Afera Zondacrypto się rozkręca, adekwatnie nie ma dnia, żeby nie pojawiali się nowi aktorzy, nowe kwoty oraz nowe okoliczności. Jest też pierwsze zatrzymanie. Od chwili, gdy Przemysław Kral, szef tej od początku szemranej giełdy kryptowalut, poszedł na współpracę z prokuraturą, jest tylko kwestią czasu, jak wyspowiada się ze wszystkiego śledczym. Kto, kiedy, gdzie i ile od niego wziął. Oraz za co.
Bez szczegółowych zeznań aferzysty wiadomo już, iż beneficjentami jego „wspaniałomyślności” byli zarówno ci z lewej, jak i prawej strony. Choć głównie politycy PiS oraz Konfederacji, a mówi się też o Karolu Nawrockim. Mówi się też, iż Kral ma na wszystko nagrania kwity, więc prawica powinna się bać. Ale czy na pewno?
Jeszcze dwie, trzy dekady temu by ten strach był. Wtedy wystarczyło, jak w tym dowcipie z czasów PRL, iż nie wiadomo, czy jemu ukradli, czy to on ukradł, ale na pewno jest w coś zamieszany. Taki ktoś byłby skończony w oczach opinii publicznej. Całej, a nie tylko tej z innej, wrogiej bajki politycznej. A dzisiaj?
Afera Zondacrypto: Kolejna bez winnych?
Zatrzymany w czwartek Radosław Piesiewicz, szef PKOl z namaszczenia PiS, wcześniej idzie do prawicowej TV Republika (która też inkasowała pieniądze od Zondacrypto), gdzie tłumaczy mętnie, iż zegarka za 170 tysięcy od Krala nie dostał, ale go od niego kupił. Na raty, za gotówkę wożoną do Monte Carlo i takie tam. Dowodów na to nie przedstawił, ale ważne, iż propagandyści z Republiki łykają to jak pelikan, podobnie jak pisowsko-konfederacka część Polski podzielonej nienawiścią na pół. Dla niej Piesiewicz to niewinny człowiek, ofiara prześladowań Żurka i Tuska. I nieistotne, co myśli o tym ta druga część.
Tak to działa. choćby załapany za rękę zaklina w swoich plemiennych mediach, iż to nie jego ręka. Zaś oskarżenia są kolokwialnie mówiąc dymane, a prokuratorzy i sędziowie działają na polityczne zlecenie. I można dalej spokojnie funkcjonować publicznie. Adwokaci mają tylko kruczkami prawnymi przewlekać sprawę do czasu, aż rząd zmieni się na „swój”. Ten oskarżenia wycofa i uciszy wyrywnych prokuratorów, którzy w swojej masie wyrywni nie są, bo za każdej władzy chcą żyć i pracować. Dlatego sprawy „politaferałów” tak się ślimaczą.
Według tego schematu postępują też Ziobro i Romanowski. Oni wcale nie chcą uciekać do końca życia. Oni liczą – patrząc na sondaże – iż za rok z okładem wrócą w glorii i włos im z głowy nie spadnie. Dlatego nie wierzę w strach prawicy przed zeznaniami Krala. My sami, Polacy, stworzyliśmy kastę bezkarnych politycznych świętych krów, które mogą więcej niż zwykli obywatele. I które, choć na nas wszystkich bezlitośnie żerują, przez cały czas troskliwie pielęgnujemy, jeżeli pochodzą z naszego „stada”.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

1 godzina temu











English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·