Pan Piotr opuścił szpital po pierwszej operacji rekonstrukcji twarzoczaszki. Do swojego mieszkania jednak nie wrócił. Jak mówi jego brat, mężczyzna jest w takim stanie psychicznym, iż boi się ponownie pojawić w miejscu, gdzie został zaatakowany.
- Zawożę go do jego dziewczyny. Musi w spokoju dojść do siebie. Po tym, co się stało, zwyczajnie się boi
- mówi w rozmowie z nami pan Marek, brat 39-latka.
Lekarze wszczepili panu Piotrowi cztery płytki tytanowe. Operacja miała odtworzyć rozległe uszkodzenia kości twarzoczaszki. To jednak nie koniec leczenia. Za kilka dni mężczyzna ma wrócić do szpitala im. Barlickiego, gdzie czeka go kolejny zabieg - rekonstrukcja nosa.
- Dziś wychodzi ze szpitala. Za siedem dni wracamy do szpitala im. Barlickiego na kolejną operację. Trzeba chwilę odczekać, aż zejdzie opuchlizna. Ma zapadniętą twarz. Lekarze będą teraz walczyć o jego nos
- relacjonuje brat 39-latka.
Wyszedł tylko po zakupy
Do brutalnego ataku doszło w sobotę 11 lipca około godziny 14 przed kamienicą przy al. Piłsudskiego w Łodzi, niedaleko szpitala im. Korczaka.
Jak opowiada pan Marek, jego brat wrócił z pracy z nocnej zmiany i poszedł spać. Około godziny 13 wstał i wyszedł z domu po zakupy. Przed kamienicą zatrzymał się i rozmawiał przez telefon. Wtedy miał podejść do niego nieznany mężczyzna.
Według relacji świadków, napastnik zaczął kierować w stronę pana Piotra wulgarne słowa. Prawdopodobnie napastnik usłyszał, jak rozmawia przez telefon i wziął go za obywatela Ukrainy. Gdy 39-latek powiedział, iż mieszka w tym miejscu i jest Polakiem, mężczyzna miał dwukrotnie uderzyć go w twarz.
- Wygląda na to, iż tamten po prostu był pod wpływem alkoholu, bo z relacji sąsiadów wynika, iż pił tam od rana. Musiało mu się coś ubzdurać, bo krzyknął: „wynoś się stąd, Ukraińcu” i go uderzył dwa razy w twarz. A brat ma po prostu taką wymowę
- opowiada pan Marek
Jak dodaje mężczyzna, cały atak trwał zaledwie kilkanaście sekund. Dwa ciosy doprowadziły jednak do bardzo poważnych obrażeń.
- Ja nie wierzę, iż on to zrobił gołą pięścią. To niemożliwe, żeby kogoś tak zmasakrować w ten sposób. Być może ten człowiek miał w ręku kastet albo inne narzędzie
- mówi brat poszkodowanego.
Dwa ciosy zmieniły wszystko
Tuż po ataku pan Piotr zadzwonił do brata.
- Zostałem pobity - usłyszałem w słuchawce. Nogi się pode mną ugięły. Mnie wtedy nie było w domu, byłem w pracy w Warszawie. Poprosiłem sąsiada, żeby poszedł do niego i udzielił mu pomocy
- opowiada pan Marek.
Jak relacjonuje brat 39-latka, kiedy na miejsce została wezwana policja, agresor miał wciąż kręcić się w pobliżu. Miał zaczepiać kolejne osoby. Dopiero gdy wokół zebrała się grupa świadków, odszedł w kierunku komisariatu policji.
- Nie kojarzymy z bratem sprawcy, ale on przesiadywał z grupką, która pije tu alkohol regularnie. Przechodzą przez bramę, kupują alkohol w monopolowym i tak czasem cały dzień. To nie jest pierwszy taki przypadek w tym miejscu. Pół roku temu ktoś przebił mi oponę w firmowym aucie. Innym razem pobito sąsiada. Wczoraj znów była interwencja. Coś wreszcie musi się zmienić, bo tak dłużej nie może być, żeby wszyscy się bali. Dlatego zdecydowaliśmy się nagłośnić tę sprawę. To, co się wydarzyło, to już zbyt wiele
- dodaje pan Marek.
Policja szuka świadków
Jak podkreśliła policja, zabezpieczono nagrania z monitoringu i realizowane są poszukiwania sprawcy.
- Zgłoszenie otrzymaliśmy 12 lipca. Zdarzenie zostało zakwalifikowane jako średni uszczerbek na zdrowiu. o ile ktokolwiek ma informacje w tej sprawie, proszony jest o kontakt z policją
- powiedział w rozmowie z nami podkom. Maksymilian Jasiak z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi.
Jak relacjonował poszkodowany, z tego co pamięta, agresor był rosłym mężczyzną o ciemnej karnacji, ma ok 190 cm wzrostu i 110 kg wagi.
Wszystkie osoby, które wiedzą cokolwiek na temat tego zdarzenia proszone są o kontakt z VI Komisariatem Policji Komendy Miejskiej Policji w Łodzi.

1 godzina temu














English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·