Jest zawiadomienie na RPD. Pokłosie głośnej interwencji Horny-Cieślak

1 godzina temu

Do Prokuratury Krajowej wpłynęło zawiadomienie w sprawie rzeczniczki praw dziecka Moniki Horny-Cieślak. Dotyczy ono podejrzenia przekroczenia uprawnień i fałszywego oskarżenia po interwencji dotyczącej rodziny z warszawskiej Białołęki. Sprawę zbada Prokuratura Okręgowa w Szczecinie.

Polsat News
Rzecznik Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak

"Do Prokuratury Krajowej wpłynęło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez Rzecznika Praw Dziecka przestępstwa przekroczenia uprawnień (art. 231 § 1 k.k.) i fałszywego oskarżenia (art. 234 k.k.) w związku z interwencją dotyczącą rodziny z warszawskiej Białołęki" - przekazała prokuratura na platformie X.

Zawiadomienie zostanie rozpoznane przez Prokuraturę Okręgową w Szczecinie.

Burza wokół RPD i jej interwencji wobec rodziny. "Przemoc instytucjonalna"

Do interwencji doszło 14 sierpnia na warszawskiej Białołęce. Monika Horna-Cieślak relacjonowała, iż na jej oczach matka miała szarpać swoją pociechę i na nią krzyczeć. Gdy RPD zwróciła jej uwagę, została przez nią zwyzywana. O sprawie poinformowana została policja, która sprawdziła, czy istnieją podstawy do podjęcia interwencji w związku z bezpieczeństwem dzieci.

Jak wskazuje zero.pl, Horna-Cieślak interweniowała też w sądzie rodzinnym, który starała się przekonać, iż kobiecie i jej mężowi powinno się odebrać ich pociechy. Ostatecznie ani policja, ani sąd nie odnaleźli przesłanek do tak radykalnego działania. Sąd nakazał powrót małoletnich do prawnych opiekunów i wskazał, iż działania Horny-Cieślak mogą nosić znamiona "przemocy instytucjonalnej".

Monika Horna-Cieślak tłumaczy. "W sprawie Kamilka też były sygnały"

Horna-Cieślak na antenie Polsat News - dopytywana o orzeczenie sądu - przywołała sprawę ośmioletniego Kamilka z Częstochowy.

- Nie komentuję orzeczeń sądu, natomiast wielokrotnie jako rzeczniczka praw dziecka nie zgadzałam się z różnymi orzeczeniami w zakresie tego, czy dochodzi do krzywdzenia dzieci. Proszę pamiętać o tym, iż w sprawie Kamilka też wcześniej były sygnały świadczące o tym, co się dzieje w rodzinie. I naszą rolą, moją rolą jest reagowanie, kiedy widzimy czynniki krzywdzenia dziecka. I te czynniki krzywdzenia dziecka po prostu były. I ja zareagowałam jako świadek przemocy wobec dzieci - mówiła.

Minister podkreślała, iż "obecnie dzieci nie znajdują się w środowisku domowym". - Cały materiał dowodowy mówi o tym, iż ta rodzina już była wcześniej znana służbą. Była tam wcześniej procedura niebieskiej karty, interweniowali sąsiedzi, były awantury, a w tej chwili dzieci nie są w domu - przekazała.

WIDEO: Gorąco w "Debacie Gozdyry". Poszło o Nawrockiego i bezpieczeństwo Polski
Idź do oryginalnego materiału