Chorobliwie zazdrosny, ale zabiegający o względy żony. Makabryczna zbrodnia w Ursusie cz. II

2 godzin temu

– Przecież ja nigdy w życiu choćby nie pomyślałem, żeby kogoś skrzywdzić. Mnie przecież policja nigdy wcześniej nie zatrzymała, proszę wysokiego sądu. Całe życie pomagałem tylko różnym ludziom, a tych pokrzywdzonych na oczy nie widziałem. I nie dawałem im życia, żeby później je odbierać – wyjaśniał.

Oskarżony zmienił jednak zdanie co do kontaktów ze zmarłym Zygmuntem M., któremu – jak twierdzi prokuratura – miał pomagać w zabójstwach.

– Chyba w grudniu 2023 roku albo w styczniu 2024 roku poznałem się z pewnym człowiekiem, ale nie pamiętam jego imienia ani nazwiska. Tego dnia wracałem z pracy i robiłem zakupy w sklepie przy stacji kolejowej w Ursusie. Wydaje mi się, iż rozmawiałem przez telefon, gdy ten człowiek do mnie podszedł. A później zapytał, czy jestem z Ukrainy. Gdy odpowiedziałem twierdząco, poprosił mnie o pomoc przy jakimś remoncie czy na budowie. Wstępnie się zgodziłem, choć do końca nie zostało powiedziane, o jaką pomoc chodzi i jakie będzie za to wynagrodzenie.

Sypianie w parku

Ihor L. miał jednak odpowiedzieć, iż tego dnia nie jest w stanie nic robić, bo jest zmęczony po pracy. Może innym razem.

– Wymieniliśmy się numerami telefonów i ten człowiek od czasu do czasu do mnie dzwonił, początkowo raz w tygodniu. I nie jest prawdą – jak napisano w akcie oskarżenia – iż od 21 do 30 marca było aż 68 połączeń między nami. Tyle to mogło być od stycznia, bo on zaczął do mnie dzwonić prawie codziennie. W końcu mu powiedziałem, iż sam zadzwonię, jak znajdę trochę wolnego czasu.

– Dlaczego podczas wyjaśnień w śledztwie zaprzeczał pan w ogóle tym kontaktom? – pytała sędzia Izabela Ledzion.

Idź do oryginalnego materiału