Kolekcjoner tablic w skradzionym Nissanie, czyli słowacki „kurier” w rękach policji z Rajczy

2 godzin temu

Niektórzy mówią, iż przezorny zawsze ubezpieczony. Inni dodają, iż co za dużo, to niezdrowo. Pewien 35-letni obywatel Słowacji postanowił sprawdzić obie te teorie jednocześnie, fundując policjantom z Rajczy interwencję, której scenariusza nie powstydziliby się twórcy komedii pomyłek.

Wszystko zaczęło się w drugiej połowie stycznia, gdy patrol z Rajczy postanowił zatrzymać do kontroli Nissana. Kierowca najwyraźniej uznał jednak, iż spotkanie z polską drogówką nie wpisuje się w jego napięty grafik, bo zamiast nacisnąć hamulec, docisnął gaz. Po krótkim pościgu, który prawdopodobnie w głowie uciekiniera wyglądał jak scena z „Szybkich i Wściekłych”, Nissan został zatrzymany. I wtedy zaczęły się prawdziwe schody… a raczej stosy nieprawidłowości.

Auto z „bonusem”

Policjanci, przecierając oczy ze zdumienia, odkryli, iż zatrzymany pojazd to w zasadzie jeżdżąca zagadka logistyczna. Na samym początku okazało się, iż tablice rejestracyjne zamontowane na aucie należą do zupełnie innego samochodu. Gdyby to był koniec, moglibyśmy mówić o zwykłym „pechu”. Ale nasz bohater był przygotowany na każdą ewentualność – wewnątrz Nissana funkcjonariusze znaleźli bowiem… kolejne zestawy tablic rejestracyjnych.

Wygląda na to, iż 35-latek wyznawał zasadę „rejestracja na każdą okazję”. Niestety, zapomniał o jednym drobnym szczególe – auto, którym się poruszał, w ogóle nie było dopuszczone do ruchu. Wisienką na tym niezbyt legalnym torcie okazał się fakt, iż sam Nissan został skradziony na terenie Słowacji.

Kumulacja, której nikt nie chciał

Jak to możliwe? Ukraść samochód, wyposażyć go w kradzione tablice, dorzucić kilka kompletów „na zapas”, nie dopuścić auta do ruchu i na koniec próbować uciekać policji w rejonie, gdzie każdy zna każdego? To już nie jest zwykłe złamanie prawa – to prawdziwy „hat-trick” nieszczęść. Choć do zatrzymania doszło zimą, dopiero teraz, po żmudnym śledztwie i potwierdzeniu kradzieży u sąsiadów zza miedzy, poznaliśmy pełną skalę tego procederu.

Obecnie Nissan odpoczywa na policyjnym parkingu, a jego kierowca ma sporo czasu w przemyślenia. Lista zarzutów jest długa niczym słowackie Tatry:

  • Niezatrzymanie się do kontroli: zagrożone karą od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.
  • Używanie tablic nieprzypisanych do pojazdu: kolejna „piątka”, o której wymiarze zdecyduje sąd.
  • Kwestia pochodzenia pojazdu: policja wyjaśnia teraz, w jaki sposób mężczyzna wszedł w posiadanie kradzionego auta – co może skutkować dodatkowymi zarzutami.

Podsumowanie: logika vs rzeczywistość

Policja z Rajczy zamknęła właśnie etap ustalania pochodzenia tego motoryzacyjnego „składaka”. My natomiast zastanawiamy się, czy 35-latek planował otworzyć obwoźne muzeum tablic rejestracyjnych, czy po prostu wierzył, iż w Rajczy nikt nie zauważy Nissana, który zmienia „tożsamość” szybciej niż kameleon barwy.

Jedno jest pewne: słowacki „kolekcjoner” przekonał się, iż polskie służby mają nosa do nietypowych przesyłek ze Słowacji. A Nissan? Nissan wreszcie ma spokój – nikt już nie każe mu udawać innego samochodu co dziesięć kilometrów.

źródło: opracowanie własne na podstawie materiałów KPP Żywiec

Idź do oryginalnego materiału