Jagiellonia wygrała kolejny mecz śrubując rekord spotkań bez porażki. Żółto-czerwoni w niedzielę zasłużenie pokonali Lechię Gdańsk 2:0. Duma Podlasia imponowała wyrachowaniem, spokojem i boiskową dojrzałością. Momentami widać było zespół, o którym przed sezonem i na jego początku opowiadał trener Adrian Siemieniec. Ten mecz lepiej zaczęli goście, którzy przez pierwsze minuty z zapałem atakowali bramkę Jagiellonii. Defensywa Jagiellonii nie potrafiła powstrzymać rywali od groźnych strzałów w pierwszych dziesięciu minutach. Już w 4 minucie świetną okazję miał gracz, który w przeszłości kilka razy karcił Jagę: Bohdan Wjunnyk. Na szczęście na posterunku był Sławomir Abramowicz, który obronił ten strzał. Zaraz potem groźnie dograł z prawej strony jeden z graczy Lechii, ale Tomas Bobcek skiksował, po próba dobitki Wjunnyka została zablokowana.
Po kwadransie gry żółto-czerwoni zaczęli odpowiadać kontratakami. Brakowało w nich jednak konkretów: wrzutki w pole karne były albo wybijane albo nasi napastnicy blokowani i Alex Paulsen nie musiał się specjalnie wysilać.
W 18 minucie było bardzo groźnie: zerwał się prawym skrzydłem Jesus Imaz, który dośrodkował do wbiegającego Dimitrisa Rallisa, który z kilku metrów strzelił z woleja. Niestety - nad poprzeczką.
W 23 minucie