Prokuratura apeluje o zgłaszanie się ofiar Roberta S., nauczyciela i fotografa z Gorzowa
Kiedy ruszyło śledztwo, wykorzystanych seksualnie dziewczyn było pięć, jednak z każdym dniem do prokuratury zgłaszają się kolejne ofiary. - Bardzo prosimy pokrzywdzone dziewczyny, a także nauczycieli, rodziców czy opiekunów, którzy wiedzieli o niewłaściwym zachowaniu Roberta S., aby zgłaszały się do prokuratury lub na policję. Wszystkim ofiarom zapewniamy anonimowość. Wszystkie czynności będą przeprowadzane z zachowaniem jak najwyższych standardów, aby uniknąć dalszej wiktymizacji ofiar – podkreśla prokurator Mariola Wojciechowska-Grześkowiak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gorzowie.
Ofiary Roberta S. opowiadają swoje wstrząsające historie
Również do redakcji portalu gorzowianin.com zgłaszają się ofiary Roberta S., które opowiadają swoje wstrząsające historie i to, przez co przeszły przez te wszystkie lata. We wtorek 1 kwietnia opisywaliśmy historię "A", która zaczęła być wykorzystywana przez Roberta S. w 2017 roku, kiedy miała zaledwie 13 lat. Jej piekło trwało dwa lata.
„Miałam niespełna 17 lat i byłam w kryzysie psychicznym”
Tym razem swoją historią postanowiła podzielić się kolejna dziewczyna, która chce pozostać anonimowa. W artykule będziemy nazywać ją „B”. Obecni jest dorosłą kobietą, która ma 23 lata. Jak podkreśla, zależy jej na tym, aby nagłośnić tą sprawę i żeby jak najwięcej osób dowiedziało się, kim tak naprawdę był Robert S., na pozór miły, inteligentny i kulturalny człowiek.
Wszystko zaczęło się w 2019 roku, kiedy „B” miała niespełna 17 lat. Robert S. zaczepił ją na facebooku i zaprosił na bezpłatną sesję zdjęciową. Jak podkreśla, była w tamtym momencie w ogromnym kryzysie psychicznym i miała wiele problemów. Nie mogła również liczyć na jakiekolwiek wsparcie.
- Na pierwszej sesji Roberta zdziwił akt, iż nie chcę się przy nim przebrać, twierdził, iż normalnie modelki nie mają z tym problemu. Mimo to uszanował wtedy moją decyzję, a po sesji zaproponował, żebyśmy spotkali się też poza zdjęciami. Wzbudził we mnie na tyle zaufania, iż się zgodziłam. Myślałam, iż to jakiś dar od losu, iż Robert pojawił się na mojej drodze. W końcu mogłam poczuć się rozumiana. Spotykaliśmy się przez rok. Zaczęło się niewinnie. Od łapania za ręce, przez podglądanie w przymierzalni, na molestowaniu i próbie gwałtu kończąc – opowiada „B”, ofiara Roberta S.
Robert S. wyznawał miłość swojej ofierze. Ustawił jej zdjęcie na tapecie
Jak przyznaje, dostawała od mężczyzny długie wiadomości, w których zapewniał ją, iż jest dla niego bardzo ważna, deklarował miłość i pomoc. Wzbudzał w nastolatce poczucie bezpieczeństwa. Manipulował dziewczyną, twierdząc, iż jest jego najpiękniejszą i ulubioną modelką. Do tego stopnia, iż ustawił zdjęci „B” na tapecie swojego komputera, gdzie wcześniej znajdowała się fotografia poprzedniej jego ofiary.
- Na tamten moment czułam się tym zaszczycona. Dał mi tym samym pewnego rodzaju pewność siebie, iż naprawdę tak jest. Wbrew pozorom Robert wzbudzał we mnie wstręt i obrzydzenie, mimo tego, co nas łączyło. Brak atrakcyjności i jego wiek przysłoniły mi pełne zaangażowania i zrozumienia rozmowy. Żyłam w przekonaniu, iż faktycznie nie szata zdobi człowieka. On za to wściekał się, kiedy nie chciałam się z nim przytulać lub trzymać za ręce w miejscu publicznym. Później odgrywał scenki, gdzie przekonywał mnie jak bardzo jest mu z tego powodu przykro i nie chce, aby ta relacja skończyła się jak poprzednia. Uważał, iż fizyczna bliskość jest fundamentem przyjaźni, iż właśnie w taki sposób przyjaciele okazują sobie oddanie. Oskarżał mnie wręcz o to, iż nie traktuje go i jego starań poważnie – relacjonuje ofiara pedofila.
Robert S. robił z siebie ofiarę, udawał skrzywdzonego mężczyznę
Kiedy „B” mówiła Robertowi S., iż nie czuła się komfortowo z jego jakimś zachowaniem, wówczas mężczyzna zaczynał ją przepraszać i zasypywał komplementami. Mówił, iż jest piękna, iż go podnieca i przez to nie może się powstrzymać, aby jej nie dotknąć.
Robert S. robił z samego siebie również ofiarę. Wmawiał „B”, ze stracił bardzo istotną osobę, którą była inna dziewczyna. Przekonywał, iż bardzo kochał tamtą dziewczynę, a ona go skrzywdziła. - Jeszcze wtedy nie wiedziałam, iż to on zafundował tamtej dziewczynie traumę na całe życie. Wierzyłam w każde jego słowo, nie do końca świadoma jak zmanipulowana byłam. Jego ckliwe historie nie były przypadkowe – podkreśla „B”, ofiara Roberta S.
„Zabrał mnie do domu, przedstawił żonę”
Jak przyznaje, jej zaufanie do mężczyzny zwiększyło się jeszcze bardziej, kiedy zaczął zabierać ją do siebie do domu. „B” poznała żonę Roberta S., która była bardzo empatyczną i ciepłą osobą. Oboje oferowali jej pomoc w nauce i zabierali na wycieczki.
- Z perspektywy czasu, zrozumiałam, iż przedstawiał mnie jako osobę bardzo zagubioną, skrzywdzoną przez los, która bez ich pomocy sobie nie poradzi. Jego żona nie wiedziała wówczas, co Robert robił za zamkniętymi drzwiami. Nie było dla niego problemem choćby to, iż jego żona była za ścianą. Nie mam jednak pewności, czy to nie była jedna z wielu zagrywek, a żona miała pełnić rolę przynęty. Ciągle zastanawia mnie fakt, iż przez 11 lat nie zauważyła totalnie nic. Myślę, iż każda normalna kobieta zainteresowałaby się co robi jej mąż, przyprowadzając do domu coraz to młodsze dziewczynki. Nie wiem czy ona tego nie widziała, czy nie chciała widzieć – przyznaje „B”.
„Zostałam oszukana, rozebrana z ubrań i godności”
Dopiero z biegiem czasu zaczęła się orientować, iż cała ta relacja to farsa. Czuła się wykorzystana, oszukana i rozebrana, nie tylko z ubrań, ale i z godności. Jak podkreśla, jej relacja z Robertem S. zakończyła się z powodu kłótni, kiedy nie pozwoliła mężczyźnie udostępnić w internecie jej nagich zdjęć.
- Po tym wszystkim poczucie wstydu towarzyszy mi do dziś. Nie sądziłam, iż tak łatwo dam się zmanipulować. Siedziałam cicho, bo bałam się, iż ludzie będą mnie oceniać przez ten pryzmat. Drwić ze mnie, i pytać jak mogłam nie zauważyć tylu czerwonych flag. Ja już poniosłam konsekwencje w postaci realnego zagrożenia, które czyhało na mnie ze strony Roberta. Teraz pora, aby to on stanął twarzą w twarz z samym sobą i odpowiedział za to co zrobił mi i wielu innym dziewczynom – podkreśla „B”.
Robert S. powinien odpowiedzieć za swoje czyny. Jest apel o zgłaszanie się innych ofiar mężczyzny
Jak przyznaje, w 2020 roku chciała podjąć działania w tej sprawie, ale wycofała się, gdy okazało się, iż bez świadków i dowodów nie uda się nic zdziałać. Obawiała się, iż Robert S. może ją skrzywdzić, jeżeli dowie się o próbach kontaktu z jego modelkami. Z czasem „B” udało się nawiązać kontakt z dziewczyną, która miała podobne doświadczenia, ale to wciąż nie wystarczyło, aby wymierzyć sprawiedliwość. Ostatecznie odstawiła sprawę na bok, aż w listopadzie 2024 pojawiły się dwie poszkodowane dziewczyny, które złożyły zawiadomienie.
- Zgodziłam się zeznawać jako świadek, a z czasem dołączyły kolejne dziewczyny. Na początku nie wierzyłam, iż uda się coś osiągnąć, ale zaskoczyło nas wsparcie ze strony policji i prokuratury. w tej chwili kiedy żadnej z dziewczyn już nic nie grozi ze strony Roberta, chciałabym zwrócić się z prośbą do innych poszkodowanych. Mam świadomość, iż te doświadczenia nie są łatwe. Natomiast im nas więcej, tym więcej jesteśmy w stanie zdziałać. Każdy szczegół jest na wagę złota, aby Robert otrzymał karę adekwatną do swoich czynów – podkreśla „B”, ofiara Roberta S.