Dwaj policjanci zostali zamordowani między 17 a 30 września 1939 r. przez miejscową ludność narodowości ukraińskiej, sympatyzującą z Armią Czerwoną. Funkcjonariusze Policji Państwowej mieli przemieszczać się w grupie uciekinierów, którzy uciekali z zachodniej Polski przed nacierającą armią niemiecką. Pochodzili najprawdopodobniej z Krakowa lub Łodzi. Nie można wykluczyć, iż ich pobyt w powiecie hrubieszowskim związany był z próbą dotarcia do rejonu koncentracji sił PP na Kresach Wschodnich II RP, gdzie tworzono punkty zborne dla zmilitaryzowanych policjantów. Czytaj też: Tyszowieckie świece olbrzymki na liście dziedzictwa kulturowego Polski. W Ludźmierzu wręczono decyzję Funkcjonariusze zostali napadnięci i zamordowani przez pochodzących z Małkowa Ukraińców sympatyzujących z Armią Czerwoną. Ich ciała, noszące ślady postrzałów, zostały odnalezione na polu przez miejscowych Polaków, a następnie pochowane w zbiorowej mogile. Ciała nieznanych z nazwiska stróżów prawa, zamordowanych w Małkowie-Kolonii (gmina Mircze), po latach wydobyto z ziemi i pożegnano z pełnymi policyjnymi
honorami.Cios w plecy na pograniczuDruga połowa września 1939 roku to były czarne dni dla polskiego oręża i państwowości. Gdy od wschodu wlewała się czerwona zaraza, w kresowych wsiach dochodziło do dantejskich scen. Mieszkańcy Małkowa-Kolonii zapamiętali tamten strach na całe życie. Dwaj policjanci w granatowych mundurach, próbujący przedrzeć się przez wojenny zamęt, wpadli w śmiertelną pułapkę.Zostali napadnięci i skrytobójczo zamordowani. Za spust pociągnęli lokalni dywersanci narodowości ukraińskiej, ślepo zapatrzeni w nadciągającą Armię Czerwoną. Ciała mundurowych ze śladami kul na polnej miedzy odnaleźli miejscowi Polacy. Co zrobili? To, co nakazywało serce i sumienie: cichaczem, w strachu przed zemstą, wykopali dół na cmentarzu prawosławnym i złożyli w nim ciała bohaterów w granatowych policyjnych mundurach. Bez imion, bez
tablicy.Pamięć przetrwała przymusowe milczenieMinęły dekady. Systemy polityczne upadały, ludzie odchodzili, a bezimienny grób w Małkowie-Kolonii powoli zarastał trawą. Zdawało się, iż historia o dwóch policjantach zatrze się zupełnie. Jedynym śladem po tragicznej tajemnicy pozostał stary, metalowy krzyż, przeniesiony dawno temu z sąsiedniej mogił
y.Czytaj też: Więcej niedziel handlowych? Są wyniki nowego sondażu Ale mieszkańcy okolic bezimiennej mogiły nie zapomnieli o niej. Przekazywana z ust do ust prawda w końcu dotarła do badaczy z Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie. W 2022 roku na cmentarz weszły koparki i historycy. Po ponad 80 latach ziemia oddała swoją tajemnicę. Szczątki bohaterów
ekshumowano.Ostatnia droga z honoramiWreszcie nadszedł ten dzień. Kościół pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Kryłowie pękał w szwach. Do świątyni ściągnęły tłumy: sąsiedzi, młodzież szkolna, samorządowcy i poczty sztandarowe. W powietrzu czuć było podniosłą, przejmującą atmosferę.Mundurowi nie byli już sami. W ostatniej drodze towarzyszyła im kompania reprezentacyjna z Oddziału Prewencji Policji w Lublinie oraz poczet sztandarowy hrubieszowskiej komendy. Na czele policyjnej delegacji stała insp. Wioletta Pawluk, komendant powiatowy policji w Hrubieszowie. Nie zabrakło też historyków z IPN – naczelników dr. hab. Jacka Romanka oraz dr Artura Piekarza, którzy reprezentowali szefa lubelskiego oddziału dr Roberta Derewendę. Gdy trumny spuszczano do grobowca na kryłowskim cmentarzu, a na bębnach wybijano ostry, pogrzebowy rytm, wielu nie potrafiło powstrzymać łez. Imiona dwóch policjantów wciąż pozostają tajemnicą, ale od dzisiaj nie są już bezdomnymi ofiarami wojennej zawieruchy. Spoczywają w poświęconej ziemi, tam gdzie ich miejsce – pośród swoich.