Rynek w Chęcinach nabiera blasku. Staje się coraz bardziej przyjemnym i przyjaznym miejscem, żeby tu usiąść, popatrzeć i co najważniejsze COŚ ZJEŚĆ. A żeby dało się coś zjeść, musi być gdzie zjeść. Już w tegoroczne wakacje trafiliśmy na rynek w Chęcinach za miejscówkę wybierając sympatycznie wyglądającą Trattorię „Jest MOCarella”. W lokalnych serwisach odnajduję wiadomość, iż Trattoria na rynku, który oficjalnie nazywa się Plac 2 czerwca, Trattoria jest pod nr 26, ale kto nie zapamięta, nie ma problemu. Jest tylko jedna. Wiadomości lokalne donoszą, iż otwarcie lokalu było 15 czerwca 2025 r. Jej właścicielem jest Rafał
Strzelec.Trattoria „Jest MOCarella” to miejsce które przypadło nam i innym motocyklistom do gustu. Lokal odwiedzają też mieszkańcy Chęcina, więc jest to miejsce nie tylko zrobione pod turystów. Na początku tegorocznych wakacji odwiedziliśmy Chęciny i tak właśnie trafiliśmy na Trattorię „Jest MOCarella”. Dobra kawa, sympatyczna obsługa. Jest klimat i rynek (Plac im. im 2 czerwca) w Chęcinach Mają swój specyficzny urok. Pochyłość placu skojarzyła nam się z centralnym placem we włoskiej Sienie, jednym większych miast Toscanii. Cały okazały plac w Sienie wygląda jak wielka rynna deszczowa i prawdopodobnie wodą wypełnia się w ulewy jesiennie i
zimowe.Kto nie był nigdy na rynku w Chęcinach (Plac 2 czerwca) jak już tu trafi, musi ogarnąć początkowo trudną komunikację w tym miejscu. Nie da się wjechać na górną część placu, ale można jej jednym bokiem w górę i w dół. Parkowanie możliwe tylko w dolnej części placu, ale dokładnie przy Trattorii bez problemu uda się ustawić kilka motocykli. Akurat tyle ilu motocyklistów zmieści się w „Jest MOCarella”. A jak wiadomo, motocykliści jak się tylko da, chętniej wybierają te miejscówki, gdzie pijąc kawę, jedząc pizzę czy pastę mogą popatrzeć na swoją i inne maszyny. Stoliku na rynku w Trattorii „Jest MOCarella” są do tego celu idealne. I jeszcze dodatkowo, kto chce wjechać na rynek od góry, jadąc od zamku, albo od dołu, jedzie obok Trattorii i Waszego motocykla. Ruch nie jest bardzo intensywny, ale na tyle wartki, iż co kilka minut na pewno jakiś motocykl się pojawi. A iż ulica ma trudny układ, wszyscy, samochody i motocykle jadą spokojnie, dostojnie. Chęciny i Plac 2 czerwca mają jak na razie wysokie miejsce w naszej klasyfikacji „Miejsca przyjazne motocyklistom”.Bez gastronomii inne interesujące miejsca są martweO tym, iż motocykliści to ludzie ruchliwi i ciekawi świata mam nadzieję, nikogo nie trzeba przekonywać. Co chwilę gdzieś jadą, stają podziwiają na na drogach pozdrawiają się lewą ręką. Kiedy pozdrowił was inny kierowca samochodu, nieznajomy jak jechaliście samochodem? Mnie się to trafiło raz, jakieś 30 lat temu w Prowansji, gdy spotkały się dwie Hondy Civic hatchback. Był rok chyba 1996, nasz Civic sprowadzony z Kanady, rocznik 1990 bo szukaliśmy samochodu z klimatyzacją. Tak, coś co dzisiaj jest w każdym samochodzie, w samochodach europejskich było prawie niedostę
pne.Motocykliści na swoich motorach mają w głowach jeszcze coś tak inaczej, bo kto pojedzie 2 godziny, po drodze zmieniając 5 razy trasę (O! Tu może będzie ciekawsza droga!) żeby posiedzieć przy kawie (zjedliśmy też pizzę) na rynku w Chęcinach i wrócić? Po drodze do Chęcin droga zaprowadziła nas też do Małogoszczy. Wartością miejscowości jest spora liczba zachowanych drewnianych domów. W różnym stanie, część zadbane, część nie, ale wszystkie mają swój niepowtarzalny
urok.Odkryciem tej wycieczki była też miejscowość Małogoszcz, gdzie przy jednej z ulic przetrwało dość sporo starych, drewnianych domów. Jedne się uroczo rozwalają, inne w całkiem dobrym stanie, kilka pięknie zadbanych. Porobione zdjęcia i… I nic! Więcej powodów do zatrzymania się w Małogoszczy nie dostrzegliśmy. Typowy rynek dla takich miast i miasteczek, czyli MARTWY. Jedyna kawa jaką możesz wypić w takich miejscach to kawa z własnego termosu. Inne przykłady z tej listy mających swój urok, ale martwych miasteczek to Lelów, którego największą zaletą czy też „atrakcją” wcale nie muszą być pojawiające się w Lelowie tłumy Chasydów w przyjeżdżających na grób Cadyka Lelowela. Atrakcją przyciągającą na rynek w Lelowie mogłyby być piękne drzewa które tam rosną. Dawniej, ale to jeszcze w PRL, takie miasteczka jak Lelów miały chociaż lokalną mordownię, zwykle prowadzoną przez miejscowy GS. Dzisiaj nie mają NIC. A mordownię w Lelowie pamiętam, bo z Sokolnik jeździłem tam z dziadkiem Janem Madejem na rowerze, w czasach gdy droga we wsi Sokolniki nie miała asfaltu i była wyłożona głowami z kamienia wapiennego. A ja na bagażniku siedząc czułem każdy ten kamień… Małe miasteczka z ciekawą historią inwestują miliony w swoje rynki i ryneczki, ale nie zmienia to faktu, iż są to miasteczka martwe. Mimo cudacznych czasem pomników (np. Króla, który założył miasto). Miliony wydane, jak w Przyrowie, Lelowie albo Janowie. Ale nie istnieje żaden powód, by chciało się w takich miejscach zatrzymać na dłuższą chwilę. Inaczej jest w Chęcinach ale to już opisałem. Przyrów. Wielkanoc 2026. Miejscowość chwali się odzyskaniem praw miejskich. "Przyrów znów miastem!" chwali się miasto na banerze. I co z tego, iż miasto, rynek zadbany, skoro żywego ducha nie widać, powodów do zatrzymania się w całkiem ładnym Przyrowie nie znaleźliśmy. Zatrzymaliśmy się z dziennikarskiej ciekawościPrzyrów ma się czym pochwalić, ale kompletnie miasto nie potrafi swoich atutów wykorzystać.Przyrów ma się czym pochwalić, ale kompletnie miasto nie potrafi swoich atutów wykorzystać.Przyrów ma się czym pochwalić, ale kompletnie miasto nie potrafi swoich atutów wykorzystać.Ale nasza redakcyjna Honda Gold Wing Tour prezentuje się tu bardzo dobrze Rynek w Chęcinach ma nazwę ku pamięci akcji pacyfikacyjnej przeprowadzonej przez Niemców za atak AK na Czerwonej GórzeA jaka jest adekwatnie historia nazwy placu? Niestety tragiczna. W nocy z 1 na 2 czerwca 1944 r. Niemcy otoczyli Chęciny. Była to akcja represyjna związana z działalnością miejscowego ruchu oporu. Niemcy wyprowadzali mieszkańców z domów i spędzili ich na rynek. Następnie wybrali spośród zgromadzonych mężczyzn, którzy zostali zamordowani. Liczba ofiar zamordowanych podczas samej akcji, czy szerzej do ofiar represji czasem się różni. Oficjalny portal Chęcin w materiałach dotyczących rekonstrukcji podaje 39 zabitych. Miasto Chęciny ze swoją długą tradycją historyczną, główny plac w mieście, rynek postanowiło upamiętnić datą tych tragicznych wydarzeń: „Aby uczcić pamięć pomordowanych, plac główny w Chęcinach nazwano Placem 2 Czerwca.”Akcja odwetowa Niemców była konsekwencją działań Armii Krajowej, która 31 maja 1944 roku urządziła zasadzkę na Czerwonej Górze, przy szosie Kielce–Kraków. Oddział Armii Krajowej dowodzony przez Zbigniewa Kruszelnickiego ps. „Wilk” urządził tam zasadzkę na niemieckie samochody. Oddział liczył około 26 partyzantów. Kilku z nich, w tym „Wilk”, było przebranych w niemieckie mundury, co umożliwiło zatrzymywanie kolejnych pojazdów. Rozbrojono około 40 niemieckich żołnierzy, zabierając im broń, wyposażenie i cenne dokumenty. Źródła historyczne dokumentują iż wśród żołnierzy niemieckich byli też żołnierze narodowości Ukraińskiej. Ale nie wiadomo ilu, jaką pełnili rolę, co się z nimi stało. Wpisy historyczne są bardzo skromne. „Rozbrojono około 40 Niemców i Ukraińców w służbie niemieckiej”- pisze Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznych „Jodła”, które w opracowaniu o historii oddziału „Wilka” w tzw. Mapie Pamięci o miejscach i datach związanych z AK – podaje: „zatrzymano 4 samochody i rozbrojono około 40 Niemców i Ukraińców”. Tyle i nic więcej.W odwecie Niemcy przeprowadzili akcję pacyfikacyjną 2 czerwca 1944 na rynku w Chęcinach.