Fałszywa „Służba Sąsiedzka” w Luboniu. Internetowa prowokacja dzieli mieszkańców.

4 godzin temu

W ostatnich dniach na lokalnych grupach facebookowych w Luboniu pojawiły się wpisy informujące o rzekomym powstaniu nowej inicjatywy pod nazwą „Służba Sąsiedzka”. Autorzy postów przekonywali, iż celem projektu jest „dbanie o porządek i bezpieczeństwo”, a w praktyce – dokumentowanie przypadków łamania przepisów przez mieszkańców.

Według treści jednego z wpisów już w ciągu pierwszych 24 godzin do inicjatywy miały dołączyć dwie osoby, które rozpoczęły „patrole” w godzinach popołudniowych i wieczornych, zwłaszcza w weekendy. Zapowiadano także publikowanie raportów dwa razy w tygodniu. Wśród „wykroczeń”, które miały być dokumentowane, wymieniano m.in. nieprawidłowe parkowanie, palenie śmieciami w piecach, picie alkoholu w miejscach publicznych, niesprzątanie po psach czy palenie marihuany.

Post gwałtownie wywołał burzę w komentarzach. Część mieszkańców wyraziła oburzenie i obawy przed powrotem do praktyk kojarzonych z donosicielstwem. Pojawiły się porównania do ORMO, ostrzeżenia przed eskalacją konfliktów sąsiedzkich oraz zarzuty o bezprawne działania. Inni użytkownicy zwracali uwagę, iż prawdziwa pomoc sąsiedzka powinna polegać raczej na wzajemnym wsparciu, a nie na „patrolowaniu” i raportowaniu wykroczeń.

Szybko okazało się jednak, iż sprawa nie dotyczy wyłącznie Lubonia.

Ten sam post w całej Polsce

Identyczne lub niemal identyczne wpisy pojawiły się jednocześnie w wielu miastach w Polsce, m.in. w Otwocku, Piasecznie, Dzierżoniowie, Mysłowicach, Żyrardowie, Ciechanowie, Redzie i w miastach na Śląsku. Różniła się jedynie nazwa miejscowości, czasem dodawano też nazwy osiedli lub ulic, co miało uwiarygodnić przekaz.

Schemat był zawsze ten sam:
– „dwie osoby dołączyły w pierwszej dobie”,
– „patrole po południu i w weekendy”,
– „raporty dwa razy w tygodniu”,
– identyczna lista rzekomo dokumentowanych wykroczeń.

Co istotne, nie istnieje żadna oficjalna organizacja, stowarzyszenie ani inicjatywa obywatelska działająca pod nazwą „Służba Sąsiedzka”, a żaden z samorządów, w których pojawiły się posty, nie potwierdził istnienia takiego projektu ani współpracy z nim.

Wszystko wskazuje na to, iż mamy do czynienia z zaplanowaną akcją internetową – prowokacją lub formą dezinformacji.

Emocje, podziały i zasięgi

Eksperci zajmujący się dezinformacją zwracają uwagę, iż tego typu treści są skonstruowane tak, aby wywoływać silne emocje. Tematy porządku publicznego, donoszenia na sąsiadów i kontroli zachowań społecznych bardzo gwałtownie polaryzują odbiorców i prowadzą do ostrych sporów.

Tego typu posty mogą:

  • prowokować konflikty między mieszkańcami,

  • budować nieufność w lokalnych społecznościach,

  • testować reakcje społeczne,

  • lub po prostu generować zasięgi i aktywność w mediach społecznościowych.

W Luboniu wpisy doprowadziły do licznych kłótni w komentarzach i wzajemnych oskarżeń, mimo iż sama inicjatywa – jak się okazuje – prawdopodobnie w ogóle nie istnieje.

Egzekwowanie prawa to zadanie służb

Warto przypomnieć, iż egzekwowanie przepisów w Polsce należy do uprawnionych instytucji: policji, straży miejskiej, inspekcji i innych organów, a nie do anonimowych „patroli” działających w mediach społecznościowych.

Mieszkańcy mają oczywiście prawo zgłaszać realne problemy odpowiednim służbom, jednak tworzenie atmosfery wzajemnej podejrzliwości i straszenie „raportami” publikowanymi w Internecie nie sprzyja budowaniu bezpiecznej i zintegrowanej społeczności.

Apel o rozsądek

W obliczu podobnych wpisów warto zachować ostrożność i zdrowy dystans. Zanim udostępnimy emocjonalny post, dobrze jest sprawdzić jego źródło, zwrócić uwagę na powtarzalność treści w innych miastach i zgłosić podejrzane wpisy administratorom grup.

Luboń, jak wiele innych miast, potrzebuje współpracy, dialogu i realnych działań na rzecz poprawy jakości życia – nie internetowych prowokacji, które dzielą mieszkańców i podsycają wzajemną nieufność.

Idź do oryginalnego materiału