Co się dzieje w mleczarni w Dobrzycy? Nowy prezes zdradza swój plan. Czy uratuje zakład?

1 godzina temu

Jak to się stało, iż trafił pan do Dobrzycy i sektora mleczarskiego?

Zostałem zaproszony na spotkanie przez radę nadzorczą. Porozmawialiśmy. Wcześniej przejrzałem dokumenty finansowe, więc wiedziałem w co się pakuję. Z drugiej strony czytałem o 143-letniej historii zakładu i doszedłem do wniosku, iż jesteśmy winni tym, którzy rozpoczynali ten biznes, kontynuatorom, ale również tym, którzy tutaj w tej chwili pracują, spróbować zawalczyć o to, by ta historia miała swój ciąg dalszy.

Nie jest tajemnicą, iż kondycja firmy jest bardzo trudna.

Od kilka lat mleczarnia regularnie przynosi straty rzędu ponad pół miliona złotych rocznie. To są kwoty trudne do odrobienia. W 2025 roku były to blisko 2 mln zł. Wynik został podreperowany sprzedażą kamienicy w Pleszewie. Uzyskane w ten sposób pieniądze miały zbawienny wpływ na bieżącą płynność, ale wyzbycie się majątku, który mógłby przez cały czas pracować, przynosić zyski, jest jednorazową decyzją. Wcześniej sprzedano zakład w Kowalewie, więcej kamienic na sprzedaż mleczarnia już nie ma.

Da się zatrzymać, a następnie odwrócić ten negatywny trend?

Wierzę, iż tak. Najpierw trzeba powstrzymać zadłużenie. Następnie musimy zacząć spłacać ogony płatnicze. Zaległości są spore. Pierwsze przelewy, które zleciłem to były faktury z września czy października. Równolegle trzeba myśleć o rozwoju, dotarciu do nowych rynków zbytu, co spowoduje, iż stałe koszty przedsiębiorstwa zaczną „ważyć” mniej i być może pozwolą uzyskać efekt opłacalności biznesu.

Powstrzymać zadłużenie – ładnie brzmi, ale jak to zrobić?

Każdy zakup, który musimy zrobić, aby nasz produkt pojawił się później na półce, staramy się przeglądać - obniżać ceny surowca, co często nam się udaje. Prowadzimy rozmowy z każdym dostawcą, ewentualnie szukamy alternatywy. W niektórych kwestiach mam związane ręce, bo np. umowa dotycząca energii elektrycznej obowiązuje do 2027 roku. Żeby pomyśleć o tańszym prądzie musimy najpierw przetrwać. Wierze, iż maleńkimi krokami w połowie roku uda nam się dotrzeć do poziomu opłacalności. To jest realne rozwiązanie, ale są rzeczy, na które nie mamy wpływu. Jednym z nich jest wojna w Iranie powodująca choćby wzrost kosztów paliwa.

Kilku śmiałków już próbowało. Dlaczego panu ma się udać?

Nie wiem, czy się uda. W życiu jestem optymistą, ale zastana sytuacja jest tak trudna, iż mogę powiedzieć, iż zrobię wszystko, co w mojej mocy. Próbowali inni, moi poprzednicy - mogę wyrażać się o nich tylko z szacunkiem. Działania przez nich podejmowane spowodowały, iż mimo zadłużeń, mleczarnia przetrwała. Nie ma złotych recept. Nie boję się wyzwań. Mogę zapewnić, iż wykorzystam każdą okazję, aby poprawić kondycję firmy.

Ile osób w tej chwili zatrudnia mleczarnia?

Około 60. Cieszy mnie to, iż nie ma przerostu administracji. Są stanowiska jednoosobowe, a nieraz jest tak, iż osoba, która zarządza handlem, jak trzeba to i grafikę komputerową zrobi i pomoże w naprawie sprzętu elektronicznego. Jest bardzo duże oddanie i chęć do pracy, począwszy od produkcji, gdzie praca nie należy do najłatwiejszych, po osoby z administracji, gdzie - gdy zachodzi potrzeba - pracownicy uzupełniają się. Dla mnie to też jest motywator, żeby ci ludzie, którzy są z mleczarnią, mogli być z nią jak najdłużej.

Czyli zwolnień nie będzie?

Celem jest zoptymalizowanie pracy osób, które tutaj są.

Ilu dostawców mleka związanych jest z OSM Kowalew-Dobrzyca?

Historycznie było ich ponad 700, jeszcze kilka lat temu 100, dzisiaj poniżej 60. Można powiedzieć, iż zostali ci najwytrwalsi, którzy byli i są wyrozumiali co do zaległości. Chylę czoła i jestem pod dużym wrażeniem dla zrozumienia sytuacji. Szanuję oczywiście również tych, którzy odeszli, bo jeżeli ktoś chciał mieć płacone w terminie, to rozumiem, iż szukał odbiorcy, który mu to zapewnił. Jeszcze większym szacunkiem darzę tych, którzy zostali. To ogromne poczucie obowiązku i odpowiedzialności za to, żeby ta mleczarnia przetrwała. I za to jestem im wdzięczny.

Mówił pan wcześniej, iż trzeba myśleć o rozwoju. Planowane jest wprowadzenie nowych produktów?

Na ten moment nie chcę nic zdradzać i deklarować. Dzisiaj najważniejsze jest, żeby przeżyć. Nie stać nas na duże inwestycje. Posiadamy wiekowe maszyny. Ma to też swoje plusy. jeżeli mamy maselnicę, która robi masło kilkadziesiąt lat, to wiemy, iż jest ono przygotowywane bardziej tradycyjną metodą. Jest dobre, ale kilkadziesiąt lat temu mało kto słyszał o energooszczędności, więc nie będzie to masło najtańsze. Nie będziemy konkurować ceną z produktami, które dzisiaj możemy kupić w marketach. To są pewnego rodzaju paradoksy obecnej sytuacji na rynku produktów mleczarskich. 6-7 zł - to koszt produkcji kostki masła, a dzisiaj możemy ją kupić za 2 zł. Naszą rolą jest znaleźć próg opłacalności i drogę do świadomości konsumenta, iż my mamy produkty robione w oparciu o mleko od bardzo dobrych dostawców z terenów nisko uprzemysłowionych. Jakość, jak w wielu innych branżach, musi kosztować.

Druga rzecz to produkty, które są, ale może trzeba pomyśleć jak je inaczej opakować, żeby były bardziej przyjazne dla konsumenta. Myślę chociażby o kefirze. Jest w kubkach, a dobrze byłoby gdyby był w plastikowych butelkach. To jest jednak inwestycja za kilkaset tysięcy złotych.

Jak się pan odnajduje w sektorze mleczarskim? Są jakieś podobieństwa do branży paliwowej?

Osobiście twierdzę, iż jeżeli chodzi o zarządzanie, to mechanizmy są podobne, bez względu na to czy chodzi o salon samochodowy, mleczarnię, czy branżę paliwową. Prawa ekonomii są wszędzie takie same, oczywiście jest tu specyfika produkcji rolniczej. Moim zadaniem jest doprowadzić do tego, żeby rolnikowi opłacało się dostarczać do nas mleko, pracownikom opłacało się przyjść do pracy, a konsument chciał kupić nasz produkt w cenie, która jest adekwatna do jego jakości.

Jest pan kojarzony z Prawem i Sprawiedliwością. Czy polityczna przeszłość nie będzie stanowiła problemu?

Te kwestie w produkcji mleka z lokalnego punktu widzenia nie mają jakiegokolwiek znaczenia. Jak każdy obywatel Polski mam prawo angażować się politycznie. Miałem w swoim życiu epizod mocny politycznie, ale od lat skupiam się na działalności gospodarczej. Niezależnie od swoich poglądów, na temat pomocy czy rozwoju mleczarni, chętnie porozmawiam z ludźmi od lewicy do prawicy. Mogę powiedzieć, iż pierwsze dyskusje, dotyczące działań, które mogłyby poprawić kondycję firmy, przeprowadziłem z ludźmi spod innego znaczka politycznego niż ten, z którym na pewno jestem kojarzony.

A nie tęskni pan za poselskimi ławami?

Gdybym tęsknił to próbowałbym wrócić, ale od kilkunastu lat nie startowałem w żadnych wyborach. Obserwuję, kibicuję, bo kibicuję Polsce. Wierzę w dobre intencje ludzi. Raz lepiej, raz gorzej to wychodzi. W porównaniu z innymi krajami mamy drogą energię elektryczną. Wymogi związane z tzw. „zieloną energią” odbijają się czkawką każdemu przedsiębiorcy. To jest rzecz, którą politycy powinni się zająć. o ile tego nie zrobią to trudno będzie utrzymać obecną pozycją gospodarczą, więc życzę mądrości politykom od lewa do prawa, bo to jest interes kraju.

Idź do oryginalnego materiału