FAJBUSIEWICZ: Zniknęła 20 lat temu. Niedawno sąd uznał ją za zmarłą

5 godzin temu

23-letnia Justyna mieszkała z rodzicami w Kamieniu Pomorskim. Pracowała w banku, a wieczorami studiowała w Szczecinie. Tego dnia wyszła z domu, mówiąc, iż jedzie na zajęcia i wróci za dwa dni – miała nocować u koleżanki. Nie było w jej zachowaniu nic niepokojącego. Ustalono jedynie, iż o 19.20 wyszła z domu przy ul. Topolowej i skierowała się w stronę ul. Szczecińskiej. Tam ślad się urywa. O tej porze nie kursowały już autobusy do Szczecina, co od początku budziło wątpliwości. Jedna z wersji mówiła, iż wsiadła do samochodu – czy była to okazja, czy ktoś po nią podjechał, do dziś nie wiadomo.

Rodzice gwałtownie zgłosili zaginięcie córki. Po dwóch dniach z telefonu Justyny wysłano do jej koleżanki i brata identyczne SMS-y: „Wyjeżdżam daleko stąd”. To był ostatni ślad. Czy wysłała je sama? Rodzice są przekonani, iż nie. Matka twierdziła, iż dzień wcześniej Justyna nie miała już telefonu – miał go zabrać Rafał, mężczyzna, z którym się spotykała.

Billingi potwierdziły, iż po zniknięciu Justyny z jej numeru wykonywano połączenia do znajomych Rafała. Nic dziwnego, iż wiele osób zaczęło łączyć sprawę właśnie z nim. Poznała go kilka miesięcy wcześniej; miał być w nieformalnym związku z inną kobietą, ale romans z Justyną trwał. Znajomi mówili, iż zakochała się w nim mocno.

W sprawie pojawił się też wątek finansowy. Wraz ze zniknięciem Justyny zniknęło kilkanaście tysięcy złotych z banku, w którym pracowała. Wcześniej wzięła kredyt – łącznie około 40 tys. zł. Do dziś nie wiadomo, gdzie trafiły te pieniądze, choć wiele wskazywało, iż mogły zasilić konto nowo poznanego 25-latka.

Jednym z problemów w ustaleniu prawdy było to, iż Justyna kilka mówiła o swoim życiu – zwłaszcza o kontaktach. Portal ikamien.pl opisywał ją jako osobę miłą, serdeczną, bardzo uczynną, ale zamkniętą w sobie. Rodzice, gdy rozmawiałem z nimi w 2009 r., powtarzali, iż „miała swoje maleńkie tajemnice”.

Rodzina robiła wszystko, by odkryć, co się stało. Zaangażowano Rutkowskiego – bez rezultatu. Sięgnięto po lansowanego wtedy przez TVN jasnowidza Jackowskiego. Ten „zobaczył” mord tępym narzędziem i ciało wrzucone do Odry. Zwłok nigdy nie znaleziono, a zdesperowana rodzina wydała na tych „specjalistów” wszystkie oszczędności.

Na lokalnym portalu pojawiały się sugestie, iż z zaginięciem Justyny może mieć związek jej były chłopak. Niektórzy twierdzili nawet, iż ją zamordował, gdy chciała zakończyć relację. Przez lata sprawą zajmowało się Archiwum X, które nie znalazło żadnego bezpośredniego dowodu przeciwko Rafałowi, choć – jak mówiono – po alkoholu miał się chwalić, iż „zaciukał dziewczynę na bagnach”. W jego samochodzie technicy odkryli ślady krwi niewiadomego pochodzenia. Po zniknięciu Justyny odmówił badania wariografem. Policja przesłuchała kilkadziesiąt osób, sprawdzono każdą poszlakę, także najbardziej absurdalną – bez efektu.

Została rodzina: zrozpaczona matka, ojciec, rodzeństwo, przyjaciele. Dopóki nie poznają prawdy, nikt nie zazna spokoju. jeżeli Justyna żyje – zawsze ją przyjmą. A jeżeli nie…

Po latach na lokalnym portalu napisano: „Niejasne wątki, dziwny związek z pewnym mężczyzną, pobrana wysoka kwota pieniędzy z pracy – policjanci od lat próbują znaleźć choć jeden pewny trop. Próbowano wszystkiego: prywatnych śledztw, jasnowidza. Bez skutku. Nie udało się ustalić ani miejsca pobytu, ani tego, co się stało z dziewczyną”.

W Kamieniu Pomorskim do dziś mówi się, kto mógł mieć związek ze sprawą. Pod artykułami pojawiały się setki komentarzy – nazwiska, fakty, teorie, plotki. „W tak małym miasteczku to nie do pomyślenia, iż nikt nic nie widział. Uważam, iż Justyna została porwana. Są świadkowie, którzy boją się mówić” – pisał jeden z internautów.

Przez lata brano pod uwagę wszystkie klasyczne wersje: ucieczkę, porwanie, morderstwo, samobójstwo. Żadna nie została potwierdzona.

Wiesz coś o losie dziewczyny – pisz: [email protected]

Idź do oryginalnego materiału