Don-roe Doctrine: Trump znów straszy świat

1 dzień temu

Donald Trump po raz kolejny udowadnia, iż dyplomacja w jego wydaniu nie zna półśrodków. Po głośnej operacji wojskowej, w wyniku której były prezydent Wenezueli Nicolás Maduro został zatrzymany i przewieziony do Stanów Zjednoczonych pod zarzutem handlu narkotykami, prezydent USA wysłał światu jasny sygnał: Ameryka wraca do polityki twardej ręki na półkuli zachodniej.

– „Amerykańska dominacja w tym regionie nigdy więcej nie będzie kwestionowana” – oświadczył Trump, nazywając swoją strategię przewrotnie „Don-roe Doctrine”, nawiązując do doktryny Monroe’a z XIX wieku. To nie tylko gra słów, ale zapowiedź nowej – starej wizji świata, w której Waszyngton znów chce być jedynym rozgrywającym w Amerykach.

Na liście państw objętych ostrą retoryką znalazła się Grenlandia, którą Trump określa jako „kluczową dla bezpieczeństwa narodowego USA”, podważając zdolność Danii do jej obrony. Choć władze Grenlandii i Kopenhagi jednoznacznie odrzucają możliwość sprzedaży lub aneksji, w Białym Domu mówi się o „różnych opcjach”, co w Europie wywołuje poważne zaniepokojenie.

Niepokój rośnie także na Karaibach. Kuba – zdaniem Trumpa – „jest gotowa do upadku”, zwłaszcza po utracie wsparcia energetycznego z Wenezueli. Sekretarz stanu Marco Rubio otwarcie sugeruje, iż w Hawanie powinni „spodziewać się najgorszego”, choć oficjalnie Waszyngton deklaruje, iż na razie nie planuje bezpośrednich działań.

Jeszcze ostrzejsze słowa padły pod adresem Kolumbii. Trump oskarżył prezydenta Gustavo Petro o tolerowanie produkcji kokainy i nie wykluczył interwencji militarnej. Sankcje, groźby i narastające napięcie dyplomatyczne pokazują, iż relacje między obu krajami są najgorsze od lat.

Na Bliskim Wschodzie również wrze. Protesty w Iranie i wcześniejsze amerykańskie naloty na obiekty nuklearne sprawiają, iż Trump znów sięga po język siły, ostrzegając Teheran przed „bardzo poważnymi konsekwencjami”.

W tle pojawia się jeszcze Kanada, Panama i dawne ambicje przejęcia kontroli nad Kanałem Panamskim. Choć część wypowiedzi Trumpa brzmi jak polityczna prowokacja, historia pokazuje, iż w jego przypadku słowa często poprzedzają czyny.

Europejscy przywódcy przypominają o zasadach Karty Narodów Zjednoczonych, suwerenności i nienaruszalności granic. Jednak pytanie pozostaje otwarte: czy „Don-roe Doctrine” to tylko retoryczna ofensywa na potrzeby polityki wewnętrznej, czy zapowiedź nowej ery amerykańskiego interwencjonizmu?

Jedno jest pewne – świat znów uważnie słucha Waszyngtonu. I coraz częściej robi to z niepokojem.

Idź do oryginalnego materiału