Bliski współpracownik Nawrockiego usłyszał prokuratorski zarzut. "Wyssana z palca bajeczka"

10 godzin temu
Adam Andruszkiewicz został przesłuchany w prokuraturze w związku ze śledztwem dotyczącym podrabiania podpisów na listach poparcia dla kandydatów w wyborach z 2014 roku. Polityk usłyszał jeden zarzut, o czym sam również poinformował w mediach społecznościowych.
Adam Andruszkiewicz usłyszał zarzut
W środę (11 lutego) Prokuratura Regionalna w Lublinie przesłuchała Adama Andruszkiewicza, wiceszefa Kancelarii Prezydenta. Śledczy zarzucili mu, iż w 2014 roku, "będąc liderem Młodzieży Wszechpolskiej, kierował podrobieniem przez inne osoby dokumentów w postaci list osób udzielających poparcia kandydatom zgłaszanym przez Komitet Wyborczy Ruch Narodowy w okręgu wyborczym nr 3 w wyborach do Sejmiku Województwa Podlaskiego, przetwarzając bezprawnie dane osobowe osób wymienionych na listach poparcia, czym dopuścił się nadużycia w sporządzaniu list z podpisami obywateli zgłaszających kandydatów w wyborach samorządowych zarządzonych na dzień 16 listopada 2014 r.". Nie przyznał się do zarzucanego mu czynu, ale złożył wyjaśnienia. Grozi mu do pięciu lat pozbawienia wolności.

REKLAMA





Śledztwo prokuratury
Śledztwo w sprawie podrabiania podpisów na listach poparcia dla kandydatów na radnych zgłaszanych przez Komitet Wyborczy Wyborców Ruch Narodowy w wyborach samorządowych do Sejmiku Województwa Podlaskiego rozpoczęło się w 2014 roku. Podejrzenie nieprawidłowości zgłosiła prokuraturze Wojewódzka Komisja Wyborcza w Białymstoku. W 2019 roku śledztwo zostało przekazane zespołowi prokuratorów z Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Pięć lat później sprawa ponownie została przekierowana, tym razem do lubelskiej Prokuratury Regionalnej. Śledztwo dotyczyło 1761 podpisów z list poparcia, z czego 255 niezakwalifikowano do badań. Pozostałe poddano badaniom identyfikacyjno-porównawczym oraz na autentyczność. "W toku śledztwa przesłuchano w charakterze świadków 1596 osób oraz wywołano 59 opinii biegłych z zakresu badania pisma manualnego" - podaje prokuratura w komunikacie. Jak podało TVN24, opinie biegłych miały nie potwierdzić, aby to Andruszkiewicz własnoręcznie fałszował podpisy.


Zobacz wideo Morawiecki u Sroczyńskiego: Bliżej mi do koalicji z Braunem niż z Tuskiem



najważniejsze zeznania
Prokuratura poinformowała również w komunikacie, iż w sprawie nadano status podejrzanego dziewięciu osobom. Jeden z nich - jak przekazali śledczy - miał wielokrotnie wspominać o udziale Andruszkiewicza w procederze podrabiania podpisów. "Wielokrotnie przesłuchiwany, także podczas bezpośredniej konfrontacji z Adamem A, podtrzymywał swoje stanowisko w zakresie udziału i roli wymienionego w przestępczym procederze. Jego wyjaśnienia znajdują potwierdzenie w pozostałym materiale dowodowym - zeznaniach świadków i opiniach z zakresu badania pisma manualnego" - czytamy w komunikacie. TVN24 ustaliło, iż owym świadkiem miał być Paweł P., który w 2014 roku, jako młody człowiek, związał się z Młodzieżą Wszechpolską. "Nie było nas tam dużo, może 5-6 osób. Dowodzili tam Adam Andruszkiewicz i Wojciech N. Oni się kumplowali blisko. Na ekranach monitorów były zeskanowane listy z danymi osób. Były to listy z innych wyborów, tak mi się przynajmniej wydaje. Adam Andruszkiewicz i Wojciech N. mówili obecnym, iż mają przepisywać dane osób z monitorów do pustych arkuszy list poparcia w wyborach samorządowych. Te listy były absolutnie puste. Listy leżały na stole. W listach wpisywaliśmy imiona i nazwiska, adresy i numery PESEL osób, których dane były w listach na monitorach komputerów. Po wypełnieniu list wymienialiśmy się nimi i składaliśmy fałszywe podpisy (...)" - można przeczytać w zapisie jego zeznań, cytowanych przez stację.
Andruszkiewicz: Ten zarzut to wyssana z palca bajeczka
"Za mną wizyta w prokuraturze. 12 lat szczegółowego śledztwa, kilkanaście opinii grafologicznych i wbrew oszczerstwom medialnym - zarzutów o fałszowanie podpisów brak. Mówiłem! Dziękuję tym, którzy od początku wierzyli w moją niewinność w tej sprawie" - napisał Adam Andruszkiewicz na portalu X. Stwierdził, iż zarzut postawiono mu "na potrzeby polityczne". Zaprzeczył, jakoby miał kazać podrabiać podpisy na listach poparcia. "Otóż nic nikomu nie kazałem, a ten zarzut to wyssana z palca bajeczka użyta dziś jako polityczna pałka. Obalę tę kłamliwą tezę podobnie jak tę, iż niby osobiście fałszowałem podpisy" - dodał.


Przeczytaj także: Nawrocki broni Andruszkiewicza w sprawie fałszowania podpisów. "12 lat śledztwa"


Źródła:Prokuratura Regionalna w Lublinie, TVN24, x.com
Idź do oryginalnego materiału