Gdy screeny zastępują fakty: jak internet rozprawił się z Kłodzkiem

tvklodzka.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: kłodzko_hejt 2


Kłodzko to bez wątpienia jedno z najpiękniejszych miast na Dolnym Śląsku. Ma bogatą historię, niepowtarzalną architekturę i urokliwe położenie. W ostatnim czasie ta perełka, zamiast być podziwiana, stała się jednak obiektem kpin i krytyki. Jaki jest tego powód?

Kłodzko za sprawą rzekomych wiadomości tekstowych i głosowych, które miały być wymieniane pomiędzy Komendantem Straży Miejskiej Michałem Tułaczem a Burmistrzem Miasta Kłodzka Michałem Piszko za pośrednictwem jednego z komunikatorów, stało się polem internetowej i medialnej wojny.

Jeden z mieszkańców udostępnił mediom nielegalnie zdobyte screeny i nagrania, prowadząc swoją prywatną walkę i przyjmując jednocześnie rolę detektywa, dziennikarza śledczego, prokuratora oraz sędziego w jednej osobie.

„Na pomoc” panu Andrzejowi przyszedł dziennikarz i publicysta – Janusz Życzkowski. Korespondent prasowy za sprawą „afery kłodzkiej” znacząco zwiększył swoje zasięgi – o czym z dumą pochwalił się na portalu społecznościowym – podobnie jak stacja telewizyjna, dla której pracuje. Publikował korespondencję, której autentyczność i treść nie zostały oficjalnie potwierdzone. Tym samym przyczynił się do lawiny obraźliwych komentarzy i opinii na temat Kłodzka oraz jego mieszkańców. HEJT, który wylał się w Internecie, uderza nie tylko w bohaterów materiału, ale również podważa wiarygodność samego przekazu, sprowadzając całą sprawę do poziomu personalnych ataków.

W tę nierówną walkę wkroczył również bloger Rafał Świątek, zajmujący się tematyką Straży Miejskiej. Początkowo nieśmiało pomagał panu Andrzejowi i nawoływał do wpłat na zbiórkę, na pomoc prawną, dając tym samym wyraz, iż wspiera jego działania. Wierząc, iż pan Andrzej rzeczywiście został pokrzywdzony, bloger zaangażował się w sprawę bez wcześniejszej weryfikacji stanowiska drugiej strony konfliktu.

Z czasem Rafał Świątek postanowił jednak sprawdzić stan faktyczny i wybrał się do Kłodzka. Przeprowadził prowokację, upozorował dwa zgłoszenia do Straży Miejskiej i sprawdził reakcję funkcjonariuszy. Strażnicy przyjęli zgłoszenia i dwukrotnie pojawili się na miejscu z należytą starannością. Bloger opublikował następnie materiał, który – jak sam podkreśla – miał przedstawiać sytuację w sposób obiektywny. Panie Rafale brawo – tylko ci, którzy myślą samodzielnie, potrafią zmienić zdanie. Zmiana nie jest oznaką słabości, ale efektem nowej refleksji.

Przekaz nie spodobał się jednak panu Andrzejowi, który niemal natychmiast wyraził swoją niechęć wobec działań blogera – potwierdza to kolejne nagranie opublikowane w sieci. Co ciekawe, całej sytuacji przyglądał się wcześniej wspomniany dziennikarz. Na jego profilu w mediach społecznościowych pojawił się wpis krytykujący działania pana Rafała Świątka i sugerujący „ustawkę”. Jako dowód przedstawiono nagranie, na którym bloger pojawia się w Straży Miejskiej, chcąc spotkać się z komendantem. Czy naprawdę tylko pan Życzkowski ma prawo do nagrywania, komentowania i przedstawiania własnych opinii w mediach, jednocześnie zwiększając sobie oglądalność i podsycając internetowy hejt? „To jest hit!!” – cytując wpis pana redaktora.

Wracając jednak do meritum – sprawa pana Andrzeja, jak również innych osób, o których wcześniej nie wspomniano, nabrała co najmniej dziwnego obrotu. Internetowa nagonka sprawiła, iż komentujący bardzo gwałtownie przeszli od merytorycznych wypowiedzi do osobistych ataków. Co więcej, odbiorcy nakręcani przez pana Andrzeja i pana redaktora stają się coraz bardziej agresywni.

Łatwo jest wydawać osądy, spekulować, poddawać w wątpliwość stanowisko jednej strony i bezrefleksyjnie przytakiwać drugiej. Nasze społeczeństwo ma to do siebie, iż łatwo ulega wpływom, a jeszcze łatwiej feruje pochopne wyroki. Takie zachowanie jest nie tylko skandaliczne, ale również niebezpieczne. Zamiast zachować neutralność, komentatorzy – niczym ława przysięgłych – wskazują winnych, jednocześnie oczerniając mieszkańców miasta, które samo nie jest niczemu winne.

Kłodzko zasługuje na coś więcej niż status tła dla medialnej rozgrywki. Bez względu na to, jak potoczą się losy sprawy pomiędzy mieszkańcem, komendantem i burmistrzem, miasto nie powinno ponosić konsekwencji konfliktów, których nie wywołało.

Internet daje narzędzia do szybkiego informowania, ale nie zwalnia z obowiązku weryfikacji faktów. Gdy rzekomo prawdziwe screeny i nagrania trafiają do sieci bez kontekstu, a komentarze zastępują postępowanie wyjaśniające, tracimy wszyscy. Traci dziennikarstwo, które z wymiany informacji zamienia się w walkę o zasięgi. Traci lokalna społeczność, której wizerunek budowany jest na podstawie fragmentów rozmów wyrwanych z szerszego kontekstu. I tracą czytelnicy, którym zamiast faktów podaje się gotowe wyroki.

Zanim więc kolejny raz udostępnimy nagranie, nazwiemy kogoś winowajcą i przyłączymy się do internetowej nagonki, warto zadać sobie pytania: czy naprawdę widzimy całą sprawę, czy jedynie jej fragment, który ktoś chciał nam pokazać? A może to co zostało udostępnione jest zmanipulowane?

Dopóki nie poznamy stanowiska wszystkich stron i nie poczekamy na oficjalne ustalenia prokuratury oraz sądu, każda ocena pozostaje przedwczesna. Zanim wydasz wyrok, sprawdź, co jest faktem, a co jedynie czyjąś interpretacją.

Telewizja Kłodzka stanowczo sprzeciwia się takim działaniom i apeluje o odpowiedzialność, rzetelność oraz powstrzymanie internetowej nagonki do czasu wyjaśnienia sprawy przez odpowiednie organy.

Idź do oryginalnego materiału