Dostarczyli towar za 5 mln zł. Nie otrzymali zapłaty

1 godzina temu

Grupa hodowców drobiu przekazała w styczniu do ubojni z Rzeszowa towar wart około pięć milionów złotych. Pokrzywdzeni do dziś jednak nie dostali zapłaty. W ubojni pojawił się komornik, a jej przedstawiciel Sławomir B. oskarża syndyka o nieprawidłowości. Sprawę bada prokuratura. Dla większości z pokrzywdzonych odzyskanie pieniędzy to być albo nie być. Materiał "Interwencji".

Polsat News
Hodowcy drobiu czekają na miliony złotych od ubojni w Rzeszowie

W styczniu grupa hodowców drobiu ze wschodniej Polski nawiązała współpracę z ubojnią z Rzeszowa. Ubojnia odebrała od nich towar, wart w sumie około 5 mln zł.

- Miałem podpisany kontrakt z firmą. Raz do nich sprzedawałem i tam mi raz zapłacili. Za drugim razem też sprzedaliśmy kurczaki i od tej pory nie mamy pieniędzy. Chodzi o wartość 1,3 mln zł - mówi pan Patryk Maśliński, hodowca drobiu.

- To był przełom stycznia i lutego. Na rynku akurat nie było zbyt słodko i trzeba było znaleźć ubojnię, która mogłaby zaoferować jakieś godziwe pieniądze. I wtedy natknąłem się na tego Sławomira B., który zaoferował mi, iż zabierze po prostu te kurczaki i sprzedałem mu cały rzut. Mówimy tu o kwocie 1,09 mln zł - dodaje hodowca Radosław Kochaczewski.

- To było 530 tys. zł, zwrócił mi 50 tys. w ciągu około dwóch tygodni. Myślałem, iż zwróci mi całość - dodaje Tomasz Dolniak.

ZOBACZ: Nigdy nie znaleziono ciała. Zostali skazani na 25 lat więzienia

Poszkodowanych pozostało więcej. Część hodowców otrzymała niewielkie zwroty, część nie otrzymała nic, mimo zapewnień przedsiębiorcy.

- On mi dokument podpisał, iż on w ciągu trzech dni odda mi te pieniądze. Bardzo przekonywująco mi powiedział: Proszę pani, pani się nie martwi. Dzisiaj do Pani pieniądze wyjdą, chyba iż księgowa coś tam nie zdąży, to ewentualnie jutro. Byłam przekonana, iż zapłaci - mówi pani Teresa Nikończuk.

Hodowcy wierzyli, iż zapłaci. Oświadczenie przedsiębiorcy

Po upłynięciu pół roku od terminu płatności, hodowcy przestali wierzyć w zapewnienia Sławomira B. Wielu z nich znalazło się w bardzo trudnej sytuacji.

- Musieliśmy wziąć kredyt, żeby to wszystko uzupełnić i tak naprawdę nie stracić wiarygodności wśród naszych sprzedawców i odbiorców naszych płodów rolnych - mówi pani Marta Grabińska.

- Milion złotych to jest ogromna suma. Muszę opłacić pasze, pisklaki, weterynarię, pracowników i tak dalej. Zaciągnąłem pożyczki, mam długi, spowolniłem po prostu swoją płynność finansową. Liczę tutaj na wyrozumiałość kontrahentów - komentuje Radosław Kochaczewski.

ZOBACZ: Horror w Rudzie Śląskiej. Pomylone groby i nielegalne ekshumacje

Firma Sławomira B. jest w stanie upadłości. On sam twierdzi, iż przyczyną jego problemów z wypłacalnością są nieporozumienia z syndykami.

"Przepraszam wszystkie wskazane osoby za przedłużające się oczekiwanie na pieniądze, niepewność oraz konsekwencje, jakie opóźnienie wywołało w ich gospodarstwach (…). Rozumiem, iż brak zapłaty może zagrozić funkcjonowaniu gospodarstwa. (…) Nie zamierzam tej sytuacji bagatelizować. (…) Proszę jednak uwzględnić, iż również ubojnia została postawiona w dramatycznej sytuacji. Spółka zaangażowała wielomilionowe środki, zatrudniła pracowników, uruchomiła zakład, uruchomiła własną hodowlę, a następnie utraciła możliwość korzystania z niego. W ocenie ubojni nastąpiło to wskutek poważnych nieprawidłowości po stronie syndyka (…)" - czytamy we fragmencie oświadczenia prezesa ubojni Sławomira B.

Oddali towar za miliony złotych. Prokuratura zajmuje się sprawą

Oficjalnie Sławomir B. jest w zarządach czterech spółek. Ekipa "Interwencji" sprawdziła - pod żadnym z adresów nie ma biura. W siedzibie upadłej ubojni spotkaliśmy przedstawicieli syndyków i windykatora z firmy leasingującej maszyny.

- W lutym, z tego co wiem, doszło do ostatniego uboju. Zajęcie komornicze było w końcówce kwietnia. Trzy miesiące nie prowadził działalności, więc to jest tak na dobrą sprawę tutaj wyłącznie wymówka. Bardzo szemrany gość - słyszymy od przedstawicieli i windykatora podczas wizyty w ubojni.

Sprawę bada prokuratura. Dla większości z pokrzywdzonych odzyskanie pieniędzy to być albo nie być.

ZOBACZ: Kupili mieszkania, akt własności dostali po latach. Mają spłacić dług dewelopera

- 7 lipca bieżącego roku prokurator Prokuratury Rejonowej dla miasta Rzeszów wydał postanowienie o wszczęciu śledztwa. Postanowienie o wszczęciu śledztwa zostało poprzedzone przeprowadzeniem postępowania sprawdzającego. Wyniki tego postępowania pozwoliły na ustalenie, iż jest duże prawdopodobieństwo, iż doszło do popełnienia przestępstwa objętego tym śledztwem - mówi reporterowi "Interwencji" Krzysztof Ciechanowski z Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.

- Chciałabym odzyskać pieniądze, są nam potrzebne. Ta sprawa nam po prostu odbiera życie - podsumowuje pani Teresa Nikończuk.

Cały reportaż Jana Kasi można obejrzeć na stronie programu "Interwencja".

WIDEO: Jako 14-latka była bliska śmierci. Spotka ratownika ponownie po 20 latach
Idź do oryginalnego materiału