłącznie ze strony gangsterów. Dzięki temu kryminał nie ogranicza się do prostego podziału na dobrych policjantów i złych przestępców. Małecki pokazuje znacznie bardziej skomplikowaną rzeczywistość, w której ludzie podejmują decyzje pod presją i zawierają niebezpieczne układy.

Przeszłość, która nie znika

Powieść została skonstruowana na dwóch płaszczyznach czasowych. Wydarzenia z 1993 roku przeplatają się ze współczesnością, kiedy Wiesław Świrski jest już starszym człowiekiem. Jego pamięć zaczyna zawodzić, pojawiają się niepokojące obrazy i halucynacje, a wydarzenia sprzed kilkudziesięciu lat stopniowo wracają. Ten zabieg bardzo mi się spodobał, ponieważ pozwala spojrzeć na tę samą historię z dwóch różnych perspektyw. Z jednej strony poznajemy wydarzenia, które dopiero prowadzą do tragedii. Z drugiej możemy obserwować człowieka, który po latach wciąż pozostaje uwikłany w ich konsekwencje.

Szczególnie interesujący jest tu motyw pamięci. Co adekwatnie możemy uznać za prawdę, kiedy własny umysł przestaje być wiarygodnym przewodnikiem? Czy wspomnienia są wiernym zapisem przeszłości, czy raczej próbą ułożenia jej na nowo? Małecki wykorzystuje te pytania do budowania napięcia i sprawia, iż podczas lektury niejednokrotnie zaczynałam wątpić w to, co naprawdę dzieje się wokół głównego bohatera.

Nie tylko kryminalna zagadka

Krótka noc, długi krzyk jest oczywiście kryminałem, ale nie sprowadza się wyłącznie do poszukiwania odpowiedzi na pytanie, co wydarzyło się w 1993 roku. Równie istotna okazała się tu warstwa psychologiczna i emocjonalna. W tej historii szczególnie mocno wybrzmiewa temat szeroko pojmowanej zdrady. Nie chodzi wyłącznie o przestępcze układy czy nielojalność wobec instytucji. Najbardziej bolesne okazują się decyzje podejmowane przez ludzi, którym powinno się ufać. Autor pokazuje, iż konsekwencje jednego wyboru mogą rozciągać się na całe życie, a pewnych błędów nie da się po prostu zostawić za sobą.

Mroczny klimat i napięcie do ostatnich stron

Robert Małecki nie oszczędza ani swoich bohaterów, ani czytelnika. Atmosfera powieści jest ciężka, niepokojąca i pełna poczucia zagrożenia. Autor nie opiera napięcia wyłącznie na brutalnych scenach. Znacznie bardziej działa budzeniem świadomości, iż pod powierzchnią pozornie uporządkowanych wydarzeń kryje się coś, czego czytelnik jeszcze nie rozumie.

Ogromnie doceniam język powieści i realistyczne dialogi. Dzięki nim bohaterowie nie wydają się oderwani od epoki, w której funkcjonują. Wszystkie elementy, od kryminalnej intrygi, realiów Torunia, policyjnego śledztwa, relacji między postaciami po psychologiczną zagadkę dobrze się ze sobą łączą. Robert Małecki stworzył mroczny, wielowątkowy kryminał, w którym atmosfera początku lat 90. niczym z „Psów” w reżyserii Władysława Pasikowskiego, jest równie ważna, jak sama zagadka. Najbardziej przekonało mnie właśnie to połączenie: brutalny świat przestępczy, policyjne tajemnice i osobisty dramat człowieka, który próbuje zmierzyć się z tym, co przez lata pozostawało poza jego pamięcią. To zdecydowanie jedna z tych książek, przy których warto zachować czujność, bo prawda może okazać się znacznie bardziej niewygodna, niż początkowo się wydaje.

Idź do oryginalnego materiału