„Jesteś tu nikim, tak samo jak twój bachor!” – powiedziała siostra jej męża

10 godzin temu

Weronika wyszła za mąż bardzo młodo jej ojciec znalazł jej narzeczonego właśnie na osiemnaste urodziny. Rodzina była zamożna a cóż więcej potrzeba do szczęścia? Wesele było wystawne, cała wieś świętowała. Tylko nowożeńcy czuli się nieco obco.

Weronika polubiła wybranego przez ojca męża, choć praktycznie go nie znała. Jej siostra nie miała tyle szczęścia wydano ją za czterdziestoletniego wdowca z sąsiedniej wsi. Wszyscy już myśleli, iż zostanie starą panną, ale ojciec w końcu znalazł jej kandydata, obiecując odpowiedni posag.

Nowożeńcy zamieszkali w domu Władysława. Miejsca nie było zbyt wiele, ale przynajmniej mieli coś swojego. Głowa rodziny zapowiedziała, iż kiedy pojawią się wnuki, pomyślą o rozbudowie.

Teściowa nie była złośliwa wobec synowej, przeciwnie pomagała jej przyzwyczaić się do roli młodej żony. Za to szwagierka, Zuzanna, od początku patrzyła wilkiem na Weronikę. Była starsza, ale przez cały czas mieszkała z rodzicami. Ojciec wydał ją za mąż, jednak zięć po roku odesłał ją z powrotem razem z jej rzeczami. Zuzanna miała trudny charakter nie chciała zajmować się domem, nie pragnęła także założyć własnej rodziny. Tak egzystowała w samotności.

Zgodnie ze staropolskimi zwyczajami, dopiero po narodzinach pierworodnego syna synowa stawała się pełnoprawną gospodynią. Do tego czasu musiała zachowywać się skromnie i słuchać starszych. Dlatego każda dziewczyna po wejściu do domu męża jak najszybciej starała się zajść w ciążę.

Weronika też obrała tę drogę. Do czasu, aż zaszła w ciążę, Zuzanna znęcała się nad nią i zmuszała do najcięższych, najbrudniejszych prac. Wszystko to nie miało sensu, bo przecież gospodarstwo miało najemnych pracowników. Jednak Zuzanna czerpała satysfakcję z dokuczania nowej szwagierce.

Kiedy Władysław dowiedział się, iż zostanie ojcem, promieniał z radości. Teściowie byli dumni z synowej. Tego samego dnia zaczęli rozglądać się za materiałami budowlanymi czas było powiększyć dom dla młodej rodziny. Zuzanna natomiast aż kipiała z zazdrości. Miała świadomość, iż już na zawsze będzie musiała tłoczyć się w dawnych kątach i opiekować rodzicami. Nikt jej nie zechce, nikt nie zbuduje dla niej domu…

Minęło pół roku. Weronikę obudziło walenie do drzwi. To była Zuzanna.

Czemu leżysz? Zrobiłaś wszystko w domu? W domu tak, ale mąż nie pozwala mi wychodzić na podwórko. Tak, tak, to tylko wymówki! Jesteś po prostu leniwa! Czego chcesz? Do kogo ty się tak odzywasz? Myślisz, iż już będziesz mogła mną rządzić? Przypomnę ci, iż nie urodziłaś jeszcze dziecka, więc siedzisz cicho! choćby nie miałam takiego zamiaru… Dla mnie tu nic nie znaczysz, ty ani twoje dziecko! Jasne?

Zuzanna wpadła w szał, rzucała rzeczami i krzyczała na Weronikę. Teść wbiegł do domu, chwycił zapłakaną córkę i wyprowadził ją na zewnątrz. Weronika pogładziła brzuch i odetchnęła głęboko. Wszystko się jeszcze ułoży. W życiu jest miejsce na zazdrość, złość i zawiść, ale wszystko to przemija najważniejsze to zachować spokój i nadzieję na lepsze jutro.

Idź do oryginalnego materiału