Gdynia. 81. rocznica tragedii statków „Wilhelm Gustloff”, „Steuben” i „Goya”

vdg.pl 2 dni temu
Zdjęcie: WhatsApp Image 2026-04-13 at 12.27.35 (1)


Od 2 do 2,5 miliona ludzi uratowało się dzięki operacji „Hannibal”, czyli największej w historii świata ewakuacji drogą morską zimą 1945 r. Wiemy jednak, iż podczas niej doszło też do największych w historii świata tragedii morskich. Wiemy, pamiętamy i przypominamy dla przestrogi.

W Gdyni, w związku z 81. rocznicą zatopienia trzech statków pasażerskich, które przewoziły uchodźców z Prus Wschodnich i Pomorza (odciętych od reszty Niemiec przez wojska rosyjskie), odbyła się 11 kwietnia po raz kolejny uroczystość.

Tragedia, która wciąż porusza

Były to statki „Wilhelm Gustloff”, „Steuben” i „Goya”. W wyniku ich zatopienia zginęło według szacunków choćby 25 tys. osób, głównie cywilów, w tym prawdopodobnie 6 tys. dzieci. Zorganizował ją, jak zawsze, Związek Ludności Niemieckiej w Gdyni.

Uroczystość rozpoczęła się w kościele marynarzy w Gdyni. Poprzedził ją koncert Gdyńskiego Chóru Kameralnego pod dyrekcją Piotra Klemeńskiego, który potem śpiewał także w czasie całego nabożeństwa ekumenicznego, oraz recytacja wiersza poświęconego ofiarom tej tragedii autorstwa Małgorzaty Reschke, w jej wykonaniu. Nabożeństwo odprawili wspólnie ks. kanonik André Schmeier – katolicki duszpasterz mniejszości niemieckiej z Olsztyna, ks. Edmund Fröhlich – proboszcz parafii luterańskiej w Słupsku, i ks. Sebastian Niedźwiedziński – proboszcz parafii metodystycznej w Gdańsku.

Modlitwa i pamięć ponad podziałami

Kazanie podczas nabożeństwa wygłosił ks. Fröhlich. – Wspomnij na mnie, gdy będziesz w swoim królestwie – prosił Jezusa wiszącego na krzyżu łotr. „Jeszcze dziś będziesz ze mną w raju” – zapewnił go Jezus – przypomniał ks. Fröhlich. – Wierzymy, iż dla Boga wszystkie ofiary z tych trzech statków, wszystkie ofiary tej wojny i wszystkich innych wojen, łącznie z w tej chwili toczącymi się, nie są anonimowe. Wierzymy, iż Pan Bóg zna ich wszystkich z imienia i są z Nim w raju. A nasza modlitwa niech będzie wołaniem o pokój, bo wojna jest bezsensem przynoszącym tylko śmierć i zło – mówił duchowny.

Po nabożeństwie zebrani złożyli kwiaty i pomodlili się pod tablicą pamiątkową w kościele, ufundowaną przez mniejszość niemiecką w Polsce. Inicjatorem tablicy, jak też inicjatorem pamiątkowej uroczystości, jest Benedykt Reszke – przewodniczący Związku Ludności Niemieckiej w Gdyni.

Potem, jak zwykle, wszyscy udali się na skwer Kościuszki, z którego w swój ostatni rejs odpłynął 30 stycznia 1945 r. „Wilhelm Gustloff”. Dlatego wspomnienie o tych, którzy w tym rejsie zginęli, odbywa się w Gdyni. Na skwerze zebrani jeszcze raz się pomodlili, zaśpiewali pieśń „Wahre Freundschaft”, wrzucili do morza wieńce i zapalili znicze na falochronie.

Wspólnota i osobiste historie

Następnie wszyscy przenieśli się do pobliskiej restauracji, w której zjedli obiad, ale przede wszystkim spotkali się. W upamiętnieniu ofiar „Gustloffa”, „Steubena” i „Goi” uczestniczyli bowiem nie tylko członkowie Związku Ludności Niemieckiej z Gdyni, ale także m.in. Hannes Mundinger – konsul RFN w Gdańsku, Michał Schlueter – wiceprzewodniczący Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce, Jakub Szadaj – przewodniczący gminy żydowskiej w Gdańsku, oraz przedstawiciele stowarzyszeń mniejszości niemieckiej z Olsztyna, Tczewa, Lęborka, Bydgoszczy, Piły, Chojnic, Grudziądza, Świdwina, Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur oraz Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Niemieckiej z Gdyni i Gdańska. Spotkanie rocznicowe miało więc także wymiar integracyjny.

Na krótko pojawiła się Aleksandra Kosiorek – prezydentka Gdyni, w towarzystwie Natalii Kłopotek-Główczewskiej – radnej. W czasie jego trwania Michał Schlueter wręczył najbardziej zasłużonym członkom gdyńskiej organizacji, z okazji jej 30-lecia, dyplomy honorowe od Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce.

Ale spotkanie poświęcone ofiarom tragedii akcji ewakuacyjnej „Hannibal” to dla Hilarego Kohnkego, wiceprzewodniczącego Związku Ludności Niemieckiej w Gdyni, nie tylko kolejna rocznica, ale i osobiste wspomnienie.

– Moja mama, Cecylia Kohnke, uciekła w marcu 1945 r. statkiem „Cap Arcona” z Gdańska do Danii. Wspominała, iż zaokrętowano na niego bardzo dużo ludzi, a morze było niespokojne i mocno nim bujało. Z Danii do Gdańska wróciła jesienią 1945 r. Jej mieszkanie we Wrzeszczu przy ul. Birkenallee 3, w tej chwili Brzozowej, było już zajęte przez polskich przesiedleńców ze Wschodu. Nie odzyskała go. Ojciec, który był marynarzem Kriegsmarine, dostał się do angielskiej niewoli w północnej Norwegii. Wrócił do domu pod koniec 1945 r. – opowiada Hilary Kohnke.

Lech Kryszałowicz

Fot. Karolina Misztal

Idź do oryginalnego materiału