Agnieszka R. oskarżona o oszustwa. Była mistrzyni świata teraz kontratakuje

2 godzin temu
Pod koniec stycznia do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko Agnieszce R., byłej mistrzyni świata w boksie i kick-boxingu. Prokuratura postawiła jej 13 zarzutów oszustwa. Teraz sportsmenka odniosła się do sprawy – w długim i emocjonalnym wpisie w mediach społecznościowych zarzuciła mediom "masowe oczernianie", a swoim oskarżycielom kłamstwa, szantaż i próbę wyłudzenia pieniędzy.


Jak pisaliśmy w naTemat, Agnieszka R. miała przez lata pożyczać pieniądze od znajomych, nie oddawać ich i unikać kontaktu. Według prokuratury w ten sposób doprowadziła łącznie 14 osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem na ponad 100 tys. zł.

Z relacji pokrzywdzonych wynika, iż Agnieszka R. miała sięgać po pieniądze u znajomych, przyjaciół i współpracowników, tłumacząc się nagłymi wydatkami, problemami zdrowotnymi albo kryzysową sytuacją życiową. Pożyczki bardzo często zaczynały się od drobnych kwot, a z czasem sumy rosły.

Jak twierdzi prokuratura, problem zaczynał się w momencie, gdy nadchodził moment rozliczeń. Pojawiały się obietnice spłaty "w najbliższym czasie", potem przeciągające się wymówki, a wreszcie – całkowite milczenie. Początkowe zapewnienia, a następnie brak realnej woli zwrotu śledczy uznali za najważniejszy dla postawienia 13 zarzutów oszustwa, co oznacza, iż nie jest to zwykły spór cywilny o dług.

Jeśli sąd uzna 52-letnią zawodniczkę za winną, w grę wchodzi kara do 8 lat pozbawienia wolności. Na tym etapie sprawy oskarżona pozostaje jednak osobą niewinną, dopóki zapadnie prawomocny wyrok.

Agnieszka R. o zarzutach. "Masowe oczernianie"


W opublikowanym na Facebooku oświadczeniu Agnieszka R. przekonuje, iż padła ofiarą nagonki, która – jak twierdzi – trwa od marca ubiegłego roku. "W związku z masowym oczernianiem mnie i kłamstwami w mediach na mój temat uważam, iż moim lojalnym kibicom i wszystkim, którzy mnie od lat wspierają, należy się parę słów wyjaśnienia" – zaczyna.

Była mistrzyni zwraca uwagę na sposób relacjonowania sprawy przez media. "Dlaczego pokazują mnie w mediach z paskiem na oczach i podpisują Agnieszka R? Ma to niby chronić osobę oskarżoną, bo istnieje coś takiego w każdym cywilizowanym kraju jak domniemanie niewinności. W moim przypadku to po prostu hipokryzja, bo opisują przy okazji całe moje życie" – pisze sportowczyni, która przekornie zmieniła swoją nazwę profilową na "Agnieszka R.", a zdjęcie na portret z zasłoniętymi oczami.

Podkreśla też, iż o części zarzutów miała dowiedzieć się z reportażu telewizyjnego w marcu ubiegłego roku. "Prokurator udziela wywiadu w telewizji i informuje, iż mam 12 zarzutów, podając moje imię i nazwisko, a potem prawie pół roku zajmuje prokuraturze poinformowanie mnie, co to w ogóle za zarzuty? (...)" – pisze.

Kluczowy w jej wersji wydarzeń jest wątek jednej ze spraw, która – jak twierdzi – dotyczy działań nieżyjącej osoby. "12 zarzutów (takich samych) to jedna sprawa – dotyczy działań osoby, która zmarła. Nie można oskarżyć osoby po śmierci, ona nie może już zeznawać, więc szukają kozła ofiarnego. Nie miałam z tymi działaniami nic wspólnego i będę dochodzić swojej niewinności przed sądem" – zapewnia.

Według Agnieszki R. nie chodzi o długi


Agnieszka R. stanowczo sprzeciwia się też narracji, iż sprawa dotyczy długów. "Media sugerują, iż jestem oskarżona o długi, co nie jest prawdą. (…) Powielają kłamstwa wypowiedziane przez anonimowe osoby" – twierdzi, podważając wiarygodność części osób występujących w materiałach medialnych.

Najmocniejsze słowa kieruje pod adresem jednej z kobiet, którą określa jako swoją "byłą przyjaciółkę". Zarzuca jej i jej mężowi poważne nieprawidłowości finansowe, oszustwa oraz próbę szantażu, pisze także o "próbie wyłudzenia wielokrotnie większych pieniędzy niż moje zobowiązania" oraz "przymuszania mnie do poświadczenia nieprawdy".

"Ja chciałam się rozliczyć, przedstawiłam umowę, w której zobowiązuję się do spłaty zadłużenia, ale Anna B. nie chciała jej podpisać, tylko działając w zmowie z Elizą G. i Magdaleną L. chciały mnie szantażem okraść na kwotę wielokrotnie większą od mojego zadłużenia. Mam na to wszystko dokumenty oczywiście" – czytamy w jej ośwoadczeniu.

Twierdzi również, iż od lat deklarowała wolę polubownego rozwiązania sprawy i przekazała, iż będzie kontaktować się wyłącznie przez prawnika. "Przez sześć lat nikt się nie odezwał do znanego im mecenasa. Ale za to skontaktowały się ze wszystkimi osobami z mojej rodziny, znajomymi, współpracownikami i sponsorami, żeby mnie oczernić i zdyskredytować" – relacjonuje.

"Anna B. postawiła sobie za cel życiowy mnie zdyskredytować i robi to dokładnie tak, jak zapowiedziała w szantażach" – pisze na Facebooku Agnieszka R. i dodaje, iż "nigdy nie wypierała się swoich faktycznych zobowiązań i nigdy nie powiedziała, iż ich nie spłaci, jak stanie na nogi".



Agnieszka R. o swoim stanie zdrowia. "Leżę kolejny rok"


W dalszej części wpisu sportsmenka opisuje swoją sytuację zdrowotną i finansową. Informuje, iż przeszła siedem operacji ortopedycznych, walczy z poważnymi problemami z kręgosłupem i kolanem oraz – jak pisze – "ma poważne problemy z poruszaniem".

"Nie mam dochodów, nie mam majątku, nie mam pracy i raczej nikt mi jej nie da po takiej prasie. Nie mam żadnej renty sportowej ani pomocy finansowej od państwa. Pomaga mi moja mama" – wyznaje. Jak podkreśla, nie posiada również ubezpieczenia zdrowotnego.

Wspomina również o depresji i osobistych tragediach. "Dziś mijają cztery lata od śmierci mojego partnera Andrzeja. (…) Wysiadł mi kręgosłup, paraliżowało nogi. Dostałam do towarzystwa depresję na lata" – pisze, dodając wprost: "Leżę kolejny rok. Kolejny rok sama walczę ze sobą, z bólem i żeby się nie zabić".

Agnieszka R. twierdzi też, iż ma problem z rozliczeniem środków ze zbiórki prowadzonej przez stowarzyszenie, którego była beneficjentką. Według niej organizacja miała przelać pieniądze z konta zbiórki na własne rachunki i do dziś nie rozliczyć około 200 tys. zł. "Jak tylko zgłosiłam swoje zaniepokojenie (…) zniknęło mi ubezpieczenie, a prezes napisał, iż za nic już nie zapłaci. (…) Powiedział, iż i tak nikt mi nie uwierzy, bo mam przecież 12 zarzutów i zszargany wizerunek" – relacjonuje.

Na końcu była mistrzyni dziękuje osobom, które ją wspierają. "Ja ciągle żyję i nie poddam się bez walki" – zapowiada. Wprost przyznaje też, iż potrzebuje pomocy – zarówno medycznej, jak i prawnej.

"Potrzebuję ubezpieczenia zdrowotnego i lekarza neurochirurga, najpewniej też ortopedy. Podejrzewam, iż wymagam hospitalizacji, żeby doprowadzić mnie do stanu, w którym będę mogła się chociaż jakoś poruszać po domu...bo mój stan się pogorszył. (…) Na pewno potrzebuję też pomocy prawnej, bo ludzie wykorzystują moją obecną sytuację" – pisze Agnieszka R.

Idź do oryginalnego materiału