Dwa lata więzienia za znęcanie się nad zwierzętami w Wojtyszkach

1 dzień temu

Sąd Rejonowy w Sieradzu skazał byłą właścicielkę schroniska dla zwierząt w Wojtyszkach na dwa lata bezwzględnego pozbawienia wolności. Wyrok zapadł 17 września 2026 r. i jest nieprawomocny. Sprawa była jednym z najgłośniejszych postępowań dotyczących warunków, w jakich przetrzymywano bezdomne zwierzęta w Polsce.

Proces przed Sądem Rejonowym w Sieradzu trwał blisko trzy lata. Na ławie oskarżonych znalazły się Anna S., która prowadziła schronisko, oraz inne osoby związane z jego funkcjonowaniem. Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim zarzucała oskarżonym znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad zwierzętami. W akcie oskarżenia wskazywano m.in. na niewłaściwe warunki bytowe, niedostateczną opiekę weterynaryjną oraz brak odpowiedniej ilości karmy i wody.

Ostatecznie sąd uznał Annę S. za winną i wymierzył jej karę dwóch lat więzienia. Elżbieta K., która później formalnie zarządzała schroniskiem, została skazana na 10 miesięcy więzienia z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na trzy lata. Lekarka weterynarii Kinga Z. została uniewinniona. Wobec obu skazanych kobiet orzeczono również zakazy prowadzenia w najbliższych latach działalności związanej z opieką nad zwierzętami oraz nawiązki na rzecz organizacji zajmujących się ochroną zwierząt.

Sędzia Maciej Leśniowski, uzasadniając wyrok, zwrócił uwagę m.in. na bardzo niski poziom adopcji zwierząt ze schroniska. Według ustaleń sądu wynosił on około 14 procent. Wskazał również, iż system finansowania polegający na otrzymywaniu przez schronisko pieniędzy od samorządów za przetrzymywanie zwierząt mógł powodować, iż ekonomicznie bardziej opłacalne było ich dalsze utrzymywanie niż doprowadzanie do adopcji.

Sąd nie podzielił w pełni wszystkich ocen dotyczących Wojtyszek pojawiających się m. in. w mediach społecznościowych. W uzasadnieniu sędzia odniósł się do określeń takich jak „mordownia” czy „obóz dla zwierząt”, wskazując, iż nie odpowiadały one w pełni rzeczywistości, skoro część zwierząt przebywała tam przez lata. Jednocześnie sąd uznał zachowanie przypisane właścicielce za czyn o wysokim stopniu społecznej szkodliwości.

Sprawa Wojtyszek ma długą historię. Już w listopadzie 2021 r. na terenie schroniska przeprowadzono interwencję prokuratury i organizacji zajmujących się ochroną zwierząt. Z placówki odebrano wówczas m.in. psy, koty i króliki, a właścicielka usłyszała pierwsze zarzuty. Kolejna duża interwencja nastąpiła w lutym 2023 r. Wtedy zabezpieczano dalszy materiał dowodowy, a z terenu schroniska zaczęto wywozić kolejne zwierzęta.

Proces został niespodziewanie przedłużony w lipcu tego roku. Sąd, który miał wówczas ogłosić wyrok, zdecydował o wznowieniu przewodu sądowego. Powodem była m.in. potrzeba przesłuchania pracownika Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej, który uczestniczył w interwencji w Wojtyszkach w listopadzie 2021 r., a także możliwość zakwalifikowania zarzucanych czynów jako ciągu przestępstw.

Wyrok nie kończy jednak sprawy. Prokurator Sylwia Wróbel poinformowała, iż po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia prokuratura zamierza wnieść apelację. Także pełnomocniczka Fundacji Mondo Cane zapowiedziała odwołanie, w szczególności w zakresie kwalifikacji prawnej czynu oraz uniewinnienia lekarki weterynarii.

Historia Wojtyszek jest przy tym szersza niż sam proces karny. Przez lata prywatna placówka zawierała umowy z samorządami na odławianie i utrzymywanie bezdomnych zwierząt. W szczytowym okresie w Wojtyszkach miało przebywać jednocześnie choćby kilka tysięcy psów i kotów. Już wcześniej działalność schroniska była przedmiotem postępowań administracyjnych i sądowych dotyczących m.in. jego zezwoleń oraz nadzoru weterynaryjnego.

→ red.

19.09.2026

• foto:

• więcej o zwierzętach: > tutaj

Idź do oryginalnego materiału