REKLAMA
Od kilku lat Grażyna W. zaczęła coraz częściej sięgać po alkohol, wpadła też w depresję. Do tego dochodziły inne problemy zdrowotne, m.in. cukrzyca i astma. Uzależnienie doprowadziło kobietę do alkoholowej marskości wątroby. Jerzy W. zachęcał kobietę do terapii. Tym bardziej iż po pijanemu zachowywała się wulgarnie i agresywnie, niszczyła domowe sprzęty. Dochodziło też do awantur.
Zobacz wideo
Zobacz także: Sąd Najwyższy znów zajmie się sprawą Kajetana Poznańskiego
W rodzinie W. dwukrotnie wdrażano procedurę Niebieskiej Karty. Jerzy W. wzywał policję, licząc na to, iż skłoni to jego małżonkę do życia w trzeźwości. Policyjne interwencje przynosiły co prawda rezultaty, ale krótkotrwale. Potem kobieta znów zaglądała do butelki."Mąż leży w garażu cały we krwi"16 lutego 2021 r., Grażyna i Jerzy W. pojechali na zakupy, potem odwiedzili rodziców mężczyzny. W trakcie wizyty u teściów Grażyna W. miała sprawiać wrażenie nerwowej. Jerzy W. kilkukrotnie zwrócił jej uwagę, żeby się uspokoiła, ale nie doszło do kłótni. Po południu wpadł do nich jeszcze syn z wnukiem. Wieczorem Grażyna i Jerzy W. kroili razem cebulę do ryby po grecku. Oboje mieli położyć się spać osobno: Jerzy w pokoju na parterze, a Grażyna na piętrze.Jerzy W. wstał następnego dnia wcześnie rano, żeby napalić w piecu. Nie zdążył. Między godz. 6 a 9 rano został brutalnie zaatakowany w garażu: najpierw uderzony wielokrotnie stalowym młotkiem w głowę, potem doszły też ciosy nożem w szyję, w klatkę piersiową i w lewe podżebrze. Bezpośrednią przyczyną śmierci były rany kłute uszkadzające serce. Jerzy W. zmarł maksymalnie w ciągu kilku minut.
Po godz. 9 do Grażyny W. zadzwonił syn. Wcześniej dwukrotnie próbował dodzwonić się do ojca. Kobieta powiedziała synowi, iż mąż prawdopodobnie pali w piecu. W kotłowni mężczyzny jednak nie było. Z relacji kobiety wynikało, iż przeszła z piwnicy do garażu i tam znalazła ciało męża. Zadzwoniła do syna, ale ten nie odebrał, więc skontaktowała się z córką. Powiedziała, iż "tata leży nieprzytomny". Potem powiadomiła pogotowie.- Mąż leży w garażu cały we krwi. (...) Ja się boję, cały we krwi w garażu, zobaczyłam, weszłam do piwnicy - mówiła dyspozytorowi. Zaznaczyła, iż mąż nie reaguje na wołania. - Jestem cała roztrzęsiona - dodała.Jako pierwsza na miejscu pojawiła się partnerka syna małżeństwa W. Kobieta sprawdziła puls i oddech Jerzego W. Niewyczuwalne. Potem przyjechał syn. Zarówno on, jak i jego partnerka również zadzwonili na pogotowie. Po godz. 10 pojawiła się karetka. Ratownicy zastali ciało Jerzego W. ułożone na boku, z wbitym w klatkę piersiową kuchennym nożem. Stwierdzili zgon.Grażyna W. na tę informację zareagowała płaczem i krzykiem. Powiedziała, iż nie wierzy, iż jej małżonek nie żyje.
Śledztwo ws. zabójstwa Jerzego W. Doszło do zaniedbańKobieta została zatrzymana. Podkreślała, iż nie ma ze śmiercią męża nic wspólnego. Po dwóch dniach sąd zgodził się na tymczasowy areszt. Uznano, iż jest duże prawdopodobieństwo, iż to właśnie Grażyna W. jest sprawczynią. Sprawa okazała się jednak bardziej skomplikowana.W wymazie spod paznokci Grażyny W. znaleziono co prawda ludzką krew, ale nie można było ustalić, do kogo należała. Śladów krwi nie znaleziono na zlewach w kuchni i łazience. Nie zbadano jednak pod tym kątem wanny i prysznica.Na ubraniu, które miała na sobie kobieta, krwi nie znaleziono. Technicy, którzy przeprowadzali czynności na miejscu, przyznali potem, iż nie pamiętają, czy przeszukano liczne zawiązane worki, w których pochowana była odzież. Poza tym dopiero po dwóch dniach od zabójstwa przeanalizowano zawartość zewnętrznych śmietników (bez większych rezultatów).Na młotku, którym uderzany był Jerzy W., znajdowały się zaschnięte brunatne ślady. Analiza wykazała obecność krwi zmarłego i fragmentaryczne ślady linii papilarnych, które nie należały do Grażyny W. ani pozostałych członków rodziny. Śladów świadczących o ewentualnym udziale Grażyny W. w zabójstwie nie stwierdzono także na nożu.
Najistotniejsza była odpowiedź na pytanie, czy Grażyna i Jerzy W. byli sami w domu w chwili zabójstwa. W tej kwestii były pewne wątpliwości, biorąc pod uwagę np. duży ślad obuwia znaleziony na schodach do piwnicy albo rękawicę Jerzego W., we wnętrzu której zidentyfikowano DNA nieznanej osoby.Obce DNA znajdowało się też w krwi na bamboszach, które nosiła Grażyna W. Wiadomo, iż Jerzy W. rano odśnieżył schody przed domem i zostawił drzwi wejściowe otwarte (na noc zamykał je na górny zamek). Ktoś trzeci mógł więc niepostrzeżenie wkraść się wtedy do domu i zamordować mężczyznę.Śledczy nie znaleźli też żadnego konkretnego motywu. Problemy małżeńskie, choć trwały od lat, na taki motyw jasno nie wskazywały. Jerzy W. nie miał też żadnych wrogów wśród osób postronnych.Sąd: Brak bezpośrednich dowodówW 2022 r. Grażyna W. stanęła przed sądem. - Nie przyznaję się do zabicia męża i nie wiem, jak to się mogło stać. (...) Męża ostatni raz widziałam o 20, rano znalazłam go martwego na podłodze garażu, nic mu nie zrobiłam. Przysięgam na Boga - mówiła, cytowana przez "Fakt".
Wyrok zapadł w maju 2024 r.: uniewinnienie."Nawet najdalej idące prawdopodobieństwo, przy braku jednak 100-proc. pewności dowodowej o popełnieniu przestępstwa, musi skutkować uniewinnieniem" - podkreślił w uzasadnieniu Sąd Okręgowy w Olsztynie. Zaznaczył, iż "w sprawie brak jest bezpośrednich dowodów winy oskarżonej, brak jest wyraźnego motywu, jakim miała się kierować oskarżona, zabijając męża"."To, iż oskarżona miała czas i sposobność, by posprzątać, umyć się, pozbyć się odzieży, jest gołosłowną spekulacją w obliczu stanu dowodów. Nie można oskarżonej obciążać niewątpliwymi zaniedbaniami organów ścigania. Policja nie przeprowadziła szczegółowych oględzin miejsca zdarzenia, posesji wokół, nie przeszukała odzieży w workach. Na miejscu, co istotne, pozostały narzędzia zbrodni tj. młotek, nóż. Gdyby oskarżona gruntownie zacierała ślady zbrodni ją obciążające, to również najpewniej usunęłaby te narzędzia" - wyliczał sąd.Grażyna W. tuż po wyroku została wypuszczona z aresztu (spędziła w nim łącznie ponad trzy lata). Sprawa jednak się nie skończyła, bo prokuratura złożyła apelację.
W lutym ubiegłego roku Sąd Apelacyjny w Białymstoku uchylił wyrok sądu pierwszej instancji i przekazał sprawę Sądowi Okręgowemu w Olsztynie do ponownego rozpoznania. - Zdaniem sądu apelacyjnego, dramat (...) rozegrał się w czterech ścianach. Uczestniczyli w nim wyłącznie małżonkowie, nie było tam osób trzecich - mówił sędzia SA Tomasz Uściłko, cytowany przez Radio Białystok na podstawie doniesień Polskiej Agencji Prasowej. - Zabijając męża, oskarżona uzyskała niejako wolność wyrażającą się w nieograniczonej możliwości spożywania alkoholu - ocenił sędzia.Jak ustalił portal Gazeta.pl, pierwszy termin rozprawy wyznaczono przed Sądem Okręgowym w Olsztynie na poniedziałek 9 lutego.

4 godzin temu








English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·