Agata Juszczak niedługo przed zniknięciem, bo w lutym, rozwiodła się z mężem. Sąd postanowił, iż dziewczynki zamieszkają z matką, a rodzice będą mieć równe prawa do dzieci. Małżonek jakiś czas wcześniej wyprowadził się ze wspólnego domu przy ul. Astrów w Łodzi i z nową partnerką ułożył sobie życie. Kiedy przed laty prezentowałem tę sprawę na antenie Polsat Play, siostra zaginionej twierdziła, iż nie było najmniejszego powodu, aby Agata zniknęła. Jeszcze trzy dni wcześniej odbywały się uroczystości związane z komunią jednej z córek. Dziewczynka nie była do końca zadowolona, bowiem nie pojawił się jej tata.
Tajemniczy dramat rozegrał się w środę 23 maja 2012 roku. Policji udało się odtworzyć zdarzenia zaledwie z kilku pierwszych godzin tego poranka. Agata około godziny 8 odwiozła córki do szkoły. Na pewno wróciła do domu, bo potwierdził to jej były mąż, który złożył wizytę eksmałżonce około godziny 9. Na podstawie billingów policja ustaliła, iż kilka minut wcześniej telefonowała do klienta. Była to zawodowa, rutynowa rozmowa na temat przygotowywanej przez panią Agatę kreacji. O czym była rozmowa z byłym mężem, to wie tylko poranny gość i pewnie przesłuchująca go policja. Siostra zaginionej twierdziła, iż byli małżonkowie rozmawiali pewnie o podziale majątku, czego nie ustalili w czasie sprawy rozwodowej. Nie bardzo mogli się w tej sprawie dogadać, więc pani Agata wniosła sprawę do sądu. Miała ponoć dostać od byłego męża mieszkanie, pozostawiając dom, ale mieszkanie zapisane na córki. Tak twierdziła moja informatorka, czyli siostra. Ona też utrzymywała, iż tego ranka ktoś musiał siłą lub podstępem uprowadzić Agatę z domu rodzinnego przy ul. Astrów. Zniknęła około godziny 9.30. Wskazywała na to logika zdarzeń, a także efekt oględzin. „W domu pozostały wszystkie osobiste rzeczy pani Agaty, a także klucze od domu, pilot od bramy, kluczyki od samochodu i wreszcie sam samochód. Czy kobieta opuściłaby dom, nie zabierając torebki? Policja w czasie oględzin nie znalazła śladów walki w mieszkaniu. Mogło się więc zdarzyć coś gwałtownego i może zaplanowanego. Ale to tylko jedna z wersji zdarzeń” – mówił mi przed laty komisarz Adam Kolasa z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. „To jedna z najbardziej tajemniczych spraw ostatnich lat w naszym mieście” – dodał.
Minęło kilka godzin, kiedy to około godz. 17 telefonowano do pani Agaty ze szkoły, ale nikt nie odbierał. Zadzwoniono więc do byłego męża. Poproszono, by zabrał dziewczynki ze szkoły, bo z matką nie ma kontaktu. Telefon Agaty Juszczak, którego nigdy nie odnaleziono, działał jeszcze przez dwa dni, ale nikt go nie odbierał. Już wtedy uważano, iż są małe szanse na to, iż mama dwóch córek żyje. Prokuratura i policja pozostały bezradne w tej sprawie. Rodzina wykluczyła samobójstwo. Mimo kłopotów rozwodowych Agata kochała córki i miała rozległe plany i pomysły związane ze swoją firmą. Na zdjęciu z komunii córki, wykonanym kilka dni przed zaginięciem Agaty, widać uśmiechniętą, szczęśliwą kobietę. Choć zajmowałem się tą sprawą w wielu mediach, nigdy nie napłynęły żadne informacje dotyczące losów Agaty. Dziś powróciłem do niej, bowiem należy do tych, które nie dają mi spokoju. Czyżby to była zbrodnia doskonała? Komisarz Adam Kolasa przed laty twierdził, iż każda wersja zdarzeń jest możliwa, włącznie z tą, iż zaginiona żyje, bo mogła np. zerwać z niewiadomych powodów kontakt z rodziną bądź zostać porwana. Siostra zaginionej mało wierzy w te dwie ostatnie wersje. Ja od początku również.
Agata Juszczak – urodzona w 1972 roku, zamieszkała w Łodzi przy ul. Astrów. Rysopis zaginionej kobiety: wzrost – 164 cm, waga – ok. 52 kg, szczupła budowa ciała, pociągła twarz, nos prosty, szczupły, uzębienie pełne, naturalnie białe. Zaginiona ubrana była prawdopodobnie w bluzkę z krótkimi rękawami koloru jasnobeżowego i ciemno beżowe spodnie materiałowe (w takim ubraniu w dniu zaginięcia zawiozła córki do szkoły około godz. 7.30).
Wiesz coś o tej sprawie – pisz: mail: [email protected]

3 godzin temu









English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·