Drogówka

Groźny wypadek w Małopolsce. Troje dzieci wśród rannych
Po raz pierwszy nikt tego nie zauważył. To był wtorkowy poranek w Szkole Podstawowej im. Tadeusza Kościuszki w Radomiu—szary i ospały, wypełniony zapachem środka do mycia podłóg i mlecznych płatków. Dzieci ustawiały się w kolejce do szkolnej stołówki, plecaki zwisały nisko, oczy półprzytomne, czekając aż śniadaniowa tacka wsunie się przez ladę. Obok kasy stał jedenastolatek, Tomek Biernacki, w bluzie z kapturem naciągniętym na dłonie, udający, iż sprawdza telefon, choć od miesięcy był wyłączony. Gdy przyszła jego kolej, pani kucharka spojrzała na ekran i westchnęła. — Tomek, znów brakuje ci pieniędzy. Dwa złote piętnaście groszy. Kolejka za nim jęknęła. Tomek przełknął ślinę. — Ja… w porządku, oddam jedzenie. Przesunął tacę, już cofając się na bok, z żołądkiem ściskającym jak zwykle. Do głodu można się przyzwyczaić; ignorujesz go tak samo jak podszepty dzieci czy nauczycieli udających, iż nie widzą. Nim odszedł, rozległ się głos za nim. — Ja za to zapłacę. Wszyscy się odwrócili. Nie był stąd. Wyróżniał się jak burzowa chmura na korytarzu pełnym uczniów—wysoki, szerokie ramiona, czarna skórzana kamizelka na szarym swetrze, ciężkie buty zdarte marszem po polskich drogach. Broda z siwymi pasmami, ręce jakby znały prawdziwy trud. Motocyklista. Stołówka zamilkła. Pani kucharka zamrugała. — Proszę pana… jest pan związany ze szkołą? Mężczyzna wyjął równo odliczone pieniądze z kieszeni i położył na ladzie. — Po prostu opłacam chłopcu śniadanie. Tomek zamarł. Mężczyzna spojrzał na niego, bez uśmiechu, bez złości. Spokojny. — Jedz — powiedział. — Potrzebujesz siły, żeby rosnąć. Potem wyszedł zanim ktoś zdążył cokolwiek powiedzieć. Bez nazwiska. Bez wyjaśnień. Bez braw. Do końca śniadania trwały już spory, czy to w ogóle miało miejsce. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Inne dziecko. Inna kolejka. Ten sam motocyklista. I dzień po dniu. Zawsze równo odliczone pieniądze. Zawsze milczący. Zawsze znikający bez pytań. Po tygodniu uczniowie zaczęli nazywać go Duch Od Śniadania. Dorośli byli mniej rozbawieni. Dyrektor szkoły, pani Barbara Nowak, nie lubiła zagadek. Zwłaszcza tych w skórze, bez zapowiedzi. Któregoś ranka stanęła w drzwiach stołówki, z rękami skrzyżowanymi, czekając. Gdy motocyklista pojawił się znów—tym razem płacąc za dziewczynkę z trzydziestozłotowym długiem—pani Nowak wkroczyła. — Proszę pana, musi pan opuścić teren szkoły. Motocyklista skinął spokojnie głową. — Rozumiem. — Ale zanim wyjdę — dodał, lekko się odwracając — może warto sprawdzić, ilu uczniów nie stać na śniadanie. Pani Nowak zesztywniała. — Mamy na to programy. Mężczyzna spojrzał jej w oczy. — Więc dlaczego wciąż im brakuje? Cisza. Odchodzi bez słowa. To powinien był być koniec. Ale nie był. Bo dwa miesiące później świat Tomka Biernackiego pękł w sposób, którego żaden jedenastolatek nie powinien przeżywać sam. Mama straciła pracę w miejscowym DPS-ie. Najpierw wyłączyli prąd. Potem zabrali samochód. Potem przyszło wypowiedzenie z mieszkania. W zimny czwartkowy wieczór Tomek siedział na łóżku, a mama płakała cicho w kuchni, by nie słyszał. Następnego ranka Tomek nie poszedł do szkoły. Szedł pieszo. Sześć kilometrów. Nie wiedział dlaczego—szkoła wydawała się bezpieczniejsza niż dom. Kiedy dotarł, nogi bolały, głowa była otępiała. Usiadł na schodach, drżąc, niepewny, czy chce wejść. Wtedy podjechał motocykl. Cichy warkot. Powolny stop. Duch Od Śniadania. Motocyklista zsunął rękawiczki i długo Tomka obserwował. — Wszystko w porządku? Tomek próbował skłamać. Nie potrafił. — Mama mówi, iż będzie dobrze, — odpowiedział szybko. — Potrzebuje tylko czasu. Motocyklista kiwnął głową, jakby doskonale wiedział, co to znaczy. — Jak masz na imię? — Tomek. — Ja jestem Jacek. Po raz pierwszy ktoś poznał jego imię. Jacek wyjął z sakwy owinięty papierem burrito i sok. — Najpierw jedz. — powiedział. — Rozmowa pójdzie łatwiej. Tomek się zawahał. — Nie mam pieniędzy. Jacek prychnął. — Nie prosiłem. Tomek jadł, jakby nie miał prawdziwego posiłku od dni. Jacek usiadł obok na krawężniku, kask na kolanie. — Idziesz dziś piechotą do domu? — zapytał. Tomek skinął głową. Jacek powoli wypuścił powietrze. — Powiedz mi. Myślałeś kiedyś o studiach? Tomek niemal się roześmiał. — To dla bogatych. Jacek pokręcił głową. — Nie. To dla tych, którzy nie rezygnują. Wstał, podał Tomkowi złożoną kartkę z numerem. — jeżeli kiedyś będziesz potrzebował prawdziwej pomocy—zadzwoń. — Co to? — spytał Tomek. Jacek spojrzał mu w oczy. — Obietnica. I odjechał. To był ostatni raz, kiedy ktoś widział Jacka przez lata. Nie było już opłacanych śniadań. Nie było motocyklisty u drzwi. Nie było Ducha Od Śniadania. Życie nie stało się nagle prostsze. Tomek i mama tułali się po rodzinie i tanich mieszkaniach. Tomek pracował po lekcjach, chodził głodny, nauczył się oszczędzać złotówki i ukrywać zmęczenie pod żartami. Ale trzymał kartkę. I pilnie się uczył. Minęły lata. Aż pewnego dnia, już w klasie maturalnej, szkolny pedagog zawołał go do siebie. — Tomek, zgłosiłeś się na studia? Tomek skinął głową. — Na politechnikę. Może. Pedagog przesunął do niego teczkę. — To stypendium pełne. Nauka, książki, mieszkanie. Tomek zamarł. — To chyba pomyłka. Pedagog pokręcił głową. — Anonimowy darczyńca. Powiedział, iż zasłużyłeś. W środku była kartka. Trzy słowa, drukowanymi literami. Rośnij dalej. — J Tomek wiedział. Studia odmieniły wszystko. Po raz pierwszy nie tylko przetrwał—zaczął budować. Studiował pracę socjalną. Pomagał w schronisku. Mentorował dzieci, w których widział siebie. Pewnego dnia, na szkoleniu w lokalnym ośrodku wsparcia, starsza pracownica wspomniała o radomskim klubie motocyklowym, który wspiera cicho programy dożywiania i funduje stypendia. — Nie chcą rozgłosu — powiedziała. — Ważne, żeby pomagać. Serce Tomka zabiło mocniej. Znalazł siedzibę klubu na obrzeżach miasta. Skromna, czysta, z polską flagą dumnie wiszącą. Wszedł, rozmowy umilkły. A z końca sali odezwał się znajomy głos. — Trochę ci to zajęło, chłopaku. Jacek. Starszy, spokojniejszy, te same oczy. Tomek nic nie mówił. Po prostu objął go mocno. Jacek chrząknął, udając, iż to przez kurz w oku. — Dobrze ci poszło — powiedział cicho. Lata później Tomek stał przed szkolną stołówką—już nie jako dziecko, ale jako pracownik socjalny z dyplomem. Jakiś uczeń stanął przy kasie, nie mając na śniadanie. Tomek podszedł. — Ja zapłacę. A gdzieś na zewnątrz, motocykl czekał, nieruchomy.
Wjechał w drzewo. Pasażer utknął w pojeździe [ZDJĘCIA]
Troje dzieci wśród rannych po wypadku w Małopolsce
Wypadek w Ludźmierzu (video)
Koszmarny wypadek na Igrzyskach, wyniki wyborów w Japonii [SKRÓT DNIA]
Nowa strażnica KP PSP powstanie pod Nysą. Tak będzie wyglądała
Nowy taryfikator punktów karnych już od marca. Skończy się pobłażanie piratom drogowym
Po śmiertelnym wypadku walczą o budowę sygnalizacji świetlnej na niebezpiecznym poznańskim skrzyżowaniu
Zawalił się budynek mieszkalny w Trypolisie. Trwa akcja ratunkowa
Katastrofa budowlana w Trypolisie. Trwa akcja ratunkowa
65 punktów i po prawku w kilka minut. Nie żal mi gości, którzy mylą drogę z torem wyścigowym
Zawalił się budynek mieszkalny. Trwa akcja ratunkowa
Najbardziej niebezpieczne skrzyżowanie w Poznaniu. Będą światła czy kolejna śmierć?
W Centralnym Odwodzie Operacyjny powstaną nowe plutony
„Nie mam żalu do Szymona” – kolejne zeznania w procesie po wypadku na ul. Ogrodowej w Chełmie
Wypadek na DK 10 koło Torunia. Trasa zablokowana
Wypadek na al. Bora-Komorowskiego. Kierowca samochodu pod wpływem alkoholu [ZDJĘCIA]
Nowe ciężkie wozy trafiły do warszawskiej straży pożarnej
Nowe dokumenty w mObywatelu Junior. Tymczasowe prawo jazdy szybciej dostępne
Duży wypadek na drodze wojewódzkiej
Dzień, w którym straciłam męża, nie był tylko dniem jego odejścia. To był dzień, w którym utraciłam także wersję naszego małżeństwa, w którą wierzyłam. Wszystko wydarzyło się zbyt szybko. Rano wyjechał do kilku wiosek — był wiejskim weterynarzem, podróżował służbowym busem, w kaloszach i po polskich wsiach. Po południu napisał, iż w Głuchowie złapała go ulewa i musi jeszcze odwiedzić kolejną wieś, ale potem wróci wcześniej na wspólną kolację. Prosiłam, żeby jechał ostrożnie. Później… nic już nie wiedziałam. Najpierw były plotki, potem telefon od kuzyna, iż była wypadek na drodze do wsi. Serca waliło mi jak młot. Potem potwierdzenie: bus wpadł w poślizg przez deszcz, wypadł z drogi i wylądował w rowie. Nie przeżył. Nie pamiętam, jak dotarłam do szpitala. Byłam tam, zamarznięta, słuchając lekarza. Rodzice męża płakali, dzieci pytały o tatę… a ja milczałam. W tym samym dniu, gdy jeszcze informowaliśmy rodzinę, pojawiło się coś, co złamało mnie jeszcze bardziej. Zaczęły pojawiać się posty na Facebooku. Pierwsza kobieta, której nie znałam, wstawiła zdjęcie — on ją obejmował — pisała, iż straciła miłość swojego życia. Potem druga, z innymi zdjęciami i słowami o „miłości, czasie, obietnicach”. Potem trzecia. Trzy różne kobiety — tego samego dnia — publicznie mówiące o relacji z moim mężem. Nie obchodziło ich, iż właśnie zostałam wdową. Nie obchodziło ich, iż moje dzieci straciły ojca. Po prostu ujawniały swoją prawdę, jakby oddawały mu hołd. Zaczęłam łączyć fakty. Jego częste wyjazdy, nieodebrane telefony, odległe wsie, wymówki o nocnych przypadkach. Wszystko zaczęło się układać w całość… która mnie odrzucała. Chowałam męża, odkrywając, iż prowadził podwójne, a może i potrójne życie. Czuwanie było jednym z najtrudniejszych momentów — ludzie składali kondolencje, a ja już widziałam te posty. Kobiety patrzyły dziwnie, szeptano, komentowano. Stałam tam z dziećmi, w głowie migotały obrazy, których nie chciałam. Po pogrzebie przyszła przerażająca cisza. Dom był pusty, ubrania wisiały, kalosze schły na podwórku, sprzęt w garażu. Żałoba mieszała się z ciężarem zdrady. Nie umiałam płakać za nim, nie myśląc o wszystkim. Po miesiącach zaczęłam terapię. Budziłam się rano z płaczem. Psycholog powiedział mi coś, co wyryło się w sercu: jeżeli chcę się uleczyć, muszę oddzielić w myślach mężczyznę, który zdradzał, ojca dzieci, człowieka, którego kochałam. jeżeli zobaczę tylko zdrajcę, ból zostanie we mnie. Nie było łatwo. Zajęło mi lata — z pomocą rodziny, terapeutki, z wieloma ciszymi chwilami. Nauczyłam się mówić dzieciom bez nienawiści. Nauczyłam się porządkować wspomnienia. Nauczyłam się puszczać gniew, który dławił mi oddech. Dziś minęło pięć lat. Dzieci urosły. Wróciłam do pracy, buduję życie na nowo: wyjścia, kawa, bez poczucia winy. Od trzech miesięcy widuję się z mężczyzną. Nie jest to szybka relacja, po prostu poznajemy się. Wie, iż jestem wdową. Nie zna wszystkich szczegółów. Idziemy powoli. Czasem łapię się na tym, iż opowiadam moją historię na głos — jak dziś. Nie po to, by się użalać, ale dlatego, iż pierwszy raz mogę mówić, nie czując pieczenia w klatce piersiowej. Nie zapomniałam. Ale przestałam żyć uwięziona w tamtym wydarzeniu. I choć dzień odejścia mojego męża zburzył cały mój świat, dziś mogę powiedzieć, iż nauczyłam się go budować od nowa — kawałek po kawałku — choć nigdy nie był już taki sam.
Niebezpieczny wyjazd z JRG. Plac zamienił się w lodowisko
Pijany dziadek przyjechał odebrać wnuka ze szkoły
Ponad sto kobiet zniszczyło sklepy z alkoholem. Domagają się ich całkowitej likwidacji
Sąd: zagraniczne prawo jazdy nie „wskrzesza” cofniętych uprawnień w Polsce
Mimo dachowania uciekał przed policją pieszo. Był pijany
Ogorzelec. Kolizja na drodze W367
Zablokował numer 112. Dzwonił w sprawie Ziobry
Mama potrzebowała pomocy. 6-latek sam wezwał 112
Stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w drzewo
Noga zmiażdżona przez koło ciągnika, atak byka, śmierć pod maszyną. Praca w gospodarstwie może być niebezpieczna
Tragiczny w skutkach styczeń na polskich torach
PODKARPACIE: Tragiczny wypadek na torach w Zaborowie. Nie żyje młody mężczyzna
Poranna kolizja sparaliżowała ruch
60-latek potrącił na pasach młodą kobietę. To, co zrobił potem jest dla mnie zagadką
Wieczorna akcja służb. Auto w rowie
Tragiczne potrącenie przez pociąg
Nietrzeźwy kierujący uciekał przed Policją
18-latka na pasach. Policja specjalnie pokazuje nagranie
Mam 50 lat i rok temu żona odeszła z domu, zabierając dzieci. Odeszła, gdy byłem w pracy, a gdy wróciłem, nie było już nikogo. Kilka tygodni temu dostałem wezwanie do płacenia alimentów – od tego czasu potrącają mi je automatycznie z pensji. Nie mam wyboru, nie mogę się targować ani spóźniać, pieniądze po prostu znikają z konta. Nie będę udawał świętego – zdradzałem żonę kilka razy. Nigdy nie przyznałem się wprost, ale też nie kryłem się całkowicie. Miałem trudny charakter, krzyczałem, wybuchałem, w domu wszystko musiało być po mojemu, a jeżeli coś mi nie pasowało – od razu było to czuć po moim głosie. Czasem rzucałem przedmiotami. Nigdy nie biłem, ale straszyłem rodzinę wielokrotnie. Moje dzieci bały się mnie – zrozumiałem to za późno. Gdy wracałem, milkły, a jeżeli podniosłem głos, chowały się do swojego pokoju. Żona chodziła na palcach, ważyła każde słowo, unikała konfliktów. Myślałem, iż to szacunek, dziś wiem, iż to był strach. Wtedy mnie to nie obchodziło – czułem się panem domu i jedynym żywicielem. Gdy żona zdecydowała się odejść, poczułem się zdradzony i postanowiłem jej nie płacić – nie z braku pieniędzy, ale z zemsty. Myślałem, iż w ten sposób wróci, iż się podda, iż zrozumie, iż bez mnie nie da rady. Powiedziałem, iż jeżeli chce pieniędzy – musi wrócić. Ona jednak poszła do adwokata, złożyła pozew, przedstawiła dochody, wydatki, dowody. Szybciej niż się spodziewałem, sąd zarządził automatyczne potrącenie alimentów z pensji. Od tamtej pory patrzę, jak moja wypłata „topnieje” zanim ją dotknę. Dzisiaj nie mam żony, nie mam dzieci w domu, widuję je rzadko i są do mnie zdystansowane. Nic mi nie mówią. Nie jestem przez nich mile widziany. Finansowo jestem przyciśnięty jak nigdy – płacę czynsz, alimenty, długi i prawie nic mi nie zostaje. Czasem mnie to wkurza, innym razem wstydzę się. Moja siostra powiedziała, iż sam sobie na to wszystko zasłużyłem.
Śmiertelne potrącenie na torach w Zaborowie. Szynobus Jasło–Rzeszów nie zdołał wyhamować
Poważny wypadek w Krakowie. Zderzyły się dwa auta i miejski autobus
Pięć osób, w tym troje dzieci, rannych w zderzeniu aut w Ludźmierzu
Tragiczny wypadek po sąsiedzku. Mężczyzna zginął pod kołami pociągu
Dachowanie na Trasie Zjazdu Gnieźnieńskiego
Groźny wypadek na DK97 w Rzeszowie. Skoda i BMW zderzyły się we mgle. Trzy osoby ranne.
Śmiertelne potrącenie przez pociąg na dworcu
Śmiertlene potrącenie przez pociąg w Jarocinie
Śmiertelne potrącenie przez pociąg w Jarocinie