Cud w Gnieźnie! Niebiańskie ścieki znów płyną do Jeziora Koszyk

1 dzień temu

W Gnieźnie doszło do zjawiska, które – gdyby nie jego zapach i kontekst – mogłoby zostać uznane za prawdziwy cud. Do Jezioro Koszyk ponownie spływają ścieki. Tym razem w kolorze… niebieskim. Tak, dobrze Państwo czytają. Nie brunatne, nie szare – niebiańskie. Można powiedzieć: symbolicznie, niemal duchowo. Nic tylko organizować pielgrzymki i wiece, bo skoro przez lata nie udało się zatrzymać procederu, to może przynajmniej nadać mu wymiar metafizyczny.

Kolorowa tradycja, której nikt nie przerwał

To nie jest pierwszy raz. I choćby nie drugi. Od lat mieszkańcy obserwują, jak do jeziora trafiają różnokolorowe substancje – fioletowe, zielone, pieniące się, cuchnące. W poprzednich latach służby prowadziły kontrole, pobierały próbki, wydawały komunikaty, a choćby – uwaga – ustaliły sprawcę jednego z zanieczyszczeń.

I co? I nic.

Bo jak pokazuje najnowszy przypadek – system działa dokładnie tak, jak powinien. Czyli: ktoś zanieczyszcza, ktoś bada, ktoś pisze pismo, ktoś odkłada teczkę. A jezioro… przyjmuje kolejną dawkę „koloru”.

Służby działają. Jak zawsze

Schemat jest dobrze znany i niemal rytualny:

  • zgłoszenie od mieszkańca,
  • przyjazd służb,
  • pobranie próbek,
  • komunikat o „trwających czynnościach”,
  • oczekiwanie na wyniki,
  • cisza.

Potem przychodzi kolejny rok i… kolejny kolor. Można odnieść wrażenie, iż Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, policja, Straż Miejska, urzędy i lokalne instytucje stworzyły nieformalny program badawczy: „Jakie jeszcze barwy przyjmie Jezioro Koszyk?”.

Minister z Gniezna, ścieki też

Sytuacji dodatkowego kolorytu dodaje fakt, iż z Gniezna pochodzi Paulina Hennig-Kloska. Można by więc oczekiwać, iż lokalne problemy środowiskowe będą traktowane szczególnie poważnie. Ale najwyraźniej Jezioro Koszyk nie załapało się do tej kategorii. Bo skoro od lat wiadomo, skąd płyną ścieki, a mimo to przez cały czas trafiają do akwenu, to trudno mówić o braku wiedzy. Tu raczej mamy do czynienia z czymś znacznie bardziej spektakularnym – konsekwentną bezradnością systemu.

Ekologia? Ważne, iż podatki się zgadzają

W pobliżu jeziora funkcjonuje m.in. pasieka – jedna z ważniejszych w regionie. Pszczoły, jak wiadomo, mają tę wadę, iż nie płacą podatków. W przeciwieństwie do firm. A skoro działalność gospodarcza generuje wpływy do budżetu, to może nie warto przesadzać z tą ekologią? W końcu kilka pszczół mniej to nie tragedia, a budżet miasta musi się zgadzać. Taki przynajmniej wniosek można wysnuć, obserwując wieloletnią „skuteczność” działań.

Jezioro, które znika

W całej tej historii pozostało jeden, mniej ironiczny wątek. Jezioro Koszyk od lat wysycha. Zanieczyszczenia tylko pogłębiają jego degradację. Ryby zniknęły już wcześniej. Teraz do gry wchodzą kolejne substancje chemiczne, które mogą przedostawać się dalej – do kolejnych zbiorników i wód gruntowych. Ale spokojnie – próbki zostaną pobrane.

Cud czy kompromitacja?

Można się śmiać. Można pisać ironicznie o „niebiańskich ściekach” i „objawieniu nad jeziorem”. Tyle iż pod tą warstwą sarkazmu kryje się problem, który trwa od lat i – jak widać – ma się całkiem dobrze. Bo kiedy biurokracja przegrywa z rozsądkiem, a ustalenie sprawcy nie oznacza rozwiązania problemu, mieszkańcom pozostaje już tylko jedno: patrzeć, jak ich jezioro zmienia kolory. I zadawać pytanie, które w tej historii wraca jak bumerang: ile jeszcze takich „cudów” musi się wydarzyć, żeby ktoś w końcu potraktował sprawę poważnie?

Idź do oryginalnego materiału