Był od niej starszy o 38 lat, poleciała z nim na Kubę. Do Polski nigdy nie wróciła

1 godzina temu

Zakochała się w starszym adwokacie

Bianka Rota urodziła się i wychowała w Zakopanem. Pochodziła z zamożnej rodziny Schneiderów, od pokoleń związanej z Podhalem. Jej dziadek przed II wojną światową był właścicielem kilku nieruchomości, w tym znanego budynku "Palace" przy ulicy Chałubińskiego. Dziewczyna od najmłodszych lat interesowała się sztuką, szczególnie malarstwem i rzeźbą. Miała talent, który zauważali zarówno nauczyciele, jak i znajomi, dlatego zdecydowała się kontynuować naukę w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych imienia Antoniego Kenara w Zakopanem. Bianka była wysoka, szczupła i wyróżniała się charakterystycznym sposobem ubierania. Jej przyjaciel Adam Koprowski wspominał po latach, iż zwracała na siebie uwagę nie tylko urodą, ale również osobowością i zdolnościami artystycznymi. Po ukończeniu szkoły chciała studiować na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Nie została jednak przyjęta, co bardzo mocno przeżyła. Zaczęła wątpić we własny talent, chociaż wcześniej z dużym zaangażowaniem przygotowywała się do dalszej edukacji. Nie porzuciła całkowicie planów artystycznych i rozważała również podjęcie studiów na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W tym okresie w jej życiu pojawił się Józef M., znany zakopiański adwokat prowadzący własną kancelarię. Mężczyzna był od Bianki starszy o 38 lat, a więc w chwili rozpoczęcia ich znajomości miał około 57 lat. Cieszył się dobrą sytuacją finansową i uznaniem w lokalnym środowisku. Dziewczynie imponowały jego wykształcenie, doświadczenie i sposób bycia. Obdarowywał ją prezentami, spełniał jej życzenia i poświęcał dużo uwagi. Znajomość gwałtownie przerodziła się w związek, który ze względu na ogromną różnicę wieku wzbudzał zainteresowanie mieszkańców Zakopanego.

Matka dziewczyny, Krystyna Schneider, od początku miała wątpliwości dotyczące tej relacji. Obawiała się, iż tak duża różnica wieku i doświadczenia życiowego może niekorzystnie wpłynąć na przyszłość córki. Próbowała przekonać Biankę do ponownego przemyślenia swojej decyzji, a później rozmawiała również z samym adwokatem. Jej starania nie przyniosły rezultatu. Dziewiętnastolatka była zakochana i nie zamierzała rezygnować z partnera tylko dlatego, iż rodzina nie akceptowała ich związku. Na krótko przed zaginięciem Bianka utrzymywała także znajomość z Adamem Koprowskim. Mężczyzna opowiedział w 2023 roku dziennikarzom "Tygodnika Podhalańskiego", iż przyjaźnił się z dziewczyną i przez pewien czas był jej sympatią. Przed podróżą ustalili, iż spotkają się ponownie po jej powrocie. Nie traktował wyjazdu jako pożegnania na zawsze. Nie miał wówczas powodów, by przypuszczać, iż Bianka nie wróci już do Zakopanego.

Matka zapłaciła za wycieczkę

W lutym 1990 roku Bianka i Józef postanowili wyjechać razem na Kubę. Dla młodej Polki była to niezwykle atrakcyjna perspektywa. Zagraniczne podróże, szczególnie do tak odległych państw, wciąż stanowiły dla wielu mieszkańców Polski trudno dostępny luksus. Wyjazd organizowało biuro podróży Sport-Tourist, a jego program obejmował między innymi pobyt w Hawanie i historycznym mieście Trinidad. Dziewczyna bardzo chciała zobaczyć karaibską wyspę i zaczęła przygotowywać się do podróży. Krystyna początkowo sprzeciwiała się wyjazdowi córki w towarzystwie znacznie starszego mężczyzny. Ostatecznie ustąpiła, widząc, jak bardzo Biance zależy na tej podróży. Sama pokryła koszty wycieczki, ale postawiła warunek dotyczący zakwaterowania. Jej córka miała spać w osobnym pokoju, najlepiej z jedną z kobiet uczestniczących w wyjeździe, a nie z Józefem. Matka uważała, iż takie rozwiązanie zapewni dziewczynie większą swobodę i bezpieczeństwo podczas pobytu za granicą. W marcu 1990 roku nadszedł dzień wyjazdu. Krystyna zawiozła córkę na lotnisko w Warszawie, gdzie czekał już na nią adwokat. Bianka była podekscytowana i nie mogła doczekać się rozpoczęcia podróży. Pożegnała się z matką, zabrała bagaż i razem z pozostałymi turystami weszła na pokład samolotu. Trasa podróży prowadziła przez Moskwę do Hawany. Był to ostatni raz, kiedy Krystyna widziała córkę.

Podczas lotu i bezpośrednio po przybyciu na Kubę zachowanie dziewczyny wyraźnie się zmieniło. Uczestnicy wycieczki wspominali później, iż sprawiała wrażenie zdenerwowanej i czymś przejętej. Zamiast spędzać czas z partnerem, zaczęła go unikać. Nie wiadomo, czy między nimi doszło do kłótni, ani czy wydarzyło się coś, co mogło przestraszyć nastolatkę. Żaden z dostępnych materiałów nie pozwala jednoznacznie ustalić przyczyny tak nagłej zmiany jej nastawienia. Po przylocie do Hawany grupa miała spędzić noc w stolicy, a następnie udać się do Trinidadu. Bianka niespodziewanie poprosiła kierowniczkę wycieczki, aby mogła zostać w Hawanie przez kolejne dwa dni. Tłumaczyła, iż chce spotkać się ze znajomymi, prawdopodobnie polskimi studentami przebywającymi na wyspie. Jej rodzina nie wiedziała jednak o żadnych bliskich osobach, z którymi dziewczyna miałaby wcześniej umówić takie spotkanie. Dziewiętnastolatka nie chciała jechać dalej zgodnie z programem wyjazdu i postanowiła odłączyć się od pozostałych turystów. Zamiast odwiedzić znajomych, udała się do polskiej ambasady w Hawanie. Tam poprosiła urzędników o pomoc w zorganizowaniu wcześniejszego powrotu do kraju. Według późniejszych relacji była bardzo zdenerwowana i nalegała, aby umożliwiono jej jak najszybsze opuszczenie Kuby. Pracownicy placówki nie zorganizowali jednak jej powrotu do Polski. Poradzili, żeby dołączyła do uczestników wycieczki i kontynuowała zaplanowaną podróż. Bianka nie zastosowała się do tych wskazówek. Nie chciała wracać do autokaru, którym pozostali turyści mieli udać się do Trinidadu. Znalazła się sama w obcym mieście, bez zapewnionego alternatywnego transportu do Polski. Nie znała dobrze miejscowych realiów i nie miała możliwości samodzielnego zorganizowania natychmiastowego powrotu. Wciąż próbowała znaleźć sposób, aby wydostać się z sytuacji, w której się znalazła.

Noc spędziła u nieznajomej Kubanki

Po opuszczeniu polskiej ambasady, Bianka Rota nie wiedziała, dokąd się udać. Nie chciała dołączać do pozostałych uczestników wycieczki, dlatego została w Hawanie. Według późniejszych relacji zauważyła ją miejscowa kobieta, która zdecydowała się udzielić dziewiętnastolatce schronienia. Bianka spędziła noc w jej domu. Nie wiadomo, o czym rozmawiały ani czy Polka wyjaśniła swojej gospodyni, dlaczego tak bardzo zależało jej na opuszczeniu wyspy. Następnego dnia dziewczyna ponownie udała się do polskiej placówki dyplomatycznej. Liczyła, iż tym razem ktoś pomoże jej zorganizować wcześniejszy powrót do Warszawy. Według części relacji nie została choćby wpuszczona do środka. Inne przekazy wskazują, iż rozmawiała z pracownikiem ambasady, który skierował ją do Trinidadu, gdzie przebywała reszta turystów. Nie udało się ustalić, dlaczego nie zorganizowano jej podróży do Polski, ani czy sporządzono dokumentację dotyczącą obu wizyt. Ostatecznie Bianka dotarła do miejscowości, w której grupa była już zakwaterowana. Turyści mieszkali w hotelu Ancón, położonym niedaleko karaibskiego wybrzeża. Po przyjeździe dziewczyna zwróciła się do pilotki wycieczki z prośbą o zmianę zakwaterowania. Chciała zamieszkać w pokoju z opiekunką grupy, aby nie musieć przebywać z Józefem M. Współuczestnicy wspominali później, iż była przygnębiona, zdenerwowana i wyraźnie unikała starszego partnera. Nie uczestniczyła w życiu towarzyskim grupy tak, jak pozostali urlopowicze i większość czasu spędzała w hotelu. Nikt nie potrafił wyjaśnić, co było przyczyną jej zachowania.

Wtedy widziano ją po raz ostatni

5 marca 1990 roku uczestnicy wycieczki wybrali się na plażę. Bianka również tam przebywała, ale trzymała się z dala od pozostałych osób. Nie kąpała się w morzu i siedziała samotnie na uboczu. Po południu zaplanowano wspólny spacer po zabytkowej części Trinidadu. Dziewiętnastolatka nie chciała w nim uczestniczyć, dlatego została w hotelu. Pozostali turyści wyszli na zwiedzanie miasta. Kiedy grupa wracała ze spaceru, jej członkowie zauważyli Biankę wychodzącą z hotelu. Dziewczyna zbliżyła się do pozostałych uczestników wyjazdu. Wtedy podszedł do niej Józef M., wziął ją pod rękę i razem oddalili się od grupy. Sytuację tę miała później potwierdzić większość uczestników wycieczki. Po pewnym czasie adwokat wrócił sam. Zapytany o dziewczynę wyjaśnił, iż czeka ona na telefon i nie zamierza na razie dołączać do towarzystwa. Dał również do zrozumienia, iż jej zachowanie wynika z chwilowego niezadowolenia. Od tamtej chwili żaden z pozostałych turystów nie widział już Bianki. Nie wróciła do hotelowego pokoju ani nie pojawiła się na kolejnych spotkaniach grupy. Jej rzeczy osobiste przez cały czas znajdowały się w miejscu zakwaterowania. Nie wiadomo, czy dziewczyna planowała dokądś pójść, czy umówiła się z inną osobą ani co wydarzyło się po rozmowie z partnerem. Dostępne relacje nie pozwalają również ustalić, czy opuściła teren hotelu dobrowolnie. Właśnie tego dnia urwał się ostatni potwierdzony przez uczestników wycieczki ślad po dziewiętnastolatce. Pomimo jej nieobecności program podróży był kontynuowany. Pozostali uczestnicy korzystali z zaplanowanych atrakcji i przygotowywali się do powrotu do kraju. Z dostępnych relacji nie wynika, aby natychmiast zorganizowano szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą lub skutecznie ustalono, gdzie przebywa zaginiona Polka. Bianka miała wykupiony bilet powrotny, jednak nie pojawiła się na lotnisku w dniu odlotu. Grupa opuściła Kubę bez niej, zabierając pozostawiony przez dziewczynę bagaż.

"Rzuciła mi torbę pod nogi"

Krystyna Schneider nie otrzymała wcześniej informacji o zaginięciu córki. Kiedy nadszedł termin zakończenia wycieczki, udała się do Warszawy, aby ją odebrać. Samolot z turystami wracał przez Berlin, skąd podróżni mieli kontynuować drogę do Polski pociągiem. Kobieta spodziewała się spotkania z Bianką, jednak zamiast dziewczyny zobaczyła pilotkę wycieczki, Elżbietę Pawluczuk. To właśnie od niej dowiedziała się, iż dziewiętnastolatka nie wróciła z pozostałymi uczestnikami. W rozmowie przeprowadzonej po latach przez "Tygodnik Podhalański" Krystyna wspominała, iż opiekunka grupy „rzuciła jej pod nogi” torbę należącą do córki. Następnie miała stwierdzić, iż Bianka prawdopodobnie postanowiła pozostać na wyspie, ponieważ Kuba bardzo jej się spodobała. Matka była zaskoczona takim wyjaśnieniem. Wiedziała, iż córka nie miała tam stałego miejsca zamieszkania, pracy ani rodziny, u której mogłaby się zatrzymać na dłużej. Nie otrzymała również żadnej wiadomości świadczącej o tym, iż dziewczyna zmieniła swoje plany. Krystyna próbowała dowiedzieć się od uczestników wycieczki, co dokładnie wydarzyło się podczas pobytu na wyspie. Szczególnie zależało jej na rozmowie z Józefem, ponieważ to z nim córka wyjechała na wakacje. Według jej późniejszych wypowiedzi, mężczyzna nie chciał jednak szczegółowo rozmawiać o zaginięciu ani wyjaśnić, co mogło stać się z Bianką. Kobieta nie rozumiała również, dlaczego nikt nie powiadomił jej o nieobecności dziewczyny jeszcze przed odlotem z Hawany. Dopiero po powrocie grupy zaczęła poznawać relacje o niepokojącym zachowaniu córki i jej próbach uzyskania pomocy w ambasadzie. Dla Krystyny szczególnie niezrozumiałe było to, iż Bianka pozostawiła w hotelu swoje rzeczy. Nie zabrała walizek, które byłyby jej potrzebne, gdyby rzeczywiście zamierzała samodzielnie podróżować lub zamieszkać na Kubie. Matka nie miała z nią żadnego kontaktu i nie wiedziała, gdzie mogłaby rozpocząć poszukiwania. W tej sytuacji zaczęła zwracać się do polskich instytucji państwowych, prosząc o interwencję. Pisała pisma do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i próbowała zainteresować zaginięciem córki osoby mogące pomóc jej w nawiązaniu kontaktu z kubańskimi władzami.

Przez pół roku szukała córki

W maju 1990 roku Krystyna Schneider otrzymała wizę i wyjechała do Hawany. Nie znała języka hiszpańskiego, nie miała na miejscu rodziny ani znajomych, ale była zdecydowana odnaleźć Biankę. Na kubańskim lotnisku czekał na nią Krzysztof Rączka, kierownik wydziału konsularnego polskiej ambasady. Urzędnik zawiózł kobietę do hotelu, za który musiała płacić z własnych pieniędzy. Po latach Krystyna wspominała, iż odniosła wrażenie, iż przedstawiciele placówki liczyli na to, iż gwałtownie zabraknie jej środków i wróci do kraju. Każdego dnia wychodziła na ulice Hawany ze zdjęciem córki. Zatrzymywała przechodniów, rozmawiała z turystami i odwiedzała miejsca, w których mogła pojawić się młoda Polka. Pomoc zaoferowali jej studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Warszawskiego, przebywający wówczas na Kubie na praktykach. Udostępnili matce niewielki pokój w akademiku, pomagali tłumaczyć rozmowy i rozwieszać ogłoszenia ze zdjęciem dziewczyny. Bez ich wsparcia prowadzenie poszukiwań byłoby dla Krystyny jeszcze trudniejsze. Kobieta postanowiła również pojechać do Trinidadu. Według jej późniejszej relacji kubańskie służby bezpieczeństwa obserwowały jej działania i utrudniały swobodne poruszanie się po wyspie. Podczas pierwszej wizyty w mieście została zatrzymana przez funkcjonariuszy i odesłana do Hawany. Nie zrezygnowała jednak z poszukiwań. Wróciła do Trinidadu i dotarła do hotelu Ancón, gdzie pokazano jej pokój zajmowany wcześniej przez Biankę. Odwiedzała okoliczne domy, pytała mieszkańców o córkę i próbowała sprawdzać informacje, które mogły mieć związek z zaginięciem. Rozszerzyła poszukiwania także na inne miejscowości, ale nie zdobyła żadnych wiadomości pozwalających ustalić, co stało się z dziewiętnastolatką.

Krystyna bardzo ciężko przeżyła tę sytuację. Miała myśli samobójcze i trafiła do szpitala. Przez wiele miesięcy żyła nadzieją, iż córka gdzieś przebywa i potrzebuje pomocy. Teraz musiała zmierzyć się z możliwością, iż Bianka została zamordowana, choć przez cały czas nie istniały dowody potwierdzające taką wersję. Polska prokuratura zwróciła się do Prokuratury Republiki Kuby o przekazanie materiałów i udzielenie pomocy prawnej. Chodziło między innymi o ustalenia miejscowych śledczych, które mogłyby pozwolić na kontynuowanie postępowania w Warszawie. Oczekiwana dokumentacja nie nadeszła. 12 grudnia 1991 roku polscy prokuratorzy wydali postanowienie o zawieszeniu śledztwa do czasu otrzymania nowych informacji od kubańskich władz. Zawieszenie nie oznaczało rozwiązania sprawy ani stwierdzenia, iż Bianka nie żyje. Postępowanie nie mogło jednak posuwać się dalej bez materiałów, o które zwrócono się do drugiego państwa. Z czasem zainteresowanie budziła także postawa Józefa M. W relacjach Krystyny pojawiała się informacja, iż adwokat nie chciał szczegółowo rozmawiać o losie jej córki. Po powrocie z wycieczki wyprowadził się z Zakopanego i zamieszkał w Krakowie. Publikacje dotyczące sprawy wskazywały również, iż nie został przesłuchany przez polskich śledczych. Nie oznacza to jednak, iż udowodniono mu udział w jakimkolwiek przestępstwie. Nie przedstawiono mu zarzutów związanych z zaginięciem dziewczyny, a dostępne materiały nie pozwalają ustalić, co wiedział o jej dalszych losach. Brak jednoznacznych dowodów sprawił, iż przez lata rozpatrywano różne możliwości. Jedna zakładała, iż Bianka padła ofiarą przestępstwa. Inna, iż spotkał ją nieszczęśliwy wypadek, którego okoliczności nigdy nie zostały ustalone. Pojawiały się także przypuszczenia o porwaniu lub dobrowolnym ukrywaniu się na wyspie. Żadna z tych wersji nie została potwierdzona. Nie odnaleziono ciała dziewczyny ani dokumentów wskazujących, iż po marcu 1990 roku rozpoczęła nowe życie pod inną tożsamością. W maju 2021 roku sprawą ponownie zajęli się dziennikarze "Tygodnika Podhalańskiego". Odwiedzili Krystynę Schneider w jej niewielkim mieszkaniu w Zakopanem. Kobieta przez cały czas przechowywała wspomnienia o córce i wierzyła, iż być może kiedyś pozna prawdę. Dopuszczała choćby możliwość, iż Bianka straciła pamięć i żyje gdzieś na świecie, nie wiedząc, jak wrócić do rodziny. W rozmowie zastanawiała się, czy ktoś po latach zdecyduje się opowiedzieć o wydarzeniach, których był świadkiem. W sierpniu 2023 roku do redakcji zgłosił się Adam Koprowski, dawny przyjaciel dziewczyny. Natrafił na reportaż o jej zaginięciu i postanowił opowiedzieć o znajomości z Bianką oraz wydarzeniach sprzed jej wyjazdu. Jego wspomnienia pozwoliły dziennikarzom przybliżyć życie nastolatki i jej relacje z bliskimi. Nie przyniosły jednak informacji rozstrzygających, co wydarzyło się na Kubie.

W dostępnych publicznie materiałach nie ma do dziś potwierdzenia, iż dziewczyna została odnaleziona lub iż ustalono osoby odpowiedzialne za jej ewentualną śmierć. Los dziewczyny pozostaje nieznany, a ostatnim udokumentowanym działaniem polskiej prokuratury opisywanym w przytoczonych źródłach jest zawieszenie postępowania z grudnia 1991 roku.

Źródła:

https://podroze.gazeta.pl/podroze/7,114158,30088932,nastolatka-z-zakopanego-zniknela-bez-sladu-miala-wrocic-z.html

https://www.o2.pl/informacje/marzyla-o-wycieczce-na-kube-nigdy-nie-wrocila-do-domu-7033341882501824a

https://niewyjasnione-zaginiecia.pl/bianka-rota/

https://www.fakt.pl/wydarzenia/tajemnicze-zaginiecie-19-letniej-bianki-miala-leciec-na-kube-i-zniknela/slyf4gf

https://buzz.gazeta.pl/buzz/7,185693,30913919,wycieczka-na-kube-byla-jej-marzeniem-gdy-tylko-dotarla-na-miejsce.html

Idź do oryginalnego materiału