Hymny narodów świata. Zakończenie cz. 1/4

9 godzin temu

Ich nieznajomość może być przyczyną komedii pomyłek, niekiedy choćby zabawnej, która przydarzyła się Poznaniakom w czerwcu 1924 roku, kiedy do miasta przybyła uroczyście anonsowana delegacja księstwa Beludżystanu. Delegacja była handlowa, wracała ze światowej wystawy w Londynie, więc Poznaniakom oczy zalśniły od wyobrażeń o przyszłych interesach. Kilku młodych książąt Beludżystańczyków przyjęto z nadzwyczajną atencją. Limuzynę z gośćmi w turbanach i cylindrach eskortował pluton konnej policji, zaś miejska administracja samorządowa i profesura uniwersytetu niemal skamieniały w kornych ukłonach. Szykowało się wydarzenie dyplomatyczne i biznesowe, jakie zdarza się raz na sto lat! Prasa poznańska donosiła: „Gości oczekiwał tłum gapiów, tajniacy oraz policjanci w odświętnych mundurach i białych rękawiczkach. Delegację przed dworcem powitał osobiście komendant PP w galowym mundurze. Wznoszono okrzyki: – Niech żyje Beludżystan! Tylko bibliotekarz Opery Poznańskiej popadał w coraz głębszą melancholię, bo dociskany przez ratusz za nic nie mógł znaleźć nut beludżystańskiego hymnu, do tego nie znalazł nikogo z branży, kto by dopomógł w opresji. To był pierwszy sygnał, iż coś jest nie tak. Azjatyckie księstwo, światowi arystokraci, wielkie pieniądze i nigdzie nie ma ich hymnu?

Sprawa sypnęła się nagle, zanim o wieczornej porze szczęśliwi gospodarze i świetnie bawiący się goście spotkali się na wieczornym przedstawieniu w operze miejskiej. Bo jak się wydało, egzotyczna delegacja była… przednim dowcipem poznańskich studentów, którzy w wielkim stylu zażartowali z włodarzy miasta, mieszczan i bogacącego się poznańskiego biznesu. Ponoć cały Poznań zwijał się ze śmiechu, ale któż śmiałby się ostatni, gdyby operowy bibliotekarz przypadkiem znalazł hymn dzielnego narodu Beludżystanu?

W XXI wieku,

w czasach, które Samuel Huntington zdiagnozował jako światowy kryzys tożsamości, symbole narodowe wydają się cennym tożsamościowym spoiwem dla państwa i narodu. Szerzej, w dezintegrującym się świecie symbole narodowe okazują się elementem trwałym i konstytuującym wartości podstawowe. Nie sposób też pominąć uczonych, którzy nasze stulecie określają inaczej niż Huntington – jako wiek tożsamości właśnie.

Ustalenie zbioru istniejących w tej chwili narodów jest zadaniem trudniejszym, bo znacznie obszerniejszym i trudniejszym do zdefiniowania, choćby gdy uprościmy problem do zasady Giuseppe Mazziniego, iż „narodem jest powszechna wspólnota obywateli mówiących tym samym językiem”. W wyborze i omówieniu hymnów narodów kierowaliśmy się więc przede wszystkim pojęciem „naród”, choć nie w prawnym rozumieniu państwa, ale wspólnoty jako takiej: językowej, kulturowej, religijnej, terytorialnej. Niemniej, co zauważa Marek Sobczyński, autor jedynej w polskim piśmiennictwie i unikatowej na świecie pracy o państwach i terytoriach zależnych: „naród stanowiący państwo też bywa elementem nazwy oficjalnej, odnosi się to do świata arabskiego, gdzie spotykamy nazwy Arabska Republika Egiptu, Państwo Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Syryjska Republika Arabska. Do narodu odwołuje się konstytucja Burkina Faso, jak w 1984 roku przemianowano Górną Woltę, co ma oznaczać ojczyznę dumnych ludzi”.

Według niektórych źródeł współcześnie istnieje na świecie około 3000 narodów i grup etnicznych, z których pewna część – choćby pozbawiona aspiracji do suwerenności – posiada utrwaloną symbolikę narodową, czyli godło, flagę i hymn, mającą charakter tożsamościowy i budującą poczucie wspólnoty. Niekoniecznie państwa narodowego, bo takich mamy współcześnie ledwie 3 procent. Pozostałe narody egzystują w rozproszeniu w jednym lub kilku państwach i nie mieszczą się w rygorze granic państwowych. Jak twierdzą eksperci, pośród 193 państw stowarzyszonych w ONZ jedynie 20 z nich uważa się za jednorodne (unitarne) państwa narodowe.

Płynie więc z faktu istnienia tylu narodów wniosek zaskakujący: narody bezpaństwowe stanowią zdecydowaną większość narodów na świecie. Narody bezpaństwowe, czyli

konkretnie kto?

Mniejszość etniczna zamieszkująca terytorium danego państwa? Mniejszość religijna? Polityczna? Językowa? Czy może jakieś konstrukty subnarodowe? Pozbawione – na przykład – prawa do członkostwa w ONZ czy innych organizacjach międzynarodowych? Jedną z kluczowych w interesującym nas dyskursie o narodach bezpaństwowych jest klasyczna praca Jacques’a Lerueza opisująca status Szkocji w państwie brytyjskim. Niemniej są narody bez państwa, mające sporą populację (jak 40-milionowa populacja Kurdów), bądź takie, które dzielą wspólne terytorium, kraj lub region geograficzny, jak Tuaregowie, Rifianie, Tubu czy Kabylowie w Afryce Północnej lub Galicyjczycy, Kantabryjczycy, Asturyjczycy, Aragończycy, Baskowie, Katalończycy i Andaluzyjczycy w Hiszpanii. Bywało też, iż dzisiejsze narody bezpaństwowe miały niegdyś swoje państwa: jak Tybet, albo były kiedyś bezpaństwowe, a dziś uzyskały status państw narodowych z wszelkimi międzynarodowymi przywilejami, jak na przykład narody byłej Jugosławii, suwerenne współcześnie Chorwacja, Serbia, Słowenia, Macedonia i Czarnogóra.

Idź do oryginalnego materiału