Pomógł rodzinie z Piły w ustaleniu sprawców wielomiesięcznego nękania, sam stał się ofiarą ataków. Pod dom dziennikarza Jacka Kwiatkowskiego przyjeżdżały osoby z przedmiotem przypominającym broń, w internecie mu grożono. Pan Jacek dostarczył funkcjonariuszom szereg dowodów. - Powiedziano, iż tych interwencji jest tak dużo, iż ja już staję się męczący dla policji - opisywał. Materiał "Interwencji".
Dziennikarz pomógł nękanej rodzinie, sam stał się celem ataków

Dramatyczną historię państwa Jaworskich z Piły dziennikarze "Interwencji" nagłaśniali w kwietniu tego roku. Zaczęło się niewinnie od obrzucania jajkami ich domu. Ataki na nieruchomość przybierały na sile.
- 18 lutego nagrali się sprawcy, którzy przyjechali po raz kolejny pod nasz dom i zniszczyli skrzynkę, zerwali ją z płotu, wrzucili ja na podwórko. Rozsypała się w drobny mak. W nocy, ci sami sprawcy, też zamaskowani pomimo tego, iż zapaliły się halogeny, monitoring, weszli na posesję. Jeden z nich został przy bramce i montował petardy, a dwóch sprawców podeszło do auta, spuścili powietrze i porysowali samochód. Po całej akcji z samochodem odpalili petardy. Policja nam nic nie pomogła. To trwało pół roku, gdzie siedzieliśmy i czekaliśmy, bo jest sobota, czy przyjdą - opowiadała wówczas dziennikarzom "Interwencji" Barbara Jaworska.
- To było około pierwszej, drugiej w nocy. Usłyszałem wybuch skrzynki pocztowej i od razu za nimi pobiegłem. Tak jak byłem ubrany w nocy, choćby w butach spałem, to tak wybiegłem - powiedział 16-letni Grzegorz Jaworski, który podczas jednego z incydentów rzucił się pogoń za wandalami.
Dziennikarz pomógł rozwiązać zagadkę ataków na dom w Pile. "Zesłały nam go chyba niebiosa"
Początkowo policja sprawę umarzała. W jej rozwiązaniu pomógł dziennikarz lokalny, Jacek Kwiatkowski.
- Pana Jacka to zesłały nam chyba niebiosa. Rozwiązał tę sprawę. Pomógł to pchnąć w ogóle dalej, bo by było pewnie dalej umorzenie – komentowała pani Barbara.
- Jak można nękać rodzinę i przez pół roku nie ustalić sprawców? Za wskazanie sprawców osobiście wyznaczyłem nagrodę, której nie uzgadniałem z rodziną. Słowo nagroda zadziałało. Moim źródłem informacji, jest osoba, która boi się tych sprawców. Dało mi wszystko, również nagrania. Grupa założyła sobie fanpage na jednym z profili społecznościowych. Fanpage był niewidoczny dla ogółu. Zgłosiłem to policji - tłumaczył dziennikarz Jacek Kwiatkowski.
- Sprawa odbyła się w Pile i tego samego dnia się zakończyła wyrokiem moim zdaniem niesprawiedliwym. Uznano ich za winnych i to jest jedyny plus tego wszystkiego. Dostali opiekę kuratora. My dostaliśmy od dwóch rodzin zadośćuczynienie w kwocie po trzy tys. złotych od każdego – opowiada Barbara Jaworska.
ZOBACZ: Gmina odcina ludzi od ciepła. Mieszkańcy nie dowierzają
Po emisji reportażu agresja nastolatków zwróciła się przeciwko lokalnemu dziennikarzowi, panu Jackowi Kwiatkowskiemu i jego rodzinie. Ataki i przemoc realizowane są już ponad miesiąc. Co na to policja? Podobnie jak w poprzedniej sprawie – niewiele.
- Niestety, ale w moim przypadku osoba, która brała udział w tej sprawie, uderzyła moją córkę w twarz. I to było na tyle silne uderzenie, iż ona na chwilę straciła przytomność, na kilka sekund. Oko zostało naruszone - komentuje Jacek Kwiatkowski, dziennikarz.
- Mogę tylko powiedzieć, iż sprawa jest w toku. Odpowiednim władzom przekazałam i zajmują się tym. Dbam o bezpieczeństwo dzieci, dbam o bezpieczeństwo pracowników szkoły - zapewnia Magdalena Michalska, dyrektorka szkoły.
Dziennikarze "Interwencji" chcieli porozmawiać z rodzicami nastolatka. Niestety nikt nie otworzył im drzwi.
- Przeciwko mnie zaczęto prowadzić hejt. Te "dzieci" potrafią przyjeżdżać pod mój dom, przyjeżdżać samochodem z bronią. Nie wierzyłem temu, co zobaczyłem na własne oczy. Na kolanach kierowcy leżał karabin, on go wziął podniósł w moim kierunku. Lufę skierował w moją stronę. Ja się odsunąłem, samochód odjechał. Policja przyjechała i usłyszałem, iż ujawnili z tyłu przedmiot. Ten sam kierowca, w tym samym dniu, on ponownie przyjeżdża do naszej miejscowości - relacjonuje Jacek Kwiatkowski.
- Rzeczywiście w ostatnim czasie było około 20 takich interwencji zgłoszonych przez pana Jacka. Policjanci, którzy byli kierowani na te interwencje, legitymowali rożne osoby, sporządzali z tego dokumentacje. Przynajmniej do tej pory z tych interwencji nie zidentyfikowaliśmy takich zachowań, które można by było zakwalifikować jako przestępstwo – mówi dziennikarzom "Interwencji" Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.
Dziennikarz kontra nastolatkowie. "Utworzono hejterską stronę przeciwko mnie"
- Okazuje się, iż osoby, które gdzieś delikatnie w przeszłości dotknąłem prawnie, na łamaniu przepisów prawa, na czynieniu innym zła, one się skrzyknęły i utworzyły choćby stronę hejterską przeciwko mojej osobie. To jest w ogóle niebywałe, na której poruszono moje życie prywatne. Na której udostępniono moją podobiznę, moje tablice rejestracyjne, na której wskazano gdzie mieszkam. Na której na przykład pisze się, iż trzeba mi strzelić w głowę pistoletem na gumowe kule - relacjonuje Jacek Kwiatkowski.
ZOBACZ: Pochował dziecko i żonę. Teraz musi spłacić teściów
- Policjanci, którzy prowadzą tę sprawę wystąpili formalnie do centrali Facebooka, by dowiedzieć się, kto za tym profilem stoi. Liczymy na to iż w ciągu kilku tygodni taką odpowiedz otrzymamy – mówi Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.
- Profil jest dalej aktywny. Dostarczyłem policji, szereg sytuacji z miesiąca, gdzie mnie wyzywano, grożono, iż spadnie mi łeb. To choćby mi powiedziano, iż tych interwencji jest tak dużo, iż ja już staję się męczący dla policji - dodaje pan Jacek.


1 godzina temu










English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·