Zareagowali świadkowie, którzy postanowili nie czekać na rozwój wypadków i zadzwonili po straż miejską.
– Pies biegał luzem, bez kagańca, bez nikogo. Mieszkańcy nas zaalarmowali, mocno wyczuleni po tych ostatnich historiach z ugryzieniami – przyznaje w rozmowie z nami komendant Paweł Żebrowski.
Patrol pojechał na miejsce, odłowił psa i dopilnował jego bezpiecznego przekazania do schroniska. Ale jego właściciel – jeżeli w ogóle się odnajdzie – nie ma co liczyć na to, iż po prostu przyjdzie i zabierze go do domu.
- Schronisko nie wyda psa od ręki. Najpierw właściciel musi stawić się u nas, dopełnić wszystkich formalności i to my wydajemy zgodę na zwrot zwierzęcia – twardo zaznacza komendant Żebrowski.
Trudno się dziwić gorączkowej reakcji mieszkańców i bezkompromisowemu podejściu służb. Pamięć po lipcowych incydentach jest w Łomży aż nader świeża:
Zaledwie 2









English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·