CZY PIS-OWCY przez cały czas STOJĄ „MUREM ZA MUNDUREM”?

polskawolna.pl 2 godzin temu

Oczywiście, iż przez cały czas stoją i retorsje – z pałowaniem i rzucaniem na ziemię włącznie – wobec uczestników manifestacji przed Trybunałem Stanu tego faktu nie zmienią. Po prostu – nastąpiła cykliczna zmiana ról w trwającej ponad dwadzieścia lat POPiS-owej ustawce i teraz „murem za mundurem” stoją wyznawcy Donalda Tuska, spolegliwego kundla IV Rzeszy Niemieckiej, niejednokrotnie wyrażającego swoją osobistą obcość, a czasami wręcz nienawiść wobec Polski i Polaków.

Od pewnego momentu ta nienawiść uległa dodatkowemu wzmocnieniu. Ten moment to publiczne wyznanie jego żony Małgorzaty o długotrwałym związku pozamałżeńskim z dobrym znajomym rodziny, poetą i sopockim samorządowcem Wojciechem F. Znam go i zaręczam, iż to nie jest Niemiec lub Ukrainiec. Szczególna to zatem potwarz dla Tuska, chyba choćby większa niż ciążący mu wizerunek małego kundla z wielkimi rogami. Istnieje ryzyko – a wręcz są już pierwsze dowody w tym względzie – iż będzie mścił się na Polakach jeszcze bardziej, gdyż z pobudek nie tylko ideologicznych czyli proniemieckich ale także jak najbardziej osobistych.

Pełna kontrola nad tzw. resortami siłowymi, niekoniecznie tylko mundurowymi, jak policja czy wojsko (vide: tajni funkcjonariusze z licznych służb trzyliterowych) daje Tuskowi całe spektrum sposobów nękania politycznych oponentów, zwłaszcza tych bezbronnych, o czym najdosadniej przekonują się szeregowi obywatele, których wiara w PiS i jego talmudycznego lidera rodem z Odessy popycha do nieprzemyślanych i z gruntu nieskutecznych zachowań w rodzaju wyzwisk na forach internetowych czy „planowania zamachu” na aktualne władze III RP.

O losy PiS-owskiej elity proszę się nie martwić. Kruk krukowi oka nie wykole, toteż nie tylko Ziobro czy Romanowski, pozostający poza granicami naszego kraju mogą czuć się bezpieczni. Maciarewicze, Kamińscy, Wąsiki i im podobni paradują nie dość, iż na wolności to jeszcze z przywilejem publicznych występów przed kamerami. Wierzą, może wręcz wiedzą, iż ich powrót do władzy jest pewny. W myśl sprawdzonej zasady, skrupulatnie przestrzeganej przez duet Tusk – Kaczyński: „Rządzimy na zmianę. My nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych”. Zwłaszcza, iż w „opozycji” też da się wyżyć. Same dotacje państwowe dla partii takiej jak PiS to kwota 26 milionów rocznie. Nie trzeba choćby palcem kiwnąć, aby brać i dzielić. Czyż można zatem dziwić się, iż zdecydowanymi przeciwnikami tzw. resetu konstytucyjnego polegającego na usunięciu wszystkich dotychczasowych sędziów TK i wybraniu nowych przez Sejm są – uwaga! – jednomyślnie Tusk i Kaczyński.

Gdy wszystko pójdzie zgodnie z planem i PiS-owcy znów przejmą władzę i policja, wojsko oraz funkcjonariusze służb trzyliterowych znów będą na ich usługach, wówczas już nie PO-owcy ale PiS-owcy będą gardłować „Murem za mundurem” i takie samego nastawienia żądać od zwykłych obywateli. Także tych, którzy np. w okresie pseudo-pandemii byli rzucani na ziemię i pałowani – bez względu na wiek oraz stan zdrowia – tylko dlatego, iż nie dali sobie wmusić zakładania szmat na twarz.

Już teraz w środowisku samych PiS-owców pojawiają się opinie, iż zamaskowani policjanci i policjantki nie dopuszczają posłów i uprawnionych urzędników do wykonywania ich obowiązków, ponieważ muszą spełniać rozkazy przełożonych. Dokładnie tak samo tłumaczyli się hitlerowscy zbrodniarze; to nie my, to Hitler tak kazał. A przecież w obecnych realiach funkcjonariusz Policji ma zagwarantowaną możliwość odmowy wykonania rozkazu niezgodnego z obowiązującym prawem.

Za PRL, czyli żydokomuny felernej osobnik taki jak widoczny powyżej Rafał Jankowski, szef związku zawodowego policjantów tylko z powodu fryzury a’la wyliniały hippis wyleciałby z punktu rekrutacyjnego na kopach jeszcze przed rozmową kwalifikacyjną. Dzisiaj natomiast skutecznie broni umundurowanych psychopatów przed upublicznianiem ich wizerunków, a choćby idzie jeszcze dalej odmawiając Polakom prawa do elementarnej samoobrony tylko dlatego, iż dwóch policyjnych debili dało się zastrzelić w radiowozie przez konwojowanego przestępcę z bronią czarnoprochową za pazuchą.

Dowiadujemy się też, iż policyjni związkowcy są przeciwni wykorzystywaniu funkcjonariuszy do celów innych niż statutowe. Ciekawe, jacy to związkowcy, gdyż na pewno nie jest to ich wieloletni szef, niejaki Rafał Jankowski (na zdjęciu). Nie kto inny ale właśnie on skutecznie zabiegał o bezwzględne karanie internautów ujawniających wizerunki policyjnych psychopatów przekraczających swoje uprawnienia podczas brutalnych interwencji wobec wspomnianych wyżej przeciwników „anty-covidowego” zeszmacenia.

Jeszcze dalej poszedł teraz żądając prawnego zakazu posiadania broni czarnoprochowej bez policyjnego zezwolenia i zarejestrowania, co oznaczałoby zupełnie rozbrojenie Polaków szukających sposobu na obronę np. przed bandytami zza wschodniej granicy, niekoniecznie tymi od Putina. Powód? Bulwersujący przypadek dwóch policyjnych debili, którzy nie przeszukali konwojowanego przestępcy przed wepchnięciem go do radiowozu, przypłacając to ewidentne naruszenie procedur gwałtownym, śmiertelnym zejściem ze służby wskutek postrzałów właśnie z broni czarnoprochowej. Mówiąc krótko – im głupszy policyjny narybek, tym gorsze konsekwencje dla obywateli.

Ciekawe, iż choćby w najbardziej „niezależnych” mediach nie znalazłem choćby wzmianki o zaskakująco wysokiej nadreprezentacji w policyjnych szeregach już drugiego pokolenia „resortowych dzieci” – pomiotów po hitlerowcach, stalinowcach, banderowcach itp. antypolskiej agentury zasilających już od zakończenia II wojny światowej wszystkie resorty siłowe.

To nie tylko kwestia obsadzania ministerialnych stanowisk (vide: Bodnar czy Siemoniak) oraz składu słuchaczy wyższych szkół policyjnych, gdzie Polaka najszybciej znajdzie się w charakterze konserwatora, ale również funkcjonariuszy niższego szczebla. Być może to przypadek, ale w ostatnich 30 latach, jakby uwzględniając nikczemne parametry fizyczne stepowej dziczy, praktycznie zrezygnowano np. z określania minimalnego wzrostu nie tylko wobec tzw. krawężników ale choćby wobec policjantów ruchu drogowego, a do oddziałów prewencyjnych przyjmuje się kandydatki, dla których problemem byłoby przeniesienie pełnych siatek z zakupami ze sklepu do mieszkania na IV piętrze. Te braki umundurowanych kurdupli nadrabia się coraz skuteczniej odpowiednim doposażeniem, włącznie z pistoletami maszynowymi. Ważne, aby wykonywali wszystkie, choćby najbardziej antypolskie i niezgodne z prawem, rozkazy.

Kto czytał „Folwark zwierzęcy” George’a Orwella ten dobrze wie, jak rządzące tymże folwarkiem świnie skutecznie trzymały w szachu resztę zwierząt przy użyciu odpowiednio tresowanych już od szczenięcia psów. Dzisiaj, w realiach III RP zmieniło się tylko tyle, iż do psów doszły jeszcze suki.

Stąd moja propozycja dla zdeklarowanych wyznawców POPiS-u i ich przystawek; zanim zaczniecie wtórować swoim politycznym przewodnikom i wydzierać się „Murem za mundurem” wejdźcie choćby na chwilę w rolę demonstrującego na pierwszej linii przeciwnika władzy (aktualnie KO, a może już niebawem PiS). Kilka uderzeń długą pałą wyleczy was skutecznie z miłości do umundurowanych funkcjonariuszy, wśród których odsetek osobników i osobniczek genetycznie zaprogramowanych na antypolskość rośnie z każdym nowym naborem. A gdy pała nie pomoże, w odwodzie pozostaje lek najskuteczniejszy, czyli broń ostra maszynowa już pisemnie rekomendowana do użycia przez głównego policmajstra III RP. Niestety, będzie to również lek, po którym możecie co najwyżej doczekać okolicznościowej klepsydry i partyjnej wiązanki na swoim grobie.

Henryk Jezierski
Zdjęcia: domeny publiczne
(05.11.2026)

Idź do oryginalnego materiału