Antykwariusz przekaże do muzeów listy byłego więźnia Auschwitz i Majdanka

6 godzin temu
Zdjęcie: Antykwariusz przekaże do muzeów listy byłego więźnia Auschwitz i Majdanka


Marek Trybulski, właściciel Krakowskiego Salonu Numizmatycznego, podaruje do muzeów w Oświęcimiu i Majdanku listy byłego więźnia hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Z pierwszą partią tych zbiorów w sobotę 11 lipca pojedzie do Muzeum Auschwitz.

Chodzi o ponad 90 listów, których nadawcą lub odbiorcą był Jan Nowak, krakowski lekarz i jeden z głównych świadków oskarżenia w trzecim (ostatnim) procesie członków załogi obozu koncentracyjnego na Majdanku – podaje Polska Agencja Prasowa.

Urodzony w 1908 r. Jan Nowak na początku 1941 r. został aresztowany przez Niemców i po krótkim pobycie w więzieniu na Montelupich przewieziony do KL Auschwitz. Stamtąd w lutym 1942 r. przerzucono go do obozu koncentracyjnego na Majdanku, a wobec spodziewanego nadejścia Armii Czerwonej razem z innymi więźniami został w 1944 r. przewieziony do Gross Rosen. Wyzwolenia doczekał dopiero w ostatnim dniu wojny w Litomierzycach (Leitmeritz) w znajdującej się na terenie dzisiejszych Czech filii obozu Flossenbürg.

Listy Jana Nowaka – zarówno pisane przez niego, jak i do niego adresowane – znajdowały się w posiadaniu mieszkającego w tej chwili za granicą członka rodziny Marka Trybulskiego, właściciela Krakowskiego Antykwariatu Numizmatycznego. To od tej osoby Trybulski kupił cały zbiór pod koniec czerwca. Od razu postanowił, iż podaruje wszystko muzeom. – Tam ta historia się zaczęła i tam powinna się zakończyć – wyjaśnia i podkreśla, iż nie wyobraża sobie, żeby na tego typu pamiątkach historycznych można było próbować zarabiać.

W zbiorze, który Marek Trybulski podaruje muzeom, znajdują się m.in. wiadomości wysyłane przez niego do bliskich, a ocenzurowane przez władze obozowe. Część z nich napisana jest po niemiecku, część po polsku. W obu tych językach do Jana Nowaka swoje listy pisali też jego bliscy (matka i siostry) – pożółkłe listy i karty pocztowe wysyłane przez nich z domu również są częścią kolekcji. Do jednego z otrzymanych przez Jana Nowaka listów, z życzeniami na imieniny, dołączony był płatek kwiatka przywieszony na nitce (zachował się jeszcze jego kawałek), a do listu wysłanego z okazji świąt doklejony był opłatek. Z kolei z dwóch dokumentów, które również znajdują się w tej samej kolekcji, wynika, iż rodzina Jana Nowaka zabiegała u władz niemieckich o jego zwolnienie. Wiadomości wysyłane przez Jana Nowaka są lakoniczne, bo cenzura rygorystycznie usuwała wszystkie słowa, które mogły zostać uznane za naruszenie tajemnicy. Ingerowała także w treść listów Jana Nowaka – w jednym z nich kilka fragmentów ktoś wyciął nożyczkami, a w innych zamazał różne słowa czarnym tuszem.

Pomimo takich obostrzeń z niektórych listów można wyciągnąć informacje o warunkach obozowego życia. Przykładem może być dokument, w którym zaznaczono, jakie produkty mogą być wysłane w paczce z żywnością do więźnia.

W KL Auschwitz Jan Nowak dostał numer 17380. Zapadł tam na tyfus i stracił na wadze aż 30 kg, ale o tym nie wspominał w żadnym z wysłanych przez siebie listów – opowiedział o tym dopiero wiele lat po wojnie. Po dziewięciu miesiącach, w lutym 1942 r., został przerzucony do obozu na Majdanku. Dostał tam numer 19, co oznacza, iż był tam jednym z więźniów funkcyjnych (przydzielono im pierwsze sto numerów). Został jednym z obozowych lekarzy, co wykorzystywał do ratowania innych więźniów. Jedną z osób, które zawdzięczały mu przeżycie, był prof. Mieczysław Michałowicz – przed wojną twórca polskiej pediatrii, rektor Uniwersytetu Warszawskiego, a także senator RP.

Na Majdanku wraz z innymi lekarzami Jan Nowak współtworzył konspiracyjną komórkę medyczną. Leczyli, zdobywali leki, fałszowali karty chorych i ukrywali osoby wyznaczone w trakcie obozowych selekcji do egzekucji.

Po wojnie zrobił drugą specjalizację z psychiatrii i doktorat. Był też biegłym sądowym. O swoich obozowych przejściach opowiedział w 1977 r. Józefowi Musiołowi w książce „Świadkowie”. Pretekstem do jej napisania był toczący się wtedy proces członków załogi obozu na Majdanku przed sądem w Düsseldorfie. Jan Nowak był w nim jednym z głównych świadków oskarżenia.

To właśnie na Majdanku, jak wynika z jego relacji, przeżył najbardziej dramatyczne chwile. Był tam świadkiem śmierci tysięcy więźniów, którzy zmarli przy stawianiu obozowych baraków, a także tych zabijanych przez strażników lub sadystycznego felczera.

„Błoto, jakiego nigdzie nie widziałem. Wszy, pluskwy, pchły i wyniszczenie głodem” – wspominał warunki panujące w obozie na Majdanku. „Moralna więź, poczucie godności, mimo deptania wszystkiego, co ludzkie, niesienie pomocy drugiemu – oto, co pomagało nam więźniom politycznym przetrwać” – dodawał.

Wyjaśniał też, dlaczego kilka dekad po wojnie zdecydował się, by zeznawać w procesie członków obozowej załogi: „Widziałem więcej od innych i obowiązkiem moim było obiektywne przedstawienie tego, co się działo w tym piekle”.

Podkreślił, iż udało mu się przetrwać to obozowe piekło, bo był silny duchowo.

Polska Agencja Prasowa / RL / opr. WM

Fot. Iwona Burdzanowska / archiwum RL

Idź do oryginalnego materiału