Cudzoziemcy w błędnym kole: państwo ich wpuszcza, system wyrzuca. „Nikt nie wygrywa”

3 dni temu

Standardowa sytuacja wygląda tak: firma potrzebuje ludzi, ale nie może sama ich znaleźć, więc zwraca się do agencji pracy. Legalnie. Agencja pracy legalnie przysyła jej imigrantów. Firma się cieszy, bo może realizować zamówienia. Obcokrajowcy też, bo zaczęli legalnie zarabiać i będą mogli posyłać pieniądze swoim biednym rodzinom w Kolumbii czy na Filipinach.

Wszyscy są zadowoleni do czasu, aż wpada Straż Graniczna i stwierdza, iż cudzoziemcy pracują nielegalnie. A skoro tak, muszą opuścić Polskę, na przyjazd do której poszły całe oszczędności ich bliskich. Cierpi też dobre imię firmy, Bogu ducha winnej, bo w świat idzie informacja, iż zatrudnia imigrantów na czarno.

Nikt nie czuje się winny, bo każdy zrobił swoje, ale problem pozostaje. I to niemały, o czym świadczą statystyki Śląskiego Oddziału Straży Granicznej dla województwa opolskiego.

Praca cudzoziemców w województwie opolskim. Wielu brakuje zezwoleń na pracę

W 2025 roku funkcjonariusze SG w Opolu przeprowadzili 45 kontroli legalności zatrudnienia 1307 cudzoziemców.

– Przepisy naruszyło 328 obcokrajowców i 45 pracodawców – mówi „O!Polskiej” porucznik Szymon Mościcki, rzecznik ŚOSG. – Natomiast w 2026 roku, w ciągu niespełna kwartału, funkcjonariusze realizują 22 kontrole obejmujące 284 cudzoziemców, z których ponad 120 otrzymało już decyzję nakazującą opuszczenie Polski.

Dodaje, iż miejsce odpływających z polskiego rynku pracy Ukraińców zajęli głównie obywatele Kolumbii i Filipin. Znajdują zatrudnienie przede wszystkim w przemyśle i przetwórstwie, a województwo opolskie jest dla nich jednym z najchętniej wybieranych kierunków.

Rzecznik podkreśla, iż głównym powodem nieprawidłowości jest brak zezwoleń na pracę.

– Nieprawidłowości leżą po stronie pracodawców, którzy zatrudniają cudzoziemców wiedząc, iż nie uzyskali oni zezwoleń lub są dopiero w trakcie ich uzyskiwania – twierdzi por. Mościcki.

W zależności od skali naruszeń pracodawca może zarobić mandat. Sprawa może trafić choćby do sądu. Szymon Mościcki dodaje, iż jeżeli firma korzysta z usług agencji pracy, to właśnie agencja ponosi odpowiedzialność za nielegalne powierzenie pracy cudzoziemcom.

– Firma wybierająca agencję powinna sprawdzić, czy jest ona wpisana do KRAZ, jak funkcjonuje i czy jest wiarygodna – podkreśla rzecznik. – Zaniedbania w tym zakresie mogą niestety skutkować negatywnymi konsekwencjami dla przedsiębiorstwa: karami finansowymi czy brakiem pracowników. A choćby zatrzymaniem produkcji.

Praca cudzoziemców w województwie opolskim. My potrzebujemy ich, oni nas

Polska od lat pozostaje atrakcyjnym kierunkiem migracji zarobkowej.

– Z naszej perspektywy fala imigracyjna zaczęła wyraźnie narastać od 2015 r. Najpierw dotyczyło to obywateli Mołdawii, a później Ukrainy – mówi Grzegorz Kuliś, prezes agencji pracy Weegree, członek Rady Loży Opolskiej BCC oraz Wojewódzkiej Rady Rynku Pracy.

Jak podkreśla, na wzrost migracji złożyło się kilka czynników jednocześnie:

  • szybki wzrost płacy minimalnej,
  • niedopasowanie systemu edukacji do potrzeb rynku pracy,
  • problemy demograficzne,
  • niedobór specjalistów,
  • dobra koniunktura gospodarcza.

Sytuację dodatkowo skomplikowała afera wizowa z czasów poprzedniego rządu, kiedy lekkomyślnie obcokrajowcom spoza Europy wydano setki tysięcy wiz i pozwoleń na pracę.

Dziś widać konsekwencje tamtych decyzji. Do kraju wpuszczono wielu cudzoziemców gotowych do podjęcia zatrudnienia. Mimo to państwo nie stworzyło im sprawnej ścieżki legalnego wejścia na rynek pracy.

– To sytuacja dziwna i niepokojąca – mówi Grzegorz Kuliś. – Z jednej strony ci ludzie chcą tu pracować, z drugiej – pracodawcy ich potrzebują, bo brakuje rąk do pracy. A mimo to państwo formalnie blokuje im dostęp do rynku, choć oni już są w Polsce.

Problemem pozostaje nadmierna biurokracja. Postępowania dotyczące zezwoleń na pracę potrafią trwać trzy–cztery miesiące.

– To całkowicie oderwane od realiów życia migrantów przyjeżdżających z Kolumbii, Uzbekistanu czy państw Azji – podkreśla Kuliś.

– Skutkiem bywa praca na czarno, a czasem również wejście w obszary patologiczne czy przestępcze. Ci ludzie muszą przecież z czegoś żyć. W efekcie sami budujemy szarą strefę zatrudnienia – argumentuje.

Dodatkowym problemem jest niski poziom wiedzy cudzoziemców o zasadach legalizacji pobytu i pracy. Wielu z nich trafia do Polski za pośrednictwem nieuczciwych pośredników lub kancelarii migracyjnych, które pobierają wysokie opłaty, a realnie nie zapewniają skutecznej pomocy.

– Tonący brzytwy się chwyta. Ci ludzie chcą poprawić swoje warunki życia i często desperacko próbują uniknąć powrotu – mówi prezes Weegree.

Praca cudzoziemców w województwie opolskim. Kolumbijczycy pod szczególną presją

Weegree zatrudnia głównie Polaków, a wśród cudzoziemców przede wszystkim Białorusinów i Ukraińców. Jak zaznacza Kuliś, w tej chwili największe trudności firma dostrzega w przypadku obywateli Kolumbii.

– Polska stała się dla nich atrakcyjnym kierunkiem m.in. ze względu na pewne podobieństwa kulturowe i religijne, ale także z powodu trudnej sytuacji gospodarczej w ich kraju – wyjaśnia.

Wielu Kolumbijczyków przyjeżdżało do Polski formalnie jako turyści, choć ich rzeczywistym celem było podjęcie pracy. To z kolei prowadziło do napięć i wzmożonych kontroli.

– Najpierw państwo wpuszcza tych ludzi do kraju. A później, kiedy próbujemy pomóc im w legalnym zatrudnieniu, pojawiają się kontrole i wysokie kary dla pracodawców – stwierdza Kuliś. – W efekcie część tych osób znika w szarej strefie. To systemowy paradoks, na którym nikt nie wygrywa. Polska wciąż nie ma spójnej polityki migracyjnej. I to jest zasadniczy problem.

Z kolei Henryk Olsok, prezes APN, agencji pracy z Opola, podkreśla, iż trudności związane z zatrudnianiem Kolumbijczyków wynikają przede wszystkim z niejasności przepisów oraz ich rozbieżnej interpretacji przez organy państwowe.

15 sierpnia 2024 r. na stronie Ambasady RP w Bogocie pojawiła się informacja, iż obywatele Kolumbii chcący podjąć pracę w Polsce muszą posiadać wizę pracowniczą. Informacja ta nie znajduje jednak jednoznacznej podstawy prawnej ani w ustawie, ani w rozporządzeniu.

– W praktyce Straż Graniczna podczas kontroli obywateli Kolumbii weryfikuje datę ich wjazdu do Polski – wyjaśnia prezes Olsok. – Osoby, które wjechały po 15 sierpnia 2024 r. i legalnie podjęły pracę (posiadając zezwolenie na pracę oraz złożony wniosek o pobyt czasowy i pracę), są przez Straż Graniczną uznawane za osoby nieposiadające tytułu pobytowego na terytorium RP.

Rozbieżna interpretacja prawna

Jego zdaniem, prowadzi to do paradoksalnych sytuacji:

– Cudzoziemiec posiada zezwolenie na pracę typu A (które pracodawca uzyskał po kilku miesiącach oczekiwania, mimo iż ustawowy termin wynosi 30 dni), ale nie może wykonywać pracy – wskazuje. – Co więcej, choć decyzja w sprawie pobytu czasowego i pracy powinna zostać wydana w terminie 60 dni, w wielu urzędach wojewódzkich rzeczywisty czas oczekiwania wynosi choćby dwa lata.

Prezes podkreśla, iż urzędy wojewódzkie, Straż Graniczna oraz Państwowa Inspekcja Pracy niekiedy odmiennie interpretują te same przepisy.

– W praktyce zdarzają się sytuacje, w których sposób działania pracodawcy zostaje uznany za prawidłowy podczas kontroli PIP, ale zakwestionowany przez Straż Graniczną – zauważa Olsok.

Przepisy są niejednoznaczne, co sprawia, iż wiele firm działa pod presją i nieświadomie popełnia błędy.

– Niestety, branży nie pomagają przedłużające się postępowania legalizujące pobyt – stwierdza.
– Trudno mówić o normalnej sytuacji, kiedy na tzw. kartę pobytu czeka się dwa lata, tylko po to, by cudzoziemiec mógł pracować w agencji pracy tymczasowej przez 18 miesięcy. Trudno też mówić o elastycznym podejściu, jeżeli procedura legalizacji zmiany pracodawcy użytkownika w ramach tej samej agencji potrafi trwać 2–3 miesiące. Większości cudzoziemców po prostu nie stać na pozostawanie bez pracy przez tak długi czas.

Olsok zauważa, iż warto zadać pytanie: Czy lepiej, aby cudzoziemcy pracowali, płacili podatki, składki i mieli ubezpieczenia społeczne, czy też – czekając na legalizację pracy – byli zmuszeni łamać prawo w taki czy inny sposób?

– Po to, by potem móc powiedzieć, iż cudzoziemcy podnoszą statystyki przestępstw czy deportacji – dodaje.

Polska racja stanu a polityka migracyjna

– Być może nie jest to politycznie poprawne, ale powinniśmy przyciągać przede wszystkim tych ludzi, którzy są realnie potrzebni naszej gospodarce. Kryteria powinny być jasne, a ścieżka dla takich osób uproszczona – przekonuje Grzegorz Kuliś.

Jako przykład wskazuje obywateli Ukrainy, Białorusi, Mołdawii czy Armenii, którzy korzystają z uproszczonych procedur zatrudnienia. W ich przypadku możliwe jest podjęcie pracy na podstawie oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy, wydawanego przez urząd pracy.

– To rozwiązanie korzystne i praktyczne – podkreśla. – Tymczasem obywatele większości pozostałych państw spoza UE trafiają do znacznie bardziej skomplikowanego systemu obsługi przez urzędy wojewódzkie, które nie dysponują ani odpowiednimi zasobami, ani sprawnymi procedurami. Mamy wrażenie, iż opieszałość urzędów bywa pochodną presji politycznej. W takich warunkach trudno prowadzić rozsądną politykę migracyjną.

Krytycznie ocenia także skrajnie antyimigracyjne podejście części związków zawodowych.

– To postawa krótkowzroczna. Gdybyśmy potrafili przyciągać właściwych ludzi do zawodów deficytowych, można byłoby pogodzić interes pracodawców, rynku i państwa – przekonuje.

Zdaniem prezesa Weegree, sytuacja wymaga pilnych zmian legislacyjnych, ale także poważnej debaty społecznej.

– Problem nie leży po stronie Straży Granicznej, która egzekwuje obowiązujące przepisy, ale po stronie ustawodawców, którzy te przepisy tworzą – zaznacza Grzegorz Kuliś. – Dziś ani pracodawcy, ani migranci nie mają jasności co do zasad i oczekiwań państwa. A to rodzi chaos.

Urząd odpowiada: Chodzi o bezpieczeństwo

Piotr Pośpiech, wicewojewoda opolski, w rozmowie z „O!Polską” potwierdza, iż w urzędzie faktycznie toczy się szereg postępowań dotyczących spraw cudzoziemców.

– jeżeli chodzi o pozwolenia na pracę dla osób spoza UE oraz Ukraińców niebędących uchodźcami, to mogą one być wydawane w terminie do trzech miesięcy – mówi Piotr Pośpiech.

Zaznacza jednak, iż czym innym jest karta czasowego pobytu na terytorium Polski.

– Rzeczywiście, w Opolskiem czeka się na nią choćby do dwóch lat. Natomiast w innych województwach proces trwa podobnie – podkreśla. – To długo i jest coraz bardziej skomplikowane. Dlatego, iż rośnie liczba spraw. A w tle jest kwestia bezpieczeństwa: im bardziej pogarsza się sytuacja za wschodnią granicą, tym więcej obywateli Ukrainy występuje o tę kartę. Dotyczy to również obywateli innych państw spoza UE.

Przypomina, iż Ukraińcy po wybuchu wojny w Polsce otrzymali status ochronny – status uchodźcy. Na Opolszczyźnie wydano już ponad 41 tysięcy takich numerów PESEL.

– Dlatego Ukraińcy mogą u nas legalnie przebywać: mieszkać, uczyć się i pracować – wylicza. – Ale nie mogą poruszać się po strefie Schengen, czyli korzystać z ruchu bezwizowego. To często motywuje ich do ubiegania się o kartę czasowego pobytu, zwłaszcza w przypadku kierowców.

Wyjaśnia, iż w procedurze wydawania karty uczestniczą różne służby.

– Od Straży Granicznej po inne instytucje, które sprawdzają, z kim mamy do czynienia. Tak jest w każdym kraju przyjmującym cudzoziemców – przekonuje.

– U nas w tej chwili kładzie się na to szczególnie duży nacisk. Nikt niczego nie przyspieszy, bo bierze odpowiedzialność za cały proces. Dlatego z jednej strony mamy presję pracodawców, w tym agencji pracy, a z drugiej – względy bezpieczeństwa.

Wiza pracownicza daje legalne zatrudnienie

Piotr Pośpiech podkreśla, iż do legalnej pracy w Polsce dla obywateli spoza UE potrzebna jest przede wszystkim wiza pracownicza.

– Otrzymanie takiej wizy oznacza legalne zezwolenie na pracę. Na pozwolenie czeka się do trzech miesięcy – mówi.

Za przykład dobrej praktyki podaje firmę, która zainwestowała w strefie we Wrzoskach.

– Lokalny przedsiębiorca buduje swoją fabrykę także w Chinach – opowiada wicewojewoda. – Zaprasza pracowników stamtąd, by szkolili się w Opolu, a później tę wykwalifikowaną kadrę przenosi do zakładu w Chinach. Ci pracownicy nie mają żadnych problemów, bo firma odpowiednio wcześnie składa wnioski, mając komplet dokumentów. Zaprasza ich w ruchu wizowym i załatwia pozwolenia na pracę. Kto powiedział, iż ci ludzie wjeżdżają do Polski na wizie pracowniczej i nie mają pracy? – pyta Pośpiech.

– Mogą mieć wizę pracowniczą wydaną przez polski konsulat, a dokumenty składa pracodawca lub oni sami. Dopiero po uzyskaniu pozwolenia na pracę wjeżdżają do kraju i podejmują zatrudnienie. Tak jest w każdym państwie.

Praca cudzoziemców w województwie opolskim. Braki kadrowe nie pomagają

Wicewojewoda nie ukrywa, iż opolski urząd od pewnego czasu walczy z brakami kadrowymi w obszarze obsługi spraw cudzoziemców. W toku jest 19 tysięcy postępowań. Na jednego pracownika przypada rekordowe blisko 700 wniosków rocznie.

– Pod tym względem faktycznie jesteśmy na pierwszym miejscu w kraju – przyznaje. – Upominamy się o dodatkowe etaty na różnych szczeblach, m.in. za pośrednictwem parlamentarzystów. Tylko w ten sposób można skrócić kolejki.

Dodaje, iż za problemami pracowników przebywających w Polsce często stoją pośrednicy, najczęściej również cudzoziemcy.

– Oni zarabiają na osobach, które już są w Polsce – zaznacza. – Chciałbym, aby termin wydania dokumentu liczono od momentu złożenia kompletu dokumentów. A z tym jest problem. Pełnomocnik, by pobrać opłatę, twierdzi, iż wszystko załatwił. A później my wzywamy go do uzupełnienia braków, których jest bardzo dużo. I to wydłuża procedurę o tygodnie…

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału