Ataki w szkołach. Wszyscy dokładamy do tego swoją cegiełkę [KOMENTARZ]

1 godzina temu

W zeszłym tygodniu dwoje nastolatków weszło do szkół z nożami. Jeden ranił 9 osób i próbował zdetonować ładunek wybuchowy, natomiast drugi zranił dwie osoby i zabił 37-letnią pracownicę.

Wśród uczniów i rodziców zaczął narastać niepokój. Pojawiły się pogłoski o "Krwawym Piątku", nagrania z zapowiedzią ataków, zatrzymania kolejnych nieletnich. Gdy sprawców złapano, a pierwsze emocje opadły, rozpoczęło się tradycyjne internetowe śledztwo - dlaczego, skąd to się wzięło i czemu "kiedyś tego nie było"?

Znaczna większość komentujących od razu znalazła wytłumaczenie:

"Wszystko wina bezstresowego wychowania! Jak kiedyś gówniarz dostał w tyłek, to nie wymyślał!",

"Siedzą całe dnie przed tymi ekranami to przychodzą im do głowy głupoty",

"Pewnie nauczyli się tego z internetu!"

Niestety, każde z nich to wygodna wymówka dla dorosłych.

Przemoc wśród dzieci. Statystyki są bezlitosne

Dlaczego tak uważam?

Bo to standardowa technika wyszukiwania problemu wszędzie, byle nie w sobie. I teoretycznie banalnie proste rozwiązania - wyłączenie internetu, zakaz gier komputerowych, zakaz telefonów, przywrócenie kar cielesnych i tak dalej...

Mało kto zwraca za to uwagę, iż dzieci doświadczają różnorodnych form przemocy już od najmłodszych lat. Zgodnie z najnowszymi statystykami Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, już aż 87% osób w wieku 10-17 lat w ciągu ostatniego roku padło ofiarą jakiejś formy dręczenia ze strony rówieśników. Raport FDDS z 2023 roku wskazuje zaś, iż 32% dzieci doświadczyło przemocy ze strony bliskich osób dorosłych.

Wiele z nich nie otrzymuje pomocy. Żyje w strachu przed pójściem do szkoły lub przeciwnie - powrotem do domu. Ich prośby są ignorowane. A potem słyszą, że... adekwatnie to przemoc jest najlepszym rozwiązaniem. Skoro więc tak, to dlaczego na swoich dręczycielach i wrogach nie mogą odegrać się w ten sam sposób?

Jedni skrzywdzą siebie - mniej lub bardziej. Drudzy będą szukać zemsty - czasem także na niewinnych.

To nie jest usprawiedliwienie. Bo sięgnięcia po nóż i brutalnego ataku nic nie usprawiedliwia. Ale części z tych przypadków można zapobiec.

Czy internet skrzywdził dzieci?

I tak, i nie. Bo to nie narzędzie jest problemem - problemem są ci, którzy z niego korzystają.

Wyzwiska, cyberprzemoc, groźby czy wyśmiewanie ze względu na wygląd, status materialny, stan zdrowia, zainteresowania czy opinie są na porządku dziennym. A my, dorośli, dajemy na to ciche przyzwolenie. Co więcej, sami w tym uczestniczymy. Bo przecież to tylko komentarz. Tylko wymiana zdań. Tylko wyładowanie frustracji na politykach, dziennikarzach, przedsiębiorcach, twórcach internetowych albo zupełnie obcych osobach.

Zaczynamy akceptować coraz bardziej ostrą, wulgarną, niemerytoryczną i pozbawioną kultury debatę publiczną. Czasem im bardziej ktoś komuś "dowali", tym bardziej tłum się cieszy. Czekamy, aż "zaorają" tych, których nie lubimy. Wyszukujemy każdy błąd, każde potknięcie i zaczynamy igrzyska. Nie potrzebujemy już pochodni i stosów, tylko ekran i klawiaturę.

Z drugiej strony, czy gdy nie było internetu, ludzie byli mniej agresywni? Nie biegali z nożami i nie atakowali innych? Chociaż mnóstwo starszych internautów twierdzi, iż tak - niestety, muszę was rozczarować. Najwięcej seryjnych morderców grasowało w Polsce w XX-leciu międzywojennym oraz latach 70. i 80., gdy o sieci nie było mowy. W latach 90. co roku odnotowywano około 1,2-1,3 mln przestępstw rocznie (dla porównania, dziś około 400-450 tys. rocznie). Kulminacja przypadła na 2003 r., gdy liczba ta wyniosła 1,466 mln. Internetu wówczas nie było lub dopiero raczkował. Przemoc dalej istniała.

Wciąż możemy wiele zrobić

Aby uchronić dzieci, przede wszystkim, musimy zacząć od osób, od których czerpią wzorce - od samych siebie.

Rozmawiać. Tłumaczyć. Słuchać. Spróbować poznać ten skomplikowany świat, który nam wydaje się bardzo odległy i dziwny. Nie bagatelizować problemów, które sami uznajemy za błahe. Nie wyładowywać złości i frustracji na innych. Nie uczyć, iż przemoc to rozwiązanie. Kontrolować, co dzieci oglądają, z kim rozmawiają i jak się wypowiadają.

Wyłączenie komputera czy telefona nie sprawi, iż kłopot zniknie. Wysiłek, który trzeba włożyć, by tak się stało, będzie znacznie większy. Ale, moim skromnym zdaniem, warto się go podjąć.

Idź do oryginalnego materiału