Autorka „Złodzieja” zawita do aglomeracji wrocławskiej!

strefamiast.pl 2 tygodni temu
Zdjęcie: - Teraz przyjeżdżam do Wrocławia nie tylko w sprawach zawodowych, ale także prywatnie, by spędzić miło czas i odpocząć - mówi Joanna Opiat-Bojarska. FOT. ŁUKASZ SOKÓŁ


Joanna Opiat-Bojarska to poznańska pisarka, która na początku kwietnia spotka się z fanami w Brzegu, Świętej Katarzynie, Bierutowie i Sycowie. To wszystko w ramach programu Rozczytana Aglomeracja. Chcecie wiedzieć, skąd czerpie inspirację do pisania?

Czy po napisaniu kryminału „Złodziej” zmienił się pani stosunek do złodziei aut?

Długo zastanawiałam się, czy będę potrafiła pisać o złodziejach, bez nasycania opowieści moją prywatną złością. Kiedyś ukradziono samochód mojej mamie, potem mnie - mój pierwszy, kupiony za własne pieniądze, a na końcu - mojemu mężowi.

Jednak się pani zdecydowała?

Nie miałam wyjścia. Chciałam skonsultować pewną łódzką sprawę kryminalną, więc kolega z branży podesłał mi namiary na swojego człowieka z Łodzi. Porozmawiałam z tym człowiekiem przez telefon, a jemu udało się umówić mnie na spotkanie z kimś, kto może mi pomóc. Na dworcu Łódź Kaliska wsiadłam do samochodu człowieka, z którym wcześniej rozmawiałam przez telefon i usłyszałam, iż jedziemy za miasto.

Zupełnie tak, jak bohaterka „Złodzieja”.

I tak, jak ona wysiadłam pod halą magazynową, dokładnie taką samą w jakiej kilka dni wcześniej mordowałam człowieka, to znaczy opisywałam koniec życia bohatera książkowego. Zostałam poproszona o wyłączenie telefonu, by przypadkiem nie rejestrować rozmowy.

Nie bała się pani o swoje bezpieczeństwo?

Na co dzień pracuję „w kryminale”, więc zanim weszłam do środka przemknęła mi przez głowę myśl, iż być może pisarz, który skontaktował mnie z człowiekiem z Łodzi w taki właśnie sposób pozbywa się konkurencji (śmiech).

Na szczęście wyszła pani z hali w całości?

Tak, bogatsza o wiedzę i obietnice zorganizowania spotkań z ciekawymi ludźmi. Dwa dni później wydawca poprosił mnie, bym napisała dla niego nową serię kryminalną, a ja naładowana jeszcze energią łódzkiego spotkania pomyślałam, iż to czego doświadczyłam byłoby świetnym początkiem wciągającej kryminalnej opowieści.

Jedną z głównych postaci „Złodzieja” jest pisarka Joanna Mazur. Czy zbieżność branży i imienia jest przypadkowa?

To pełna premedytacja. Uznałam, iż skoro buduję postać silnej, zdeterminowanej i odważnej kobiety, to czytelnicy i tak będą doszukiwać się w niej mnie. Dlaczego więc im tego nie ułatwić? Albo nie utrudnić? Poza imieniem i branżą kilka mnie z nią łączy (śmiech).

Dlaczego umieściła pani akcję „Złodzieja” w Łodzi?

Mieszkańcy Łodzi, których miałam okazję poznawać na przestrzeni kilku lat zachwycali mnie zawsze swoją kreatywnością, energią i pomysłowością. Poza tym pod miastem znajduje się rozbudowany system kanałów, a je już można wykorzystać w kryminalnym celu.

„Złodziej” to początek serii. Dokąd wyśle pani Joannę w drugim tomie?

Do Wrocławia. I muszę przyznać, iż tu wybór był oczywisty. Wrocław poznałam dzięki współpracy z Aglomeracją Wrocławską, która od lat zaprasza mnie na spotkania autorskie organizowane w tej okolicy. Zakochałam się w tym mieście. Teraz przyjeżdżam do Wrocławia nie tylko w sprawach zawodowych, ale także prywatnie, by spędzić miło czas i odpocząć.

Idź do oryginalnego materiału